Oddaj krew, podaruj życie

W centrum miasta stoi ambulans, czyli mobilny punkt poboru krwi. Do środka wchodzi kobieta - 35 lat, uśmiechnięta. W rękach ma bukiet kwiatów. - Dzięki wam żyję, przyszłam podziękować...

- Takie sytuacje nie zdarzają się często - mówi doktor Stanisław Dyląg, dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Katowicach. - Prawdę mówiąc, w mojej pracy zdarzyło się tylko raz, ale...


Ale właśnie dla takich chwil warto to wszystko robić: organizować akcje, namawiać, jeździć, tłumaczyć, że krew to życie, najlepszy lek, że takich osób, które żyją tylko dlatego, że ktoś oddał krew, są na całym świecie miliony, i że byłoby cudownie, gdyby dawców w Polsce było jeszcze więcej, bo zapotrzebowanie na krew ciągle wzrasta.


Potrafimy stanąć na wysokości zadania

O oddawaniu krwi nie myślimy na co dzień, ale... Jeżeli gdzieś zdarzy się tragedia - wykolei pociąg, zawali dach, to w takiej sytuacji my, Polacy, stajemy na wysokości zadania: oddajemy krew na wyścigi prawie. - Oznacza to, że można na Polaków liczyć, że są solidarni, łączą się w bólu z innymi i chcą pomóc - mówi doktor Dyląg. - Ale my całą dobę dostarczamy krew do szpitali i pacjenci muszą być pewni, że ją otrzymają.


Krwi nie można magazynować latami, czy miesiącami. Musi być świeża. Pobierana w mniejszych ilościach, ale regularnie. Krew ma ważność tylko przez 42 dni. I nie można przewidzieć, ile lekarze będą jej potrzebowali. Czasami wystarczy jedna poważna operacja, przeszczep wątroby chociażby, by zużyć większość zapasu konkretnej grupy krwi. Wystarczy, że odbędzie się parę poważnych zabiegów, ale w jednym czasie w kilku szpitalach, i już krew „topnieje jak lód".

- Nie oznacza to, że może zdarzyć się taka sytuacja, że operacja nie odbędzie się, pacjent straci życie, bo nie mamy odpowiedniej krwi - podkreśla dyrektor RCKiK w Katowicach. - Jeśli nie mamy pełnego zapasu danej grupy krwi, dzwonimy do innych centrów i zbieramy.

Dlatego tak ważne jest, by o oddawaniu krwi pamiętać przez cały rok, a nie tylko, gdy wydarzy się coś spektakularnego. Dawcą naprawdę nie jest trudno zostać. I nie ma się czego bać. Wystarczy mieć od 18 do 65 lat, zabrać ze sobą dowód i...


To nie boli i do niczego nie zobowiązuje

Niektórzy myślą, że oddawanie krwi jest bolesne. Błąd! Zabieg pobrania krwi lub jej składników jest bezbolesny. To prawda, że podczas wprowadzania igły do żyły niektórzy mogą odczuwać chwilowy dyskomfort, ale nie trwa to dłużej niż ułamek sekundy! Po oddaniu krwi również nie powinno być żadnych przykrych doznań, pod warunkiem że zastosujemy się do wskazań personelu medycznego, czyli np. odpowiednio długo będziemy utrzymywać opatrunek. A później? O oddaniu krwi zapomnimy szybciej, niż nam się wydaje.

- Ale czy oddawanie krwi nie szkodzi zdrowiu? - pytają niezdecydowani.

Spokojnie, nikt nie pobierze nam krwi, jeśli nie będzie to wskazane, np. jeżeli kobieta będzie w ciąży czy w trakcie miesiączki. Nie musimy się też obawiać, że nieświadomie przyszłemu biorcy naszą krwią zaszkodzimy - najpierw bowiem będziemy musieli wypełnić ankietę dotyczącą stanu naszego zdrowia i to dzięki niej będzie wiadomo, czy nie ma żadnych przeciwwskazań, by zostać krwiodawcą, później - po pobraniu - krew zostanie zbadana. I jeśli, nie daj Boże, wyniki badań będą niekorzystne, nasza krew zostanie zdyskwalifikowana, a my dowiemy się przy okazji (i za darmo!), że coś nam dolega (zawiadomienie otrzymamy pocztą).

I jeszcze jedno. Ani jednorazowe, ani wielokrotne oddawanie krwi nie powoduje, że trzeba je powtarzać do końca życia. Organizm nie produkuje więcej krwi, niż potrzebuje.

- No dobrze, to gdzie tę krew można oddać? - zapytają teraz ci, których właśnie do oddania krwi przekonaliśmy.


Gdyby nie akcje wyjazdowe to...

Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, Oddziały Terenowe RCKiK, Punkty Poboru RCKiK. To są miejsca, obecne prawie w każdym mieście, w których zawsze możemy oddać krew (oczywiście, w godzinach urzędowania). Ale nie tylko. Krew można oddać też w ambulansach, które raz pojawiają się pod uczelnią, drugi raz pod marketem, a kiedy indziej zajeżdżają pod remizę strażacką lub wiejski kościół. I robią to coraz częściej. W jednym miesiącu nawet ponad sto razy.


Dziennikarz: Czy to nie smutne, że po tę krew trzeba do dawców pojechać?


Dr Dyląg: Nie. Takie akcje wyjazdowe to coś wspaniałego. Szczególnie w małych miejscowościach, na wsiach. Mieszkańcy mówią, że już dawno chętnie oddaliby krew, ale najbliższy punktu poboru oddalony jest np. o kilka kilometrów od wsi. Dawcy, którzy przychodzą do naszego ambulansu, często zaraz po mszy, odświętnie ubrani, cieszą się, że przyjechaliśmy. W dużej mierze takie podejście do sprawy to zasługa księży: dzwonimy do nich, mówimy, że chcielibyśmy przyjechać, a oni ogłaszają to z ambony. Bardzo nam pomagają. Inną wdzięczną grupą są studenci - zawsze możemy na nich liczyć, szczególnie podczas Wampiriady.


Dziennikarz: A podczas Woodstocku? Tam też są ambulansy, ale i otoczenie specyficzne.


Dr Dyląg: Kiedy pierwszy raz tam pojechaliśmy, nie wiedzieliśmy, co z tego wyjdzie. Woodstock to miejsce zabawy, nie byliśmy więc pewni, czy młodzi ludzie zwrócą na nas uwagę. Ale zwrócili. I co roku to zainteresowanie jest coraz większe.


Dziennikarz: Festiwalowa młodzież, powiedzmy oględnie, spełnia warunki?


Dr Dyląg: Zdarza się, że przyjdzie młodzieniec i powie: chcę oddać krew, ale jestem po dwóch piwkach, wtedy mówimy, chłopie, przyjdź jutro.


Dziennikarz: I przychodzi?


Dr Dyląg: - Trzeźwiutki.


Dziennikarz: Jednym słowem, akcje wyjazdowe są potrzebne cały rok.


Dr Dyląg.: I to bardzo. Dzięki takim akcjom mamy 30 procent więcej krwi.


Dołącz do zaszczytnego grona dawców

Trzydzieści procent. To dużo czy mało? Na pewno mogłoby być więcej. Dlatego też, podobnie jak studenci czy festiwalowicze, reagujmy, gdy zobaczymy w naszej miejscowości mobilny punkt poboru krwi. Podejdźmy, wypełnijmy ankietę, podwińmy rękaw. No, chyba że chcemy być gościem RCKiK. Proszę bardzo. Szczególnie pożądane są grupy ujemne.
I jeszcze jedno: dzień, w którym oddajemy krew, jest dniem wolnym od pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia w pełnej wysokości (dokumentem poświadczającym fakt oddania krwi jest zaświadczenie wystawione przez placówkę publicznej służby krwi). Poza tym dostaniemy posiłek regeneracyjny o wartości kalorycznej równej 4500 kcal (8 czekolad, 1 wafel, 1 sok) i prezent: satysfakcję. Nasza krew może przecież ocalić komuś życie, więc...
Dołączmy do grona dawców krwi.

Autor: Joanna Grzegorzewska

Komentarze