Pomaganie sprawia mi radość

Mówi, że scena to jej drugi dom. Każdy występ dostarcza jej ogromnej dawki adrenaliny, kiedy zaczyna śpiewać, nic innego się nie liczy. Z Anną Wyszkoni rozmawia Barbara Jagas.

Śpiewa pani kompozycje dużo starszych od siebie kolegów: Niemena, Grechuty, Marka Jackowskiego, z którym nawet się pani zaprzyjaźniła. Skąd ten sentyment do piosenek artystów nie z pani pokolenia?


Mnie nie zależy na tym, aby śpiewać wszystko, co sama skomponuję lub napiszę. Najważniejsze, żeby tekst i kompozycja były dobre. A dobre znajduję właśnie u dojrzałych artystów, tych starszych. Dlatego sięgam po te piosenki i chętnie współpracuję z innymi artystami.


Śpiewała pani ostatnio z nieżyjącym już Markiem Jackowskim. Zaprosił panią do wzięcia udziału w nagraniu swojego ostatniego albumu, w pewnym sensie testamentu, jak się okazało. Która piosenka z tej płyty jest najbliższa pani sercu?


Wszystkie bardzo lubię, bo Marek postawił na swoje najpiękniejsze kompozycje i na wspaniałe teksty. Ale chyba najbardziej zapadły mi w pamięci te dwie, które śpiewam, mam na myśli „Matkę od samotnych drinków" i „Odnajdziemy się", czyli duet z Markiem Jackowskim. To dla mnie najbardziej magiczna sytuacja i najpiękniejsza pamiątka po Marku. Zresztą dziś te piosenki mają dla mnie zupełnie inne znaczenie. Na koncertach również śpiewam je trochę inaczej.


Sporo pani występuje, plany koncertów są już do połowy roku rozpisane. Ale zauważyłam też, że chętnie bierze pani udział w różnych akcjach charytatywnych. A to przekazuje pieniądze z licytacji swojej płyty na zakup nowoczesnego urządzenia do leczenia i diagnostyki płuc jednemu szpitalowi, a to w drugim odwiedza pani chore dzieci.


Pomaganie zawsze sprawiało mi radość. Jestem szczęśliwa, że mogę to robić, wykorzystując w ten sposób swoją popularność. Chcę przekazać także innym ludziom, że nie jest to skomplikowane i każdy może pomóc. Bo dzieci z zakładu opiekuńczo-wychowawczego w Jaszkotlu koło Wrocławia, które regularnie odwiedzam, wcale nie czekają na gwiazdę. One czekają na drugiego człowieka, jego ciepło, zainteresowanie, chcą być tak samo przytulane jak inne, żyjące w normalnych rodzinach. Kiedy stamtąd wychodzę, często płaczę. A jednocześnie cieszę się, że mogłam coś zrobić dla tych dzieciaków. Pozostają mi w pamięci ich oczy z iskierkami radości.


Co jeszcze panią w życiu raduje, napędza?


Miłość! Mam wspaniałego partnera, kochane dzieci: prawie dwuletnią Polę i 12-letniego Tobiasza.


Gratuluję! Jak chowają się dzieciaki?


Dziękuję. Kocham je najbardziej na świecie. I staram jak najmądrzej prowadzić przez życie. Ale wychowanie to nie jest prosta sprawa, wiąże się z ogromnym stresem.


Bo człowiek czuje się odpowiedzialny za ich los w przyszłości?


Na pewno tak. Ale w dzisiejszych czasach, w dobie internetu, jest o tyle trudniej, że dzieci mają dostęp do wszystkiego, także złych i szkodliwych treści. Czasami nie wiem, jak mam swojego syna przed tym chronić, jak go ustrzec przed złym wpływem świata, który nie zawsze zmierza w dobrym kierunku, jak nauczyć poszanowania dla prawości, uczciwości i autorytetów.


Stres zawodowy?


Coraz mniej mnie dotyczy. Chociaż scena to mój drugi dom (śmiech). Jest jednak w moim życiu zawodowym coraz więcej spokoju i zdrowego dystansu. Chociaż każdy występ to dla mnie ogromna dawka adrenaliny. Kiedy wchodzę na scenę, to nic innego się nie liczy.


A jak sobie pani poradziła, kiedy urodziła się Pola?



Będąc w ciąży, pracowałam do ósmego miesiąca. Potem, jak córeczka przyszła na świat, poświęciłam jej absolutnie cały czas. Jest moim oczkiem w głowie. Jednak po dwóch miesiącach czegoś mi zaczęło brakować. I znów wróciłam do koncertowania.


Pogodziła pani dwie role: matki i artystki?


Jakoś mi się to udaje. Chociaż muszę przyznać, że nieraz brakuje mi czasu.


Kiedy pani odpoczywa?


Jak odwiozę Tobiasza do szkoły, a Pola sobie drzemie. Wtedy kładę się na kanapie i o niczym nie myślę. Mam czas na książki. Dobra literatura to najwspanialszy relaks na świecie.


A jak jest po koncertach? Od razu wraca pani do hotelu?


Występy naprawdę wyczerpują, ale je uwielbiam. Podobnie jak spotkania z fanami po każdym koncercie, które często trwają 2-3 godziny. Nieraz jestem już padnięta, ale poświęcam ludziom każdą chwilę, rozdaję autografy, robię zdjęcia. Mojej publiczności się to należy.


Nie chodzi pani na imprezy?


Rzadko. Nawet nie chodzi o zmęczenie, ale muszę zadbać o siebie, bo następnego dnia mam kolejny koncert. I chciałabym, aby wszystko wyszło jak najlepiej. A to przecież zależy od mojej formy. Dlatego zwykle po koncercie, w hotelu, funduję sobie najpierw porządną kolację, zamawiam często tatara, którego uwielbiam, a potem idę spać.

Tak bez drinka?


Nie piję alkoholu ani nie palę. Mam jedynie słabość do kawy.


Rzeczywiście, jest pani osobą rozsądną i prowadzi prozdrowotny styl życia. Czyli na pewno dba pani o dietę?


Owszem. Staram się jadać produkty pełnowartościowe. Zwłaszcza że mam tendencję do nadmiernego chudnięcia. Odwrotnie niż większość kobiet. Nie omijam więc mięsa dobrej jakości, szczególnie lubię średnio wysmażoną polędwicę. Chętnie też jadam ryby i sushi. Do tego dużo warzyw i owoców. No i nigdy nie pozwalam sobie na fast foody.

A jak wygląda pani śniadanie?


Przede wszystkim nie wychodzę z domu, zanim nie zjem. Nauczyłam się, że śniadanie ma być solidne. Często robię sobie musli z otrębami i orzechami, to zdrowe, smaczne i daje energię. Lubię też jajecznicę. Zresztą jajka uwielbiam w każdej postaci.


Czy o zdrowie można w ogóle dbać? Zależy od nas?


Ależ oczywiście, wiele zależy od trybu życia. Jestem pewna, że choroby zaczynają się od stresu, niewłaściwego odżywiania i braku ruchu. A ja nie tylko biegam po scenie, ale także ćwiczę. I to regularnie!

W jaki sposób?


Dwa razy w tygodniu uczęszczam do klubu fitness, gdzie ćwiczę pod okiem trenera. Dzięki temu nie tylko dobrze się czuję, ale i masa mojego ciała też jest pod kontrolą. Mam skłonności do utraty wagi, zwłaszcza w czasie trwania tras koncertowych. Wtedy nie tylko solidne jedzenie, ale i praca nad sylwetką pod okiem profesjonalisty sprawia, że zachowuję formę, wagę i dobre samopoczucie.

A jak się pani zachowuje, np. kiedy łapie infekcję?


Nigdy nie czekam, aż przeziębienie przejdzie samo. Biegnę do swojego lekarza i proszę go o pomoc. Doktor, do którego mam absolutne zaufanie, przepisuje mi leki, a ja je grzecznie biorę. I góra po trzech dniach już jestem na chodzie. Gotowa do wyjścia na scenę (śmiech).

Autor: Barbara Jagas

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    STRES.... częsta "choroba" ludzi odchodzacych np na emeryturę i nie mogą się odnaleć w tej rzeczywistości, ale kontakty z innymi, usmiech i chęć DO ZYCIA to jest lekarstwo na taki właśnie stres.Pozdrawiam serdecznie emeryt Stach