Ona zarabia więcej

Tradycyjnie utarło się, że to mężczyzna zarabia na utrzymanie rodziny. Tymczasem coraz częściej to kobieta przynosi do domu większą wypłatę. Jak radzą sobie z tym związki?

Przez wiele stuleci kobietom nie wolno było pracować. Ich byt uzależniony był od tego, czy mają u boku mężczyznę, który na nie zarobi – bogatego ojca, potem męża. A jeśli nie udało się znaleźć towarzysza życia, to choć brata, wuja, stryja – jakiegokolwiek przedstawiciela płci męskiej, który gotów był wziąć na siebie utrzymanie damy. Kobiety były więc całkowicie zależne materialnie od mężczyzn. Były też pozbawione wielu praw i przywilejów: nie wolno im było podejmować nawet najprostszych decyzji, dotyczących ich własnych spraw, jak choćby wyboru męża. Nic więc dziwnego, że podjęły walkę. Trwała wprawdzie bardzo długo, ale zakończyła się pełnym sukcesem: jej owocem jest pełne równouprawnienie płci. Dzisiejsze kobiety są finansowo niezależne. Mają prawo do edukacji i korzystają z niego. Doskonale wykwalifikowane, nie mają problemu ze znalezieniem pracy. I tu zaczynają się nowe problemy.


Bogaty, czyli atrakcyjny

Mężczyźni, przyzwyczajeni od zarania dziejów, że to oni są siłą sprawczą i decydującą, nie czują się zbyt pewnie u boku niezależnych finansowo kobiet. Nagle się okazuje, że choć nominalnie pozostali głową rodziny, kiedy trzeba zdecydować, na co wydać większą sumę pieniędzy, muszą to konsultować z towarzyszką życia. Dlaczego? Ano dlatego, że sporą część pieniędzy (a czasami większość) zarobiła ona sama. To sprawia, że mężczyźni czują, jakby utracili część swojej męskości. Wiążąc się w pary ludzie zawsze deklarują, że najważniejsze jest łączące ich uczucie. Ale argumenty finansowe też nie są bez znaczenia. Od dawien dawna status finansowy przekładał się bardzo prosto i dosłownie na atrakcyjność: im grubszy portfel, tym atrakcyjniejszy w oczach płci pięknej wydawał się jego właściciel. I nie ma co zarzucać kobietom, że są wyrachowane – zamiłowanie do bogactwa to sprawka… natury. W stadzie zwierząt samica na ojca dzieci wybiera zawsze niej silniejszego samca.

Wśród ludzi bogactwo jest odpowiednikiem siły – bogaty oznacza zaradny, radzący sobie w życiu. I podświadomie wiemy, że taki mężczyzna zapewni naszemu potomstwo dobrą opiekę i bezpieczeństwo. Zatem w czasach, gdy kobiety są niezależne, przeciętnie zarabiający mężczyzna nie ma czym zaimponować. To negatywnie odbija się na jego samopoczuciu.

Na szczęście kobiety pracują i zarabiają już od ponad stu lat, więc panowie mieli czas przyzwyczaić się do nowej sytuacji i fakt, że kobieta co miesiąc dostaje własną wypłatę już ich nie przeraża. Ale w dalszym ciągu woleliby, aby ta wypłata nie mogła równać się ich własnej. Dopóki w związku to mężczyzna zarabia więcej, ma poczucie, że to on dzierży berło pierwszeństwa – i może spać spokojnie.


Pieniądze w sypialni

Gorzej wygląda sytuacja w związkach, w których kobieta zarabia więcej, od mężczyzny. Choć większość nowoczesnych mężów deklaruje, że im to nie przeszkadza i że cieszą się, iż w rodzinie jest do dyspozycji więcej pieniędzy – męskie ego cierpi w takiej sytuacji. Większość panów, którzy nie mogą zaprosić kobiety na kolację w restauracji czy zapłacić za bilety w kinie czuje się kiepsko sami ze sobą. A jeśli dodatkowo wiedzą, że one mają w kieszeni więcej, niż oni – mogą wpadać w kompleksy.

Co gorsza, seksuologowie twierdzą, że zawartość męskiego portfela ma bezpośrednie połączenie w penisem. Jak to możliwe? Mężczyzna, płacący rachunki kobiety, oczekiwał, że zrewanżuje mu się ona w łóżku. Kobieta, która pozwala się utrzymywać, czuje się podobnie – i stara się wynagrodzić mężowi czułą finansową opiekę w sypialni. Zapewne stąd 33 proc. mężczyzn i ok. 20 proc. kobiet ma poczucie, że obowiązkiem kobiety jest zaspokoić męża. Seksuologowie nazywają to zjawisko małżeńską prostytucją.

Obecnie, gdy kobietom zdarza się więcej zarabiać, obniżone samopoczucie mężczyzny może owocować… zaburzeniami erekcji. Nic dziwnego: jeśli mężczyzna nie czuje się pewnie przy kasie w supermarkecie, trudno żeby się czuł pewnie pod kołdrą. Tym bardziej, że ma świadomość oczekiwań partnerki: pewna siebie, nowoczesna i dobrze zarabiająca kobieta oczekuje, by ją w łóżku dostosował się do jej potrzeb. Kobiety czują, że przynosząc do domu pieniądze mają prawo do takiego zachowanie i dobrze im z tym. Mężczyznom - dużo gorzej. Psychologowie często podkreślają, że takie zachowania mogą być dla mężczyzn wręcz kastrujące, zwłaszcza dla tych niepewnych własnej wartości, zagubionych i mniej śmiałych.


Dbaj o niego

Co więc zrobić, by nie wykastrować psychicznie partnera, zarabiając więcej od niego? To proste: trzeba pokazać mężczyźnie, że go doceniamy, niezależnie od zawartości portfela. Dla mężczyzny ważny jest szacunek kobiety. Okażmy mu go, np. często pytając o zdanie w różnych kwestiach. Ale kiedy już je wyrazi, bierzmy je pod uwagę, podejmując decyzję – jeśli on coś powie, a kobieta i tak zrobi swoje, jej partner poczuje się traktowany niepoważnie.
Chwalmy naszego partnera za wszystko, co zrobi. Oczywiście nie za każdy drobiazg, np. jak miło, kochanie, umyłeś po sobie kubeczek – ale za każdą większą sprawę, wymagającą odrobiny zaangażowania, np. jak wspaniale mieć znowu wysprzątaną piwnicę. I szepczmy mu do ucha po seksie, że jest cudowny i z nikim nie było na tak dobrze – nic tak nie poprawia samopoczucia mężczyzny, jak fakt, że jest doceniany jako kochanek.

Komentarz: Anna Sasin, psycholog, terapeuta

Mam sporą grupę klientek, które stać było na zakup apartamentu czy domu w Warszawie i teraz mają nieco kłopotów w relacjach z mężczyznami. Oczywiście nie samo lokum jest bezpośrednią ich przyczyną ale zdecydowanie większe oczekiwania współczesnych kobiet wobec mężczyzn. Jeśli jestem w stanie zadbać o siebie w tak szerokim zakresie jak zakup domu, to co mogę otrzymać od mężczyzny, który ma być bardziej zaradny i stanowić wsparcie dla kobiety, zgodnie z dotychczas obowiązującymi wzorcami?

Dla Panów to rzeczywiście przygnębiające i niestety poszukują (przynajmniej ci mniej pewni siebie) kobiet wycofanych i bardziej niepewnych niż oni sami. Stawia to kobiety zaradne życiowo w dość trudnej sytuacji.
Można jeszcze pomyśleć o tym, aby panowie czujący się zagrożeni wybrali się np. do psychologa na zajęcia tzw. life coachingu i dali sobie radę z nurtującymi ich problemami. Co złego jest w tym, że kobieta może być po prostu partnerem w życiu?

Autor: Hanna Mądra

Komentarze