Nowa twarz zmienia życie

Od chirurgów plastycznych oczekuje się cudów. W ich rękach nie widzimy skalpela, tylko czarodziejską różdżkę, która kilkoma machnięciami przeniesie nas w świat marzeń. Jak nasze wyobrażenia mają się do rzeczywistości, opowiada dr Andrzej Sankowski.

Od kiedy operacje stały się popularne?


Prawdziwe szaleństwo zaczęto się po programie „Chcę być piękna" Wtedy kobiety przekonały się, że to nie takie straszne. Uczestniczki przeżyły i wyglądały wspaniale. Przed tym programem wielu spośród moich kolegów wręcz mnie nienawidziło, a dziś większość przyznaje, że nawet mnie lubi. Wie pani dlaczego? Ponieważ ten program rozniecił zainteresowanie operacjami plastycznymi do takiego stopnia, że kliniki chirurgii plastycznej nie nadążają. Na konsultację i termin zabiegu czeka się dziś kilka miesięcy. Rozkręciłem tym programem koniunkturę i wszyscy na tym skorzystali. Nie tylko ja.


Co stało się z uczestniczkami programu?

W pewnym sensie odmieniło się ich życie. Często je widuję, odwiedzają mnie, przynoszą nowe wiadomości. Niektóre się rozwiodły...


Rozwiodły? Z tymi wspaniałymi mężczyznami, którzy czekali na ich nowy wizerunek...


Właśnie tak. Może pamięta pani taką trzydziestoletnią uczestniczkę wyglądającą jak siedemdziesięcioletnia staruszka? Zawsze, gdy do mnie wpada, musi mi przypominać, że to ona. Naprawdę, patrzę na nią i nie bardzo kojarzę, skąd my się znamy. Ostatnio przyszła i oznajmiła, że się rozwiodła. Dwa lata po operacji. „Powinnam to zrobić dwa lata wcześniej" - oświadczyła mi. Przeprowadziła się do Warszawy, ma teraz nową pracę.


Wystarczy zmienić twarz i życie samo się ułoży?


W pewnym sensie tak. Proszę nie zapominać, że uczestniczki tego programu nie należały do typowej klienteli klinik chirurgii plastycznej. Wybrano je spośród kilku tysięcy kobiet. Pochodziły z prowincji, niektóre straciły już nadzieję na lepszą przyszłość. Jedna z nich opowiadała o beznadziejnych poszukiwaniach pracy. Mimo wymaganych kwalifikacji pracę zawsze dostawały młode, ładne dziewczęta. A ona, z tym swoim nieciekawym wyglądem, odchodziła z kwitkiem. Dla tych kobiet zmiana twarzy i sylwetki była darem losu. Wszystkie z niego skorzystały.


Tylko kilka cięć skalpelem i życie może stać się bajką...


To nie jest takie proste. Ale owszem, kobiety z tymi nowymi twarzami nabrały wiary w siebie. Poczuły się atrakcyjne, znalazły siły do walki o przyszłość. Stały się świadome swojej urody, już bez kompleksów wchodziły w nowe środowisko. Proszę nie zapominać, że w dzisiejszych czasach młody wygląd kojarzy się z sukcesem. Nic na to nie poradzimy. Większość moich klientek to zamożne kobiety prowadzące własne firmy lub zajmujące wysokie stanowiska. One nie mogą sobie pozwolić na zmęczony wygląd. Kiedy siadają do trudnych negocjacji, muszą wyglądać na atrakcyjne, silne i wypoczęte. Od tego zależy ich sukces.

Nie można zatem porównywać tych dwóch grup: kobiet walczących o zachowanie swojego statusu społecznego z tymi paniami z prowincji, które dostały kolejną szansę. To na przykładzie tych drugich widać, jak bardzo wygląd, a raczej jego poprawa, może zmienić życie.

Zatem wszyscy, którzy przestąpią próg tego gabinetu, przychodzą po nadzieję na lepsze jutro? Wystarczy nowy nos, gładkie czoło i trudności same znikną?


Jeśli zjawia się ktoś z takimi oczekiwaniami, to muszę go odesłać. Dodam - bez żalu. Chirurg plastyczny nie jest Panem Bogiem, nie jesteśmy dystrybutorami szczęścia ani kowalami ludzkiego losu. Często zjawiają się ludzie z depresjami, chorobami psychicznymi czy maniacy doskonałości. Wielu z nich niepowodzenia życiowe zrzuca na nieforemny nos. Staram się unikać takich pacjentów jak ognia. Dla każdego chirurga plastycznego praca z nimi oznacza kłopoty. Tacy ludzie naprawdę potrafią zatruć życie. To oni najczęściej skarżą się na nieudane zabiegi. Choć są one z technicznego i estetycznego punktu widzenia dobrze przeprowadzone. Nie ma po nich powikłań i efekt jest dobry. Jednak ludzie ci spędzają godziny przed lustrem, analizując każdy szczegół swojej twarzy. Popadają w manię. Niezależnie od tego, jak dobrze chirurg przeprowadzi zabieg, i tak stanie się obiektem oskarżeń i pretensji.


Czyli w klinice chirurgii plastycznej nie każdy pacjent jest mile widziany?


To jest biznes i dlatego trzeba zachować ostrożność. My nie szukamy kłopotów, bo jeden psychicznie niestabilny pacjent potrafi zrobić zamęt i niszczy dobrą markę, na którą pracuje się latami.


Jak Pan odmawia takim pacjentom?


Mam na to tylko jedną konsultację i muszę być bardzo ostrożny. Wielu pytań nie mogę zadać wprost, a jednak staram się dotrzeć do motywów decyzji o zmianie wyglądu. Jeśli ktoś oczekuje, że zmienię mu życie, zmieniając kształt nosa, nie zgadzam się na wykonanie zabiegu. Stanowczo odmawiam też osobom, które chcą się do kogoś upodobnić, licząc na odniesienie takiego samego sukcesu. Kobiety chcą być takie jak Angelina Jolie czy Marilyn Monroe, ale nie rozumieją, że podobieństwo rysów i sylwetki nie jest tożsame z osobowością. Nie tylko piękna twarz decyduje o sukcesie. Takie osoby jak Angelina Jolie mają osobowość, wdzięk i temperament, którego nie da się skopiować. Nie na stole operacyjnym.


Jakie zatem oczekiwania może zrealizować chirurg?


Rozsądne. Skorygować kształt nosa, powiek, sprawić, że twarz będzie wyglądała młodo i świeżo. I zawsze po to, by pacjent czuł się pewniej we własnej skórze, pozbył się kompleksów. Moje pacjentki są w większości bardzo racjonalne.


Wiele się słyszy o różnicy między europejską a amerykańską chirurgią plastyczną. Na czym ona polega?


To raczej różnica oczekiwań pacjentów oraz kulturowego podejścia do operacji plastycznej. Za oceanem taki zabieg jest oznaką statusu społecznego, nikt się nie kryje z zamiarem poprawienia wyglądu. Ludzie raczej się z nim obnoszą. Często pacjent wpada do gabinetu w przerwie na lunch i robi mu się zabieg. Powszechne jest chodzenie w opatrunkach. Poza tym, Amerykanie chcą mieć efekt bardzo wyrazisty, więc modne jest przesadne naciąganie skóry. Nieważne, czy to dobrze wygląda. Europejczycy niechętnie przyznają się do operacji. Otoczeniu często wmawiają, że nagła poprawa wyglądu to rezultat używania cudownych kosmetyków. Europejki chcą wyglądać młodziej, ale tak, by nikt nie spostrzegł, że zawdzięczają to interwencji chirurgicznej. W Europie panuje moda na twarze bez wieku, kobiety nie chcą wyglądać przesadnie młodo, bo zdają sobie sprawę, że efekt nie będzie przekonujący.


Ile razy można poddać się operacji?


Drobnym korektom wiele razy, ale liftingowi tylko trzy. Poza tym istnieją nowe techniki podtrzymywania świeżości twarzy, np. wypełnianie bruzd, zapadnięć i zmarszczek tkanką tłuszczową pacjentki. Są takie panie, które regularnie poddają się temu zabiegowi i często wyglądają lepiej niż trzydzieści lat wcześniej.


Czy każdy chirurg może być dobrym chirurgiem plastycznym?


Nie. To wymaga wyobraźni, to rodzaj daru. Tak jak nie każdy jest dobrym muzykiem czy malarzem.


Pan znany jest z tego, że maluje. Czy kiedyś Pan wystawiał swoje dzieła?


Dawno temu tak. Mój kilkuletni syn miał z tego wielką frajdę. Jednak od wielu lat brakuje mi czasu. Oprócz mnie bardzo wielu chirurgów plastycznych uprawia jakąś dziedzinę sztuki - malują, rzeźbią, muzykują.


To znaczy, że nie wystarczy wiedzieć, jak używa się skalpela, igły i nici, by zrobić specjalizację z chirurgii plastycznej?


Stanowczo nie. Na akademii działa taka specjalizacja, jednak jest ona poświęcona głównie rekonstrukcjom, leczeniu oparzeń itp. W zasadzie całkowicie pomija problematy¬kę chirurgii estetycznej. Po studiach trzeba dalej się kształcić. Ja mam obecnie czterech znakomicie zapowiadających się uczniów. Zresztą cały czas przyswajam sobie nowe techniki. Wiele podróżuję, biorę też udział w licznych kongresach naukowych. Nie jest tak, że raz się czegoś nauczyłem i teraz powtarzam to w nieskończoność. Lubię zmiany i nie obawiam się, że uczniowie podpatrzą moje sekrety. Nawet jeśli tak będzie, ja i tak za jakiś czas zmienię technikę.


Mówi się, że specjalizacja w chirurgii plastycznej jest utrudniana i bardzo ograniczona.


Niewątpliwie dla patrzącego z zewnątrz wygląda to bardzo elitarnie, ludzie wiążą tę specjalizację z sukcesem finansowym. Jednak w środowisku lekarzy jest to dziedzina wręcz jawnie lekceważona. Zupełnie jak za socjalizmu, kiedy operacje plastyczne przeprowadzano prawie ukradkiem, mimo że odbywały się w normalnym szpitalu.


Dziękuję za rozmowę.

Autor: Xenia Kolińska

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Nie ma sie czemu dziwić.Medycyna estetyczna zrobiła wielki krok naprzód i to co nam proponuje jest i na kazda kieszeń i w sumie nie ma tez rzeczy niemozliwych.Sama korzystałam z jednego z zabiegów u dr Pawłów-był to zabieg hydroliftu.I mysle ze warto jest czesto poddac sie takim zabiegom niz wierzyc w idealne działanie kremów.