O dietach zabawnych i niezbyt mądrych, czyli czego to ludzie nie wymyślą...

Ideałem starożytnych Greków był człowiek „piękny i mądry”. Tak więc obywatel grecki dbał o rozwój umysłowy i moralny, a piękno ciała kształtował ćwiczeniami fizycznymi. Doskonały styl życia (czyli po grecku dieta) powinien więc prowadzić do harmonii pomiędzy pięknem ducha i ciała.

Dieta i dzisiaj jest stylem życia. Nakierowanym jednak wyłącznie na uzyskanie modnej, szczupłej sylwetki – bywa, że bez krzty rozsądku. Wiele osób gotowych jest stosować nawet najdziwaczniejsze diety, byle pozbyć się zbędnych kilogramów. Niektóre sposoby odchudzania są zabawne inne niewiarygodne, a wszystkie niebezpieczne dla zdrowia. Najdziwniejsze jest jednak to, że na całym świecie znajdują się chętni, by je stosować.


Oto kilka najbardziej absurdalnych i przeczących zdrowemu rozsądkowi przykładów, diet:

Śpiąca królewna – wiadomo nie od dziś, że jak człowiek śpi, to jeść nie woła. Trzeba więc, jak najwięcej spać. Nawet przy pomocy tabletek. Nabrał się na tę teorię nawet sam król rock’n’rolla, Elvis Presley. Jak wiadomo, nie wyszło mu to na zdrowie.

Seks dieta – seks zamiast gimnastyki? Ale, żeby nabrać chęci do miłosnych zapasów, trzeba żywić się produktami uznawanymi za afrodyzjaki: drobiem, czekoladą, owocami morza i rybami. Unikać zaś tych, które ochotę na seks odbierają: pieczywa, kawy, herbaty, ciemnego mięsa. Ciekawe, co na to partnerzy wielbicieli tej diety?

Przeżuwanie – każdy kęs potrawy przeżuwa się tak długo, aż straci smak. Potem odchyla się głowę do tyłu i połyka tylko to, co się uda od razu. Resztę się wypluwa. Czy takie wypluwanie jedzonka nie przypomina przypadkiem anoreksji albo bulimii? Może zamiast marnować dobre jedzenie, lepiej od razu oddać je komuś, kto potrafi je docenić.

Dieta kapuściana – tydzień na zupie z kapusty, niewielkich porcjach mięsa i owocach. Pytanie: Co biedny przewód pokarmowy na takie dawki kapusty? A organizm na niedobór wapna, białka i żelaza? Chętnym do stosowania diety zaleca się pozostanie w domu na czas jej trwania ze względu na możliwość wystąpienia przykrych dla otoczenia perturbacji jelitowych. A tak na marginesie, chudnięcie jest efektem utraty wody, a nie spalania tłuszczu.

Dieta monotematyczna – przez jakiś czas do woli można jeść tylko jeden wybrany produkt, np. banany albo jabłka, albo jogurty. Waga spada, ale razem z nią poziom ważnych składników odżywczych. I czoło staje się takie gładkie, niezmącone myślą...

Dieta fioletowa – śliwki, jeżyny, bakłażany, czarne oliwki, czarny bez… a może jeszcze „czarny chleb, czarna kawa”? Fioletowe potrawy mają rzekomo oczyszczać organizm i hamować apetyt. Fakt – na samą myśl o takiej diecie żołądek zwija się w precelek.

Alleluja (dieta biblijna) – „Alleluja i do przodu”, chciałoby się rzec. Dieta ta oparta jest na tym, co jedli bohaterowie Biblii, czyli dużo przetworów mącznych, mięso z wyłączeniem wieprzowiny. Obowiązywał ich zakaz mieszania niektórych produktów. W diecie tej brakuje warzyw, owoców i białka. Ciekawe, czy twórca diety „alleluja”, Jordan S. Rubin wziął pod uwagę, że Biblia wzmiankuje głównie o ludziach niezamożnych, którzy jedli, co było i nikt się celowo nie odchudzał.

Frutarianizm – na wzór Adama i Ewy je się tylko świeże owoce (swoją drogą, skąd wiadomo, co jadało się w raju?). Nie spożywa się wapna, protein, witaminy B i D oraz żelaza. Powodzenia. Mądry Mahatma Gandhi z tej diety zrezygnował…

Dieta księżycowa – ilość spożywanego jedzenie uzależniona jest od faz księżyca, bardzo proste: księżyc rośnie przed pełnią – jemy więcej, a kiedy maleje po pełni – jemy mniej. Przecież powszechnie wiadomo, że fazy księżyca mają wielki wpływ na kondycję psychiczną i fizyczną żywych stworzeń. Najlepiej wiedzą o tym wilkołaki...

Wywoływanie biegunek i lewatywy – Oskar dla najbzdurniejszego sposobu odchudzania. Choć może raczej „Złota Malina”. Biegunki i lewatywy podrażniają przewód pokarmowy, utrudniają jego pracę, uniemożliwiają właściwe wchłanianie minerałów i witamin.


Niektóre diety wspierają nałogi. W końcu to świetna sprawa dorobić filozofię do swojej słabości:

Dieta Martini – ograniczyć do minimum spożywanie pokarmów, za to bez umiaru opijać się alkoholem. Zawczasu zapisać się także do AA. Dieta ta niegdyś była bardzo popularna w Hollywood.

Dieta nikotynowa – jak się pali, to się chudnie. Albo inaczej – jak się pali, to się nie tyje. Nie, nie – jak się rzuca palenie, to zaczyna się tyć. Lepiej więc palić. Tak czy inaczej, wszystkie drogi prowadzą do wniosku, że palenie wspomaga odchudzanie.


Powstały także diety opracowane specjalnie z myślą o łasuchach:

Dieta czekoladowa – na śniadanie czekolada, a na obiad czekolada. Na podwieczorek zaś, jakżeby inaczej – czekolada. Na kolację będzie natomiast czekolada. A potem płukanie żołądka? I awitaminoza?

Dieta lodowa – no, lody przecież ostudzą apetyt. I szare komórki wprowadzą w stan hibernacji.


Na pociechę warto wspomnieć, że i nasze babki traciły rozsądek w dążeniu do uzyskania pięknej sylwetki. W latach dwudziestych XX w. wielce modna była dieta tasiemcowa. Modnisie specjalnie wprowadzały tego paskudnego pasożyta do przewodu pokarmowego. Mało tego – można było takiego „obcego” nabyć w aptece. Panny oraz mężatki, i owszem, najpierw chudły. Lecz później już tylko „marniały”.

Organizm to skomplikowana maszyna. Pozbawienie go na jakiś czas któregoś ze składników ważnych dla prawidłowego funkcjonowania może powodować osłabienia lub nawet choroby. Poważne podejście do kwestii odchudzania wiąże się z wizytą u dietetyka lub bardzo chociaż uważnym sprawdzaniem tego, czy wybrana dieta nie eliminuje z jadłospisu niektórych minerałów lub witamin. Nawiązując więc do myśli do starożytnych: „Niech mądrość prowadzi nas do piękna”.

Autor: Joanna Wereszczyńska

Komentarze