Oddychaj pełną piersią - spirometria

Spirometria to pomiar oddychania, dokładniej – pomiar objętości i pojemności płuc oraz przepływu powietrza w płucach i oskrzelach. Określa się dzięki niemu rezerwy wentylacyjne układu oddechowego, sprawdza, czy nie rozwijają się w nim takie choroby jak astma i przewlekła obturacyjna choroba płuc.

Kiedyś gruźlica

Badanie odbywa się dzięki specjalnemu urządzeniu – spirometrowi. Pierwszy spirometr został stworzony już w 1846 roku, czyli 164 lata temu! Impulsem do jego stworzenia było podejrzenie, że rozwijająca się gruźlica – a była to wówczas choroba zbierająca ogromne żniwo – upośledza coraz bardziej czynność płuc, należałoby ją więc mierzyć. Twórca spirometru, brytyjski chirurg John Hutchinson, zmierzoną pojemność płuc nazwał pojemnością życiową, bo zdał sobie sprawę z tego, że obniżona wartość tego kluczowego parametru przyczynia się do przedwczesnej śmiertelności.


Teraz POChP i astma

Dzisiejsze spirometry ogromnie różnią się oczywiście od swego pierwowzoru, ale wciąż spełniają tę samą rolę. Wykorzystywane są głównie do diagnozowania astmy i przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Dają wiedzę, na temat patologicznych zmian, do których doszło w układzie oddechowym. Badania spirometryczne przechodzą też sportowcy oraz przedstawiciele zawodów wymagających dobrego zdrowia, w tym nienagannej wydolności płuc, czyli na przykład strażacy.

W Polsce spirometria nie jest badaniem często wykonywanym, choć jego dostępność w ostatnich latach bardzo wzrosła. – Najlepiej by było, gdyby swoje rezerwy oddechowe znała każda osoba wchodząca w dorosłe życie, tak jak mierzy się ciśnienie krwi, bada poziom cukru czy hemoglobinę – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, internista i specjalista chorób płuc, ordynator Oddziału Chorób Płuc i Niewydolności Oddychania Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy. – Potem spirometria powinna być powtarzana, by badać ubytki rezerw. Powinni ją wykonywać zwłaszcza palacze, którzy są szczególnie narażeni na zachorowanie na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc.

Z całego świata docierają podobne zatrważające informacje, na temat gwałtownego wzrostu zgonów z powodu tej choroby. W ciągu ostatnich trzydziestu lat wzrosła ona o 163 procent. Jest to szczególnie niepokojące, bo w tym czasie medycyna dokonała wielkich postępów, a umieralność z powodu chorób sercowych czy udarów znacząco malała.


Tylko rzucenie palenia

Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) to podstępne schorzenie. Rozwija się latami po cichu. Jej pierwszymi symptomami są kaszel, potem chory zaczyna też odkrztuszać flegmę, częściej łapie infekcje i coraz trudniej je całkowicie leczy. Myśli, że szybko się starzeje, bo coraz trudniej bez zadyszki wchodzi po schodach. W końcu każdy wysiłek męczy go tak bardzo, że rezygnuje z normalnej codziennej aktywności, nie jest w stanie pracować. Jego organizm jest wyniszczony, bo bardzo mocno musi walczyć o każdy oddech. Wymaga intensywnego leczenia, w tym tlenem, nic nie przynosi jednak rzeczywistej poprawy stanu zdrowia tylko rzucenie palenia.


Bierni też się trują

Palacze stanową niemal 90 procent chorych na POChP. – Związki drażniące, a jest ich w dymie papierosowym około 400, niszczą oskrzela – tłumaczy dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska. – Problem dotyczy także biernych palaczy, w tym dzieci wychowywanych w domach, w których się pali. Właśnie dlatego ogłoszono w tym roku po raz pierwszy Światowy Dzień Spirometrii, który obchodzony będzie 14 października.

Polscy lekarze ochoczo przyłączyli się do idei. 14 października w kilku większych miastach będzie więc można wykonać badanie spirometryczne. Jeden spirometr pojedzie między innymi do Sejmu, bo organizatorzy Dnia Spirometrii liczą, że badanie posłów i senatorów, a także rozmowy z nimi o paleniu papierosów i rzucaniu nałogu będą świetną reklamą spirometrii.

Autor: Małgorzata Januchowska

Komentarze