Opalanie z umiarem

Przez lata opalenizna stanowiła świadectwo zdrowia. Uważano, że dzieciom, które spędzają dużo czasu na powietrzu, nie grozi krzywica i są odporniejsze oraz sprawniejsze fizycznie.

Troska o rozwój potomstwa wynikała z ówczesnych zaleceń lekarzy. Tłumaczyli oni rodzicom, że pod wpływem światła słonecznego dochodzi w organizmie do syntezy witaminy D, niezbędnej do prawidłowego rozwoju tkanki kostnej. W połowie ubiegłego stulecia sądzono również, iż przebywanie na słońcu zapobiega rozwojowi gruźlicy.

Z kolei opalenizna przywieziona z wakacji stanowiła dowód udanego urlopu. O ile ten ostatni pogląd wciąż ma rację bytu, o tyle pozytywne powiązania słońca ze zdrowiem zostały znacznie osłabione.

Po pierwsze, przebywanie na słońcu nie jest jedynym warunkiem syntezy witaminy D. Przeprowadzone pod tym kątem badania dowiodły, że aby doszło do tego procesu, wystarczy spędzić na powietrzu piętnaście minut dziennie. Nie ma zatem powodu, by wystawiać dziecko na działanie promieniowania ultrafioletowego (UV), zwłaszcza że skóra malucha nie wykształciła w pełni wszystkich mechanizmów obronnych. Co więcej, inwazyjne działanie UV niesie niebezpieczeństwo trwałych uszkodzeń w kodzie DNA komórek skóry, co może w przyszłości zaowocować schorzeniami dermatologicznymi, a w szczególności nowotworami skóry.


Siła promieni UV

Zacznijmy od tego, że słońce emituje kilka rodzajów promieniowania. Widoczne przez nas światło nie jest niebezpieczne, natomiast zagrożenie stanowią promienie ultrafioletowe typu A, B i C, określane w zależności od długości fal. Dla środowiska naturalnego naszej planety najbardziej szkodliwe są promienie typu UVC, prawie całkowicie odbijane przez warstwę ozonową atmosfery. Nawet dziury ozonowe nie są tak groźne dla naszego zdrowia. Najprawdopodobniej mają tylko wpływ na efekt cieplarniany.

Bezpośrednio zagrażają nam promienie UVA i UVB. Najszybciej widzimy skutki tych ostatnich, gdyż są odpowiedzialne za powstanie rumienią, potocznie zwanego opalenizną. Rumień jest stanem zapalnym skóry spowodowanym oparzeniem. Ponieważ kojarzy się nam z zaczerwienieniem skóry, trudno nam odnosić go do osób, które po opalaniu mają ładną brązową karnację.

Kolor opalenizny zależy od fototypu, czyli genetycznie uwarunkowanej liczby komórek barwnikowych w skórze. Osoby o jasnej karnacji będą się więc opalały na czerwono, a o ciemnej - na brązowo. Przyjęło się, że promienie UVB, które powodują oparzenie naskórka, są mniej niebezpieczne niż UVA, ale nie jest to prawda. Oba typy promieniowania docierają do głębokich warstw skóry, gdzie uszkadzają kod DNA komórek i zwiększają ryzyko powstawania nowotworów.

Skutki wyrządzone przez UVB kumulują się z upływem czasu. Widoczne są w postaci przebarwień, pieprzyków i brązowych znamion. Promienie UVA są co prawda słabsze od UVB, ale za to docierają głębiej, bo do skóry właściwej, gdzie uszkadzają materiał genetyczny komórek o nazwie fibroblasty. To właśnie one produkują kolagen, który razem z elastyną tworzy zespół ważnych białek należących do tzw. struktury podporowej skóry. Upośledzenie tej struktury z czasem objawia się utratą jędrności skóry oraz zmarszczkami. Reasumując, UVA i UVB stanowią zagrożenie dla zdrowia i przyczyniają się do szybszego starzenia się skóry


Kapitał młodości

Nasza skóra, od milionów lat wystawiona na działanie promieni słonecznych, wykształciła naturalny system obronny. To wytwarzanie melaniny - barwnika, który pochłania część szkodliwego promieniowania. W głębokich warstwach skóry na dziesięć komórek przypada jedna, zwana melanocytem. Jest ona odpowiedzialna za produkcję melaniny. Pod wpływem promieniowania melanocyty uaktywniają się, wydzielają barwnik i przekazują go sąsiednim komórkom. Te gromadzą go w górnej partii, tak że tworzy on rodzaj parasola ochraniającego jądro komórki - część, gdzie znajduje się DNA.

Skóra jest genetycznie zaprogramowana na obronę przed niebezpiecznym promieniowaniem słonecznym. Wiadomo, że przez całe życie możemy przyjąć pewną dawkę promieni bez większej szkody dla zdrowia i wyglądu skóry. Dermatolodzy i kosmetolodzy nazywają tę naturalną zdolność do obrony „kapitałem młodości" Z czasem kapitał ten ulega wyczerpaniu, a pierwszym tego sygnałem jest pojawienie się plam i pieprzyków. To znak, że melanocyty nie pracują już z taką precyzją jak dotychczas. W normalnych okolicznościach równomiernie rozprowadzają barwnik w skórze. Wyjątkiem oczywiście są predyspozycje osobnicze - jasny typ karnacji skłonnej do piegów.


Piegi...

Kiedy prawidłowe funkcjonowanie melanocytów zostaje zakłócone, na powierzchni skóry pojawiają się piegi, plamy i pieprzyki, których dotąd nie miałyśmy. To sygnał, że nasza przyjaźń ze słońcem i solarium powinna się zakończyć definitywnie. Pod wpływem promieniowania UV praca melanocytów ulega rozregulowaniu i część z nich wytwarza zbyt dużo barwnika, który jest nierównomiernie rozprowadzany. Stąd pojawienie się na powierzchni skóry licznych plamek, zwanych piegami.

Co ciekawe, melanocytów w obrębie piegów jest mniej niż w otaczającej je skórze, ale są większe, aktywniejsze i mają więcej wypustek przenoszących barwnik. Piegi z natury są płaskie, mają kolor od jasnego beżu do ciemnego brązu. Mogą się pojawić już we wczesnym dzieciństwie pod wpływem nierozważnych kąpieli słonecznych, bez stosowania ochrony anty-UV. Kiedy często lub bez ochrony wystawiamy skórę na słońce, liczba piegów rośnie. Z czasem zmiany przybierają na sile, nowo powstałe plamki są większe i znacznie ciemniejsze. Pojawiają się też liczne piegi na ramionach, dekolcie i plecach. Po okresie letnim część z nich staje się jaśniejsza i wydaje się, że jest ich mniej, ale z każdym sezonem coraz odważniej zajmują kolejne partie skóry. I to niestety na trwałe.


...i niechciane przebarwienia

Wraz z wiekiem do zaburzeń pigmentacji spowodowanych promieniowaniem UV dochodzą inne czynniki, które prowokują powstawanie rozległych przebarwień. Najczęściej plamy i przebarwienia są wynikiem reakcji, jaka zachodzi pod wpływem światła między substancjami obecnymi w skórze a melanocytami. Substancje te nie tylko przyspieszają wydzielanie melaniny, ale trwale zaburzają pracę melanocytów w obrębie dużych partii skóry.
Pod wpływem promieni UV, na które narażamy skórę, opalając się, oraz czynników zewnętrznych (środki zapachowe, alkohol) i wewnętrznych (hormony, leki, substancje zawarte w ziołach i artykułach spożywczych) dochodzi do uszkodzeń DNA komórek barwnikowych. Wtedy melanocty zaczynają się mnożyć w sposób niekontrolowany. Towarzyszy temu ich nadmierna aktywność, co sprawia, że dochodzi do powstania plam i przebarwień.


Substancje fotouczulające

Dzielimy je na działające zewnętrznie i od wewnątrz. Wchodzą one w reakcję fototoksyczną z melanocytami i pobudzają je do pracy. Fotouczulające są zwłaszcza składniki zawarte w kosmetykach i wodach perfumowanych, a zaliczamy do nich: alkohol, środki utrwalające zapachy, piżmo oraz olejki eteryczne. Ślady ich reakcji z komórkami barwnikowymi widzimy często w postaci brązowych nieregularnych plam u kobiet, które nanoszą perfumy lub wodę toaletową na szyję, tuż za uszami.

Reakcję fototoksyczną wywołują również składniki pokarmów, leków oraz hormony. Przez krew docierają one do naczyń limfatycznych i przedostają się do komórek skóry. Tam pod wpływem światła wchodzą w reakcję fototoksyczną z melanocytami. Taki efekt wywołują: antybiotyki z grupy tetracyklin, chinolon, leki stosowane w chorobach serca i wątroby, przeciwpadaczkowe, przeciwarytmiczne, przeciwdepresyjne, odwadniające, ale również często przyjmowane, jak: aspiryna, naproksen, czy zioła, np. dziurawiec. Do fotouczuleń przyczyniają się również składniki niektórych produktów spożywczych, jak np. sok z selera czy pietruszki.

Autor: Renata Wójcik

Komentarze