pod parasolem słońca

Październik to idealny czas na odpoczynek w Egipcie. Temperatura jest do zniesienia, a zabawa tak samo wyjątkowo wyborna jak w innych miesiącach. Czy coś jeszcze się nie zmienia? Tak! Nachalność egipskich mężczyzn. I nie chodzi tu, broń Boże, o sprawy męsko-damskie, lecz o to, by…

Namolny jak Egipcjanin?

Rano, wieczór, południe – wystarczy wyjść z hotelu na plażę, a już pojawia się uśmiechnięty od ucha do ucha Ahmad z pytaniem, czy ponieść ręcznik, wskazać najlepszy leżak, zrobić tatuaż henną, zabrać cię na surfing, imprezę… Czy coś w tym złego? Skądże, tylko że za każdą przysługę Ahmad wyciągnie rękę po dolara. Nawet jeśli ręcznik poniesie przed tobą tylko ze dwa metry, a leżak, który ci wskaże, jest jedynym, który ma zepsute oparcie. Nie inaczej jest na ulicy: egipskiego mężczyzny (pracujących kobiet tu raczej nie zobaczysz) nie interesuje, czy turysta miał w planie kupno fajki wodnej czy jakiejś innej pamiątki. On, Egipcjanin, chce coś sprzedać i koniec. Na dodatek zawsze ma ważny powód, dla którego swoje pieniądze powinniśmy zostawić właśnie u niego.

– Mam na utrzymaniu dwie żony – zdradzał Ali, właściciel sklepu w Luksorze, próbując wcisnąć miniaturowego skarabeusza do mojej kieszeni.

– Planuję ślub – zwierzał się Saad, sprzedawca przypraw w Sharm El Sheik, przekonując, że trzy paczki szafranu wyglądają w kuchni lepiej niż jedna.

– Jedyny z sześciorga rodzeństwa pracuję. Nie mogę zawieść rodziny – mówił Hassan z Kairu rozkładając kolejne szale, choć nie miałam zamiaru przywieźć do Polski ani jednego.

– Ja potrzebuję pieniędzy, a turysta je ma – klarował Mohammad, taksówkarz, którego poznałam w Hurghadzie. – Nieważne, w jaki sposób przekonam go, żeby je wydał. Poza tym stać was na to, więc w czym problem?


I z takim podejściem do sprawy powinno się pogodzić. Ba, nawet trzeba, znajdując przy okazji przyjemność w targowaniu się do upadłego. Poza tym, to tylko dodatek, bo Egipt to przecież przede wszystkim historia zaklęta w starożytnych posągach, przepiękne rafy koralowe oraz słońce: gorące latem (ponad 40 stopni Celsjusza), leniwe zimą (krótki, choć ciepły dzień i zimne wieczory), idealne jesienią. Dlatego właśnie teraz warto wybrać się do tego kraju. Jaką formę wypoczynku wybrać? Ja polecam rejs po Nilu i nurkowanie.


W cieniu faraonów i podwodnych skał

REJS PO NILU. Żadna autokarowa wycieczka objazdowa czy jednodniowa wyruszająca z hotelu nie jest w stanie zapewnić nam tylu wrażeń co tygodniowy rejs po Nilu. To doskonałe połączenie bezstresowego i niemęczącego zwiedzania z wypoczynkiem. Nie dość bowiem, że nie musimy biegać od świątyni do świątyni z wywieszonym językiem, a później męczyć się parę godzin w autobusie, to na dodatek zobaczymy więcej, niż wybierając tradycyjną opcję zwiedzania. Oprócz klasycznych punktów każdej wycieczki jak Luksor, Dolina Królów, Świątynia Hatszepsut czy Abu Simbel na Pustni Nubijskiej, do której trzeba oczywiście ze statku dojechać, możemy zobaczyć, jak wygląda życie Egipcjan zamieszkujących tereny wzdłuż Nilu, a to różni się znacząco od tego prowadzonego w kurortach typu Hurghada czy Sharm El Sheik, w których rządzą turyści.

To naprawdę niezapomniane wrażenia: im dalej na południe, im bliżej Asuanu, bliżej „prawdziwej, czarnej Afryki”, tym bardziej odmienna od naszej będzie kultura i zwyczaje mieszkańców (i tu rada dla pań: o ile na północy krótkie spódniczki i koszulki na ramiączkach nie robią wrażenia na tubylcach, o tyle na południu mogą wzbudzić niesmak; zdarzają się niewybredne komentarze, plucie pod nogi – jeśli chcemy tego uniknąć, warto zasłonić kolana i ramiona). A co najważniejsze, plan podróży jest zawsze tak ułożony, że mamy czas na kontemplowanie otoczenia, obojętnie gdzie się znajdziemy. Spokojnie możemy więc oddać się próbie odczytania hieroglifów w grobowcach faraonów czy robieniu serii zdjęć wschodzącemu słońcu.

NURKOWANIE. Idealne rozwiązanie dla aktywnych. I to dla tych już mających za sobą odpowiednie kursy, tych, którzy dopiero zamierzają posiąść potrzebne do nurkowania umiejętności, jak i dla tych, którzy chcą tylko raz sprawdzić, jak piękny jest podwodny świat. „Nuraskom” z certyfikatami proponuję rezerwację noclegów przez polskie lub niemieckie biura podróży (niemieckie są zazwyczaj tańsze) lub przez stacjonujące prawie w każdym kurorcie polskie centra nurkowe, które są wyspecjalizowane nie tylko w zapewnianiu całodziennych wypraw nurkowych, ale i w wyszukiwaniu tanich noclegów na lądzie oraz rezerwacji przelotów. Bezpośrednio z centrami nurkowymi powinny się też kontaktować osoby, które chcą zaliczyć kurs.

A ci, którzy chcą spróbować tylko raz? Prawie do każdego hotelu, gdy tylko pojawia się nowa wycieczka z Polski, przyjeżdża przedstawiciel ośrodka nurkowego i proponuje taką przygodę pod opieką wykwalifikowanego nurka. Czy warto się skusić? Podwodny świat Morza Czerwonego jest tak urzekający, że mało kto poprzestaje na jednym zejściu: po prostu chciałoby się tam być i być, do ostatniej dawki tlenu.


Bakszysz i zemsta faraona

Kiedy mówimy o Egipcie, należy jeszcze wspomnieć o dwóch rzeczach: o napiwkach (informacja ważna dla zdrowia psychicznego) i o „zemście faraona” (wiedza niezbędna, jeśli chcemy uniknąć spotkania z lekarzem). Napiwki w Egipcie to rzecz święta, ich dawania nie da się więc uniknąć. Bakszysz trzeba zapłacić kelnerowi, kierowcy autokaru, który wiezie nas na tzw. wycieczkę fakultatywną, choć jest już opłacona, właścicielowi rikszy, choć taka przejażdżka jest w cenie, obsłudze hotelowej, właścicielowi wielbłąda, który niby przez przypadek wszedł nam w kadr i... i długo by wymieniać.

Rada? Jeśli nie chcemy się denerwować (Egipcjanie krzyczą, jeśli coś im się nie podoba), warto zawsze mieć przy sobie drobne, a nawet więcej – warto zorganizować sobie kilka jednodolarówek już w Polsce. Bo o ile uda się nam uniknąć płacenia za przeniesienie bagażu z lotniska do autokaru (ale trzeba być czujnym, Egipcjanie czasami nie pytają, lecz łapią za walizki i biegną, a nam pozostaje się tylko dziwić, skąd wiedzą gdzie), o tyle od wniesienia ich do pokojowego hotelu już nie.

A „zemsta faraona”? „Zemsta faraona” to po prostu ostra biegunka, której nie wyeliminują popularne lekarstwa kupione w Polsce. Dlaczego? Bo są za słabe. Poradzić sobie z tą nieprzyjemną dolegliwością są w wstanie tylko małe, białe tabletki kupione na miejscu. I niestety, zemsta faraona – spowodowana tym, że w Egipcie zetkniemy się z inną florą bakteryjną niż z tą, do której przyzwyczajony jest nasz organizm – dopada prawie każdego. Można jednak spróbować nie dopuścić do jej ataku. Jak? Przede wszystkim unikać jak ognia nieprzegotowanej wody, a to oznacza np. mycie twarzy i zębów wodą mineralną z butelki. Warto też powstrzymać się od jedzenia świeżych owoców i wyciskanych z nich napojów, próbowania czegokolwiek na targowiskach.

Wrogiem naszego żołądka jest po prostu wszystko, co nie zostało potraktowane wrzątkiem (dotyczy to też sztućców i talerzy, jeśli więc będziemy mieli choć cień wątpliwości, co do ich czystości, należy poprosić obsługę statku czy hotelu o wymianę). Warto też pomyśleć o jakimś specyfiku osłonowym na żołądek, by móc aplikować go sobie przez cały czas pobytu w Egipcie. Czy to zadziała? Mnie zemsta faraona nigdy nie dopadła.

Autor: Joanna Grzegorzewska

Komentarze