Oko nie lubi biura

Piasek pod powiekami, uciążliwe łzawienie oczu, zwłaszcza po wyjściu na dwór w wietrzną pogodę, swędzenie, pieczenie, kłucie. Znacie to? Znacie, przecież długie godziny spędzacie przy komputerze…

Zespół oka biurowego lub zespół suchego oka – nazwy te nie dla każdego brzmią znajomo. Tymczasem to po prostu fachowe określenie gnębiących nas nieprzyjemnych doznań.


Wlepione w monitor

Oko, by dobrze działać, musi być systematycznie nawilżane. Do tego służą łzy. By spełniały swe zadanie należycie musi być ich właściwa ilość, a zużyty film łzowy (czyli pokrywająca oko warstwa łez) musi być regularnie usuwany i zastępowany nowym. W starszym wieku, przy zmianach hormonalnych w organizmie (stosowanie leków hormonalnych lub menopauza u kobiet), przy przyjmowaniu niektórych leków, a także w związku z różnymi chorobami produkcja łez może jednak zostać ograniczona.

Mimo że organizm produkować będzie odpowiednią ilość łez, cierpieć będziemy też, jeśli godzinami wlepiamy oczy w monitor komputera lub w telewizor, a nawet przy długotrwałym czytaniu. Stanie się tak ponieważ zawsze, gdy wzrok jest skupiony i wytężony, mrugamy rzadziej niż w innych sytuacjach. A tylko mrugając wymieniamy stary film łzowy na nowy. Zbyt rzadkie mruganie może nawet powodować, że przez ułamek sekundy oko staje się suche, bo stary film wyparował, a nowego jeszcze nie ma.


Po co ten film?

Po co nam ten film, ktoś zapyta? Dlaczego nawilżanie oka jest tak ważne? Bo tylko wówczas oko będzie działać naprawdę sprawnie – można odpowiedzieć najkrócej. Lub ujmując rzecz nieco bardziej szczegółowo stwierdzić, że film łzowy nie tylko nawilża oko, ale i chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, kurzem i zanieczyszczeniami. Jeśli przez sekundę lub jej ułamek oko jest suche, bo film łzowy wyparował, nie stanie się jeszcze nic złego. Jeśli jednak z powodu wytężonej, długo nie przerywanej pracy historia powtórzy się wielokrotnie w ciągu dnia, zaczyna się problem.

W ciągu dnia powinniśmy mrugnąć kilkanaście tysięcy razy, więc kilka godzin pracy, w czasie których zdecydowanie rzadziej mrugaliśmy, to już przyczyna nawarstwiania się problemu. Osoba pracująca długo przy komputerze zaczyna odczuwać dyskomfort. Mówi o piasku pod powiekami, pieczeniu, swędzeniu, kłuciu. Spojówki jej oczu robią się przekrwione, oczy zmęczone, ostrość widzenia jest zaburzona.

Swoje robi też sucha atmosfera biurowa. I nie chodzi tu wcale o chłodne kontakty między pracownikami, a przesuszone za sprawą klimatyzacji powietrze.


Odpoczywaj, bo możesz

A gdy wreszcie zmęczony człowiek wychodzi z biura na dwór, wcale nie jest lepiej. Oczy zaczynają mu łzawić, zwłaszcza na wietrze, światło razi. Ból nie od razu mija, pieczenie nie ustaje. Wielu z nas godzi się z taką sytuacją, co najwyżej narzeka, że znów ma oczy tak zmęczone… Czy rzeczywiście nic nie można na to poradzić?

Dobrym rozwiązaniem jest nawilżanie pomieszczeń, w których przebywamy, choć nie jest to raczej możliwe w biurach. Można jednak w pracy korzystać z przywileju zapewnionego przez przepisy BHP i robić sobie 5 minut przerwy po każdej godzinie przepracowanej przy komputerze. Lekarze nie mają pewności, na ile taka przerwa przyczyni się do poprawy komfortu oka, czy pomoże każdemu, ale warto próbować.


Sztuczna bariera

Najlepszym rozwiązaniem jest stosowanie sztucznych łez, czyli preparatów w kroplach lub silniejszych, w żelu, które zastępując brakujące łzy stwarzają niezbędną barierę dla oka. W aptekach jest już wiele takich środków. Stosuje się je w zależności od potrzeby, tyle razy, ile trzeba, by zapewnić sobie komfort. Niezmiernie ważne jest, by nie sięgać po nie dopiero wtedy, gdy oczy są już zmęczone, przesuszone, gdy bolą i pieką. Warto użyć ich wcześniej, bo mają również działanie profilaktyczne.

Czasem jednak i to nie wystarcza, bo nasilenie objawów chorobowych może spowodować na przykład nie skorygowana wada wzroku. Subiektywne odczucie dyskomfortu jest u takich osób silniejsze niż u innych. W takim przypadku, oprócz sztucznych łez, konieczne jest też dobranie właściwych okularów.

A gdy i to nie wystarcza, okuliści mają jeszcze jednego asa w rękawie. Proponują swym pacjentom zamknięcie punktów łzowych, czyli zlokalizowanych w kącikach oczu otworów, którymi łzy spływać powinny do nosa. Stosuje się w tym celu specjalne zatyczki, ale ponieważ te czasami wypadają, możliwe jest też zamknięcie punktów łzowych na stałe.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze