Pokonałam chorobę - RZS

Akwaforty Małgorzaty Leszczewskiej Włodarskiej można podziwiać w wielu muzeach w Polsce. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że od lat artystka ma reumatoidalne zapalenie stawów.

Małgorzata jest artystką grafikiem, znaną nie tylko na Śląsku. Gdy zachorowała, miała niewiele ponad 30 lat. W tym wieku nikt nie myśli o poważnej chorobie. Ona też nie myślała. Zwłaszcza, że była osobą zdrową, aktywną fizycznie. Uprawiała sport, biegała, jeździła na nartach, chodziła po górach. Lubiła swoją pracę, była optymistką. Czy kogoś takiego może zaatakować choroba?


Dziwne objawy

Wszystko zaczęło się niewinne - od bólów stóp, aż do kolan. Początkowo Małgorzata myślała, że nadwyrężyła jakiś mięsień. Gdy ból nie mijał, poszła do lekarza. Nie dopatrzył się niczego złego, ale na wszelki wypadek skierował ją do ortopedy. Specjalista stwierdził, że powodem jej kłopotów jest specyficzna budowa stóp. Zalecił tylko ćwiczenia i noszenie wkładek.

Mijały miesiące, bóle wracały, dokuczały jeszcze mocniej. Na stopach pojawiła się opuchlizna. Małgorzata zaczęła sama szukać informacji, wtedy pierwszy raz pomyślała, że to może reumatyzm. Ale to niemożliwe, jest przecież za młoda ...

Siostra (z zawodu lekarka) zleciła jej badania w kierunku reumatoidalnego zapalenia stawów. Wyniki były prawidłowe. Bóle jednak nie mijały, a jeszcze bardziej się nasilały. Ktoś polecił jej wizytę w Warszawie u prof. Jana Gietki, znanego reumatologa. Specjalista potwierdził, że to najprawdopodobniej reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) i skierował ją na badania do warszawskiego Instytutu Reumatologii.

- W instytucie dowiedziałam się, że mam nietypowo przebiegające RZS. Przepisano mi leki, które miały zlikwidować ból i opuchliznę - opowiada artystka.


Trudne chwile

Na taką diagnozę była psychicznie przygotowana. Ale i tak na początku przyszły chwile załamania i nurtujące pytanie: "Dlaczego ja?”

Małgorzata wiedziała, że RZS jest nieuleczalne. Najgorsze było to, że chorobę rozpoznano tak późno. Od czasu, gdy zauważyła u siebie pierwsze niepokojące objawy, do postawienia diagnozy i rozpoczęcia leczenia minęły ponad dwa lata! Niestety, nie można już było cofnąć zmian, które spowodowała choroba. Najgorzej było ze stopami, wciąż bolały i puchły. Małgorzata dostawała zastrzyki ze sterydów, żeby mogła chodzić. Oprócz tego, że otrzymywała klasyczne leki na RZS, została też włączona do programu testowania leków nowej generacji, tzw. biologicznych. Najczęściej chorzy poddają się tym terapiom w ramach programów badawczych - wtedy nie płacą za leczenie. Małgorzata jest już po trzech takich seriach. Po pierwszej objawy choroby częściowo się cofnęły. Czuje się teraz świetnie i wierzy, że wszystko będzie dobrze.

- Po tych lekach mój organizm odzyskał siły - opowiada. - Wcześniej nie mogłam wstać z łóżka, a nawet uczesać się. Wiem, że nie będę tańczyć czy jeździć na nartach, bo na to nie pozwalają mi zmiany w stopach. Mogę jednak normalnie funkcjonować.


Pogrozić chorobie palcem

Małgorzata jest na rencie, ale nadal pracuje. Wraz z mężem, z zawodu fotografikiem, prowadzi autorską pracownię graficzną w Katowicach. Specjalizuje się w tzw. grafice odtwórczej, realizowanej w technikach graficznych: akwaforcie, miękkim werniksie. W jej pracowni powstały m.in. "Panoramy Kłodzka': "Widoki dawnego Gdańska'; cykle tematyczne: "Fryderyk Chopin': "Krajobraz Śląska w XIX wieku': dawne widoki miast. Cykl dziesięciu akwafort naśladujący grafiki Brunona Schulza, wykonanych według techniki ciche-vere, był prezentowany na wielu wystawach.

Praca pomaga jej zapomnieć o chorobie. W szpitalach spotykała wielu ludzi, który cierpieli z powodu RZS. - Widziałam, że te osoby, które miały jakąś pasję, lepiej dawały sobie radę z chorobą.

Najgorsze jest mówienie sobie: "Jestem chora, nic nie mogę" - przekonuje Małgorzata. Spotykałam osoby, które po lekarskiej diagnozie załamywały się. A gdy otrzymywały wyniki badań, okazywało się, że mają znacznie lepsze niż ja.

Małgorzata nie skarży się. Wielu jej znajomych nawet nie wie, że jest chora. Po co ma o tym opowiadać? O swoim schorzeniu mówi dopiero, gdy ktoś przy niej narzeka na swoje zdrowie. Zwykle ludzie na początku wcale jej nie dowierzają.

- Nie jesteśmy w stanie pogodzić się z chorobą. Ja się jej nie poddałam. Trzeba wyrobić w sobie przekonanie, że nie jest najważniejszą rzeczą, która mnie w życiu spotkała - opowiada. - To mój wróg, którego trzymam na dystans. Czasem pogrożę mu palcem i mówię, że dam sobie z nim radę.

Autor: Katarzyna Pinkosz

Komentarze