Po linie do zdrowia

W wolnym czasie wsiada na rower, przemierza górskie szlaki lub pływa. Nie wierzy w istnienie ideałów, dlatego od czasu do czasu lubi zjeść golonkę. Udało jej się osiągnąć równowagę pomiędzy pracą, samą sobą a miłością. Rozmowa z Julią Pietruchą, aktorką.

Jak wam się udała letnia podróż po Rosji?


Wspaniale! Zostaliśmy zaproszeni do Omska na Syberii na Festiwal Filmowy, po czym ruszyliśmy w podróż z plecakami po Moskwie, Petersburgu, Tallinie, Rydze i Wilnie.


Czego dowiedziałaś się podczas tej podróży o sobie, a czego o Ianie? (partner Julii Pietruchy - przyp. red)


Na każdym kroku dowiadujemy się, że coraz bardziej lubimy przebywać w swoim towarzystwie. Dowiedziałam się, że potrafię spakować wszystko czego potrzebuje w mały plecak i niczego mi nie brakuje. Co prawda na zdjęciach występuję wciąż w tym samym T-shirtcie, ale zupełnie mi to nie przeszkadza.


Czy zaczęliście rozmawiać, myśleć o ślubie?


Raczej się nad tym nie zastanawiamy. Żadne z nas nigdy takiej potrzeby nie wyraziło, więc dobrze nam tak jak jest.


Czy Ian jest ideałem mężczyzny dla Ciebie? Jakie ma zalety, a jaką najgorszą wadę?


Nie ma ideałów, to na pewno. Cenię sobie jego poczucie humoru, dystans do świata. Powagę w momencie kiedy jest ona potrzebna i totalny luz na co dzień. Przyznam serio, że dobrze trafiłam. Wada: potrafi być okropnie uparty.


Co Ian najbardziej ceni w Tobie, a za co czasem krytykuje?

Czekaj, zaraz go zapytam. Mówi, że ceni to w jaki sposób odnoszę się do swoich młodych fanów. To, jak ochoczo się do nich przytulam i robię sobie z nimi zdjęcia. Dla mnie to bardzo ważne. A jeśli chodzi o wady, to tylko westchnął i dodał: bez komentarza...


Co twoim zdaniem, w waszej relacji, jest receptą na udany związek?


Bycie bardzo otwartym i mówienie sobie różnych rzeczy prosto z mostu. Nie ma co się czaić, zatajać pewnych spraw. Im bardziej się siebie rozumie, tym łatwiej osiągnąć porozumienie bez słów. Nagle zapominamy czym jest zazdrość, bo znamy się na tyle, by sobie ufać i się szanować.


Opowiedz coś o relacjach z Ianem. Jak on mówi do Ciebie? I w jaki sposób ty wołasz do Iana?


Ian mówi do mnie: Baby, Julia. A ja do niego przeróżnie: Ian, Jan, Janek, Janusz.


Jakie jest wasze ulubione miejsce w Warszawie, gdzie lubicie chodzić?


Mamy przyjaciela, który mieszka w samym centrum na dwudziestym drugim piętrze. Uwielbiamy stamtąd oglądać Warszawę nocą. Po za tym, co jakiś czas wybieramy się do jednego z warszawskich spa, gdzie cudowne panie dbają, byśmy się zrelaksowali.


Teraz trochę o rodzince, czy też przyszłej teściowej. Za co najbardziej lubisz mamę Iana?


Jest wyjątkowo miłą i ciepłą kobietą. Dodatkowo wychowała mojego ukochanego na dobrego człowieka.


Jak myślisz, za co Ian lubi Twoją mamę?


Za siłę w życiu i wychowanie mnie na osobę, jaką jestem.


Czy to prawda, że Ian gotuje dla was obojga? Jaka jest twoja ulubiona potrawa przygotowana przez narzeczonego? Czego natomiast nie lubisz, a zjesz, bo to on zrobił?

Uwielbiam wszystko co przygotowuje, bo zawsze wcześniej ustala czy coś, co zamierza zrobić akurat lubię. Jest kilka potraw, bądź składników, które niekoniecznie mi smakują, Ian bierze to zwykle pod uwagę, jest czujny. Myślę, że mistrzostwo osiągnął w kuchni meksykańskiej. Nie zasmakowałam w żadnej restauracji w Polsce takich tacos z domową salsą, burritos czy enchiladas, jakie robi właśnie Ian. Jest też mistrzem jeśli chodzi o dania wietnamskie, tajskie. Często zajadamy się ostrą zupą z krewetkami czy pierożkami na parze.


A jaką potrawą ty sama poczęstowałabyś niespodziewanych gości?


Ja pewnie paluszkami i chipsami... natomiast Ian pewnie by coś wykombinował.


Zaraz, zaraz. Paluszkami? Chyba mi nie powiesz, że odżywiasz się paluszkami pod nieobecność Iana? Występujemy w zdrowotnym magazynie! Mam nadzieję, że chociaż unikasz tłustych potraw, aby dbać o linię, nie tylko zdrowie.


Wcale nie unikam tłustych rzeczy, lubię czasami zjeść stek albo golonkę. Ale to nie znaczy, że jadam w ten sposób codziennie. Wszystko z umiarem.


Ale jakąś dietę, przynajmniej od czasu do czasu, sobie aplikujesz, aby nie przybrać na wadze?


Nie stosuję żadnych specjalnych diet, ograniczam tylko słodycze do minimum i staram się jeść kilka razy dziennie mniejsze porcje.


To bardzo rozsądne. A co z ruchem?


Jeżdżę na rowerze korzystając z pięknej pogody, czasami chodzę na basen. Ostatnio zaś odkryłam slacklining - mocujemy linę między dwoma drzewami w parku i próbujemy złapać równowagę. Na końcu trzeba przejść po linie.


Ale mnie zaskoczyłaś...


Bo to wcale nie jest takie proste.


Co jeszcze robisz? Może tańczysz albo chodzisz na jogę?


Nie tańczę. Chyba, że na imprezach (śmiech). Na jodze byłam kilka razy, ale nie starcza mi czasu, żeby uczęszczać regularnie na zajęcia. Także najczęściej wyciągam rower albo idę pływać. Lubię też chodzić po górach, jeśli jest okazja. Kiedyś biegałam, ale przy moim trybie życia trudno wyrobić sobie taki nawyk. Po kilkunastu godzinach pracy na planie człowiek marzy już tylko o tym, żeby zasnąć...


A co z psychiką? Jaką masz na nią radę? Stosujesz medytację lub choćby liczenie oddechów, aby nabrać dystansu do siebie i spraw, uspokoić się po stresującym dniu lub przed stresującym zajęciem?


Przeważnie słucham muzyki, gram na gitarze, śpiewam - to mnie wycisza, relaksuje, uspokaja.


Jesteś sową czy skowronkiem?


Zdecydowanie skowronkiem.


A jak zaczynasz dzień? Co jadasz na śniadanie? Mam nadzieję, że nie wychodzisz z domu bez jedzenia?


Spożywam dość obfite śniadanie. Przeważnie jest to jajecznica, do tego pomidor. I koniecznie pełnoziarniste pieczywo. Do tego lubię napić się kawy, ale nie wypijam trzech z samego rana, jak to czynią niektórzy.


To mi się podoba. Czyli dbamy o zdrowie. Można powiedzieć, że prowadzisz higieniczny tryb życia?


Tak, dbam o zdrowie, dobre samopoczucie, równowagę psychiczną. Niehigieniczny tryb życia dość szybko odbija się nie tylko na psychice, ale i wyglądzie zewnętrznym, a w moim zawodzie jest on bardzo ważny.


Teraz zapominamy o zdrowym trybie życia i przechodzimy do innych tematów, równie ważnych. Jak sądzisz, która z ról filmowych najbardziej cię określa i dlaczego?


Chyba nie ma takiej jednej. W każdą z postaci wkładam część siebie i od scenariusza zależy, która z moich twarzy się ujawni. Oczywiście są role, będące bliżej mnie, które na przykład sobie bardzo cenię, jak rola Zosi w „Jutro idziemy do kina".


Czy w dzieciństwie byłaś słodką i kruchą dziewczynką, czy też chłopczycą wspinającą się po drzewach? Co zostało z tamtej Julii?


Nie pamiętam, byłam raczej grzecznym dzieckiem. Ale lubiłam się wspinać na wiśnię na działce i zbierać owoce. Z tamtej Julii na pewno została mi ciekawość świata.


Dlaczego na menedżera wybrałaś siostrę Natalię?


Znamy się wyjątkowo dobrze i ufamy sobie nawzajem. Zdecydowałyśmy się na taką formę współpracy i okazało się, że każdej z nas bardzo to pasuje. Nie ma między nami nieporozumień. I staramy się budować spójny wizerunek mnie jako aktorki.


Czy druga siostra, Gabrysia, jest dobrą aktorką?


Jest bardzo zdolna, a jak potoczy się jej kariera? Pożyjemy, zobaczymy.


Trzy siostry - czym się różnicie?


Przede wszystkim wyglądem zewnętrznym. Ludziom trudno uwierzyć, że naprawdę jesteśmy siostrami. Każda z nas ma także inny charakter. Ale uzupełniamy się wzajemnie.


Czy myślałaś o sławie, zanim zaczęłaś być sławna?

Nie. Zresztą nie uważam się za sławną, bardziej adekwatne byłoby słowo „popularność". Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, natomiast to, że człowiek staje się rozpoznawalny jest częścią zawodu, jaki wybrałam.


Czy któreś z pytań ze strony tabloidów cię speszyło, było niegrzeczne?


Nie lubię odpowiadać na pytania, które za bardzo „wkraczają" w moją prywatność.


Czy któreś z moich pytań było nietaktowne albo zaskakujące?


A czy któraś z moich odpowiedzi była zaskakująca? (śmiech)


Czy chciałabyś zdementować coś z tego, co pisze się o Tobie?


Nie muszę dementować plotek, bo moi najbliżsi wiedzą, co jest prawdą, a co nie. Znają Julię ze wszystkimi zaletami i wadami. Jeśli ktoś chce wierzyć we wszystko, co napisano, to będzie w to wierzyć niezależnie od tego czy coś zdementuję czy nie.


A kim będzie Julia za 20 lat?


Mam nadzieję, że spełnioną i szczęśliwą kobietą.

Autor: Barbara Jagas

Komentarze