Ogródek na parapecie. zielono i smacznie w kuchni

Nie trzeba mieć ogrodu, aby cieszyć się zapachem, urodą i leczniczymi właściwościami ziół. Ponieważ potrzebują sporo światła, doskonale udają się w donicach, skrzynkach ustawionych w kuchni na parapecie. A świeże, wyhodowane w domu zachowują także najwięcej swoich właściwości leczniczych i przyprawowych. Ten, kto ma balkon może, ale nie musi, przenieść je tam, gdy zrobi się cieplej.

Podam dwie wersje założenia ogródka z ziołami na parapecie. Pierwsza z nich przeznaczona jest dla osób niecierpliwych, które muszą mieć natychmiast to, co im się spodobało. Otóż kupuje się w supermarketach już gotowe, rosnące zioła w doniczkach. I koniecznie po przyjściu do domu przesadza je do większej donicy.

Kto chce się pobawić i mieć silniejsze roślinki, może je pojedynczo przepikować. Jeśli tego nie zrobimy, zmarnieją, bo sprzedawane są właśnie w momencie, gdy rośliny osiągnęły optymalny wzrost w tej doniczce. Możemy kilka gatunków ziół umieścić w jednej dużej donicy, albo po przesadzeniu w osobne, większe doniczki wstawić do wspólnej misy, albo (tak jak ja to robię) do dużego wiklinowego kosza, wyłożonego starannie folią, aby woda z podlewania nie przeciekała na parapet.


Przepis dla pracowitych

Osoby bardziej ambitne i cierpliwe, mogą zacząć od wysiania do substratu torfowego albo ogrodowego (najlepsze podłoże) nasionek wybranych ziół. Następnie powinny je dobrze skropić wodą, odstaną przynajmniej przez kilka godzin, a następnie przykryć szybą albo folią. Po 7-10 dniach powinny pojawić się pierwsze roślinki. Gdy dorosną do około 1,5 albo 2 cm, trzeba je przepikować do ziemi do właściwego ogródka. (Pikowanie moją metodą może nie jest bardzo fachowe, ale się sprawdza. Otóż czekam, aż ziemia jest sucha i delikatnie wyjmuję kilkanaście roślinek razem z ziemią łyżeczką do herbaty. Kładę to na papier i nadal bardzo delikatnie wyjmuję po 1 roślince z tej bryłki ziemi. Sadzę ją w nowej doniczce osobno na głębokość jej korzeni w dołeczki zrobione np. ołówkiem, zasypuję ziemią dołek i delikatnie dociskam).

Po przepikowaniu wszystkich wybranych, najzdrowszych roślinek, delikatnie je podlewamy. Możemy uniknąć pikowania, jeśli posiejemy nasionka niezbyt gęsto. Gdy roślinki rosną za blisko siebie, konkurują o światło, wodę i w efekcie są słabe, cieniutkie i szybko mogą zmarnieć. Pielęgnowane zgodnie z przepisem na torebce z nasionami, właściwie dla każdego zioła można zacząć zbierać już po 2 miesiącach po przesadzeniu.

Popatrzmy teraz, które zioła są najpopularniejsze, choć oczywiście można też posadzić w naszym ogródku ziołowym na parapecie, inne:


Koperek trzeba wysiewać kilka razy w roku, w niewielkich odstępach czasu. Bazylia jest bardzo delikatną roślinką, wymaga słonecznego miejsca i dobrze nawożonej gleby. Pietruszka lubi słońce i dobrą ziemię. Mięta pieprzowa rosnąca w nasłonecznionym miejscu ma bardziej wyrazisty aromat. Majeranek sadzi się co roku, lubi dobrze nasłonecznione miejsca i żyzną glebę, należy osłonić go od wiatru. Tymianek dobrze znosi uprawę w zamkniętych pomieszczeniach. Estragon to roślina mało wymagająca. Szczypiorek najlepiej rośnie w wilgotnej glebie, w lekko zacienionym miejscu. Melisa wymaga sporej ilości ziemi.

Zioła lubią mieć dużo światła, oznacza to minimum sześć godzin dziennie, lubią także wilgoć. Dlatego dobrze ustawiać je w miejscach nasłonecznionych, ale nie suchych. Większość ziół lepiej rośnie w grupach i ładniej wtedy wygląda. Dzięki temu łatwiej je także podlewać i utrzymać odpowiednią wilgotność, a wytworzony przez same rośliny mikroklimat będzie sprzyjać ich rozwojowi. A każdego ranka, udając rosę, możemy spryskiwać liście wodą. Własne zioła można wykorzystać zaraz po zerwaniu kilku świeżych listków i łodyżek. Gdy mamy ich dużo, możemy je ususzyć, zamrozić lub zakonserwować.

Pielęgnacja ziół nie jest skomplikowana, bo nie lubią częstego nawożenia, więc jedynym obowiązkiem jest ich podlewanie. Zioła wieloletnie latem podlewa się nawozem w płynie, co około półtora miesiąca, ale znacznie bardziej rozcieńczonym, niż jest to zalecane na opakowaniu (co najmniej dwukrotnie).

Autor: Iwonna Widzyńska-Gołacka

Komentarze