Nie tylko świętami żyje człowiek

Czy Polacy lubią grudzień? To wydaje się oczywiste, grudzień to przecież święta, a my dużą wagę przykładamy do świątecznych przygotowań i szczególnie uroczyście obchodzimy Boże Narodzenie. Tymczasem według raportów dla co trzeciego Polaka grudzień i związane z nim obowiązki oznaczają więcej stresów niż radości. Tyle samo naszych rodaków odczuwa też ulgę, gdy święta wreszcie się kończą.

Czy można przeżyć grudzień na luzie? A do tego aktywnie dbając o swoją sylwetkę i zdrowie?

Skąd ten stres?

Te smutne statystyki pokazują, jak mocno zakorzeniona w naszej kulturze jest potrzeba perfekcji. Ze zbliżających się świąt naturalnie i otwarcie cieszą się głównie dzieci, natomiast większość osób aktywnie uczestniczących w przygotowaniach odczuwa przede wszystkim silną presję. Polskie kobiety (panowie zdecydowanie rzadziej) mobilizację ogłaszają na długo przed 24 grudnia. Przygotowania otwierają generalne porządki – do pucowania domu od piwnicy aż po strych zazwyczaj angażowani są również pozostali członkowie rodziny, a ich opór i wymówki często prowadzą do konfliktów – im bliżej świąt, tym ostrzejsze spięcia. Głównym punktem programu jest jednak gotowanie i pieczenie. W wielu domach nie ma mowy o kupowaniu gotowych dań czy ciast. Wszystko musi być „domowe”, kosztem wielu godzin ciężkiej pracy w kuchni. I jeszcze zakupy – w tej dziedzinie akurat króluje zasada „na ostatnią chwilę”. Tylko o składniki do świątecznych potraw potrafimy zadbać odpowiednio wcześnie. Prezenty i ozdoby kupujemy w ostatniej chwili, dołączając do dzikiego tłumu oblegającego markety tuż przed Wigilią. A wszystko to robimy przecież nierzadko równolegle z pracą zawodową i związanymi z nią codziennymi problemami. Gdy dodamy do tego silny, narastający stres (o czymś zapomniałem, czegoś nie dopilnowałem, coś się nie uda), niewyspanie (gotujemy i sprzątamy często kosztem nocnego odpoczynku) i negatywne emocje (bliscy nie chcą pomagać przed i nie zechcą też po świętach) – otrzymujemy mieszankę wybuchową. Zamiast uśmiechać się ciepło znad tacy aromatycznych ciasteczek (jak w reklamach), jesteśmy zagonieni, znerwicowani i sfrustrowani, a pozostali członkowie rodziny omijają nas szerokim łukiem. Kto by się cieszył perspektywą takich świąt?

W grudzień wejdźmy na luzie

Wielu stwierdzi z przekąsem – „łatwo powiedzieć”. Samo się przecież nie posprząta i nie ugotuje. A gdyby tak przekonać samego siebie (oraz dać się przekonać rodzinie), że nie wszystko musi być idealnie? W końcu rodzina i przyjaciele nie odwiedzają nas po to, żeby przejeżdżać białą rękawiczką po karniszach. Chcą pobyć z nami, zjeść coś pysznego, znaleźć miły drobiazg pod choinką, ale przede wszystkim odpocząć, porozmawiać, może pokolędować. Okna będą zasłonięte, szafy zamknięte, nikt nie będzie zaglądał w każdy kąt w poszukiwaniu kurzu. I czy komuś naprawdę zrobi wielką różnicę, że ciasto będzie z cukierni, a pierogi z ryneczku? Czasami wydaje nam się, że to, co ma znaczenie dla nas, jest bardzo istotne dla wszystkich wokół. Tymczasem wystarczy zapytać, by dowiedzieć się, że najbliżsi bardzo chętnie sami przygotują, zamówią lub kupią część potraw, aby nas odciążyć. A już najmniej im zależy, żebyśmy zarywali noce, szorując ściany i piorąc dywany. Istotne jest to, żebyśmy mogli odpocząć od pracy zawodowej lub domowej monotonii – święta są dla wszystkich i każdy ma prawo korzystać z nich w takim samym zakresie.

Jak wygrać ze schematem?

Walkę o spokojne i bezstresowe święta musimy wygrać z... samymi sobą. Naszymi największymi sojusznikami będą przyjaciele i znajomi o podobnym, bezstresowym podejściu do tematu. Wspólne wypady na filiżankę herbaty (albo melisy, jeśli presja jest wciąż silna), lekcje wyciszającej jogi, zajęcia na uniwersytecie trzeciego wieku – cokolwiek, byle oderwać myśli od sprzątania. Oczywiście, że będzie nas kusił powrót do utartego schematu zarywania nocy przy kuchennym blacie. Warto ustalić (i spisać, bo to zobowiązuje) potrawy, które damy radę wykonać bez wielkich wyrzeczeń i nakładu pracy, wyznaczyć sobie termin ich przygotowania, a resztę po prostu zamówić w sprawdzonym miejscu lub poprosić o przygotowanie lub zakup innych członków rodziny. I nie przesadzać z ilością – po świętach wyrzuca się najwięcej jedzenia w ciągu całego roku! Natomiast aby uniknąć dodatkowego stresu tuż przed Wigilią, warto już na początku grudnia pomyśleć o prezentach dla najbliższych – będziemy mieć dzięki temu większy wybór, niejednokrotnie w niższych cenach, i czas na przemyślane (a nie pochopne) zakupy.

Wigilia w dobrej formie

Nawet rozsądne, okrojone przygotowania do świąt staną się udręką, jeśli w tym czasie nie dopisze nam zdrowie. Przedświąteczny stres i deficyt snu potrafią mocno osłabić układ odpornościowy, a to już prosta droga do złapania infekcji. By doczekać Wigilii w dobrej formie, trzeba o siebie zadbać – jeść warzywa i owoce (bogactwo witamin i antyoksydantów), jaja i chudy nabiał oraz jak najwięcej ryb, a z zapasów na święta można podkradać superzdrowe orzechy i migdały. Można się wesprzeć odpowiednimi suplementami – preparatami multiwitaminowymi, aloesem (zwiększającym produkcję przeciwciał i ilość limfocytów we krwi), echinaceą (pobudzającą wydzielanie substancji przeciwwirusowych przez leukocyty), tranem (źródło kwasów omega-3, witamin A, D, E, bromu i jodu), czystkiem i żeń-szeniem (stymulatorami układu odpornościowego pomocnymi w przypadku wielu schorzeń). Przy poważnym obniżeniu odporności warto porozmawiać z lekarzem lub farmaceutą o przyjmowaniu probiotyków, których zadaniem jest wspieranie procesu stymulacji układu immunologicznego. Co jeszcze wspomoże nasze zdrowie? Ruch na świeżym powietrzu, a także... pozytywne nastawienie i uśmiech.

Co jeść, by nie pęknąć?

Tradycyjna kolacja wigilijna nie jest ciężka dla żołądka – to my „dociążamy” ją niepotrzebnie kalorycznymi, nowoczesnymi dodatkami. Najzdrowszym elementem wieczerzy są oczywiście ryby – Polacy jedzą ich za mało w ciągu całego roku, niech więc nie żałują sobie chociaż w Wigilię. Ważne, by bogatego w kwasy omega-3 oraz witaminę D śledzia oraz karpia przyrządzić zdrowo, czyli bez nadmiaru oleju. Świetnie sprawdza się ryba w galarecie oraz pieczona w piekarniku. Bardzo zdrowy jest także barszcz na zakwasie – wszak buraki to warzywa doskonałe, wręcz naładowane witaminami i minerałami. Zakwas, na którym robiony jest wigilijny barszcz, a także chętnie podawana w różnych formach kiszona kapusta to „pigułki zdrowia” dla układu pokarmowego oraz całego naszego organizmu – mają nawet działanie antynowotworowe. Kolejne zdrowe pozycje w świątecznym menu to orzechy (doskonale wpływają na pracę mózgu i układu pokarmowego) oraz mak (dwie łyżki maku pokrywają dzienne zapotrzebowanie na wapń) – znajdziemy je w ciastach, kutii i innych słodkościach. Trzeba tylko zachować umiar. Czego zatem unikać przy stole? Słodkich napojów (coli, ale także soków owocowych – najzdrowszy jest kompot z suszu), nadmiaru soli, zbyt wielu potraw smażonych, kupnych słodyczy, tanich potraw garmażeryjnych oraz wypieków złej jakości (zamawiajmy jedzenie w sprawdzonych miejscach). Przede wszystkim jednak problem tkwi w ilości spożywanego pokarmu – gdy stoi przed nami suto zastawiony stół, dajemy się skusić. A potem dziwimy się, że nie dość, że przybyło nam 3 kg na wadze, to w dodatku czujemy się fatalnie.

Co zamiast kanapy i TV?

Jasne, że najłatwiej jest zasiąść przed odbiornikiem tuż po kolacji wigilijnej, a wstać dopiero pod koniec drugiego dnia świąt. W ten sposób jednak nie pozbędziemy się uczucia ciężkości towarzyszącego przejedzeniu. Tylko ruch pomoże nam spalić nadmiar kalorii, a wytworzone w ten sposób endorfiny pozwolą prawdziwie cieszyć się z wolnego czasu. Tuż po kolacji wigilijnej warto wybrać się piechotą na pasterkę. W niektórych miastach można też oglądać tzw. żywe szopki, uwielbiane zarówno przez dzieci, jak i wielu dorosłych. A kolejne świąteczne dni? Dobry pomysł to spacer po kościołach z wystawionymi szopkami oraz oczywiście kolędowanie – w gronie rodzinnym, ale także w plenerze, np. na rynku, z zupełnie obcymi, a jednocześnie przyjaznymi i uśmiechniętymi ludźmi. To dużo przyjemniejsze niż słuchanie kolęd w radiu czy telewizji. A jeśli chcemy rozruszać nie tylko mięśnie twarzy – doskonały pomysł na zdrową rozrywkę to lodowisko (z dziećmi, wnukami, ale też pozytywnie nastawionymi rówieśnikami), baseny termalne, a także długie, zimowe spacery. Dobre będzie wszystko, co wyciągnie nas z domu i zapewni nam towarzystwo przyjaznych ludzi.

A może jeszcze inaczej?

Grudzień to nie tylko Boże Narodzenie, ale po prostu zima – z niskimi temperaturami, nieprzyjemnymi opadami i brakiem słońca. Wśród nas jest wiele osób, które nie są wierzące lub niekoniecznie chcą spędzać święta w tradycyjny sposób. Dajmy sobie i innym wolny wybór – jeśli pomysłem na ostatni tydzień grudnia jest wyjazd na narty lub w tropiki, nie wywierajmy presji na tych, którzy chcą takiej właśnie odmiany. Świąteczne wyjazdy stają się zresztą coraz bardziej popularne nawet wśród osób ceniących tradycję – do kolacji wigilijnej zasiada się np. u gospodarza, a całe święta szusuje po stoku. Takie rozwiązanie ma mnóstwo zalet, a jedną z nich jest uwolnienie od świątecznej gonitwy. Nie musimy tygodniami sprzątać, gotować i stresować się, że coś pójdzie niezgodnie z planem. Minusem jest koszt wyjazdu, choć z drugiej strony domowe święta też nie są tanie. Jeśli kusi nas perspektywa świątecznego czasu z dala od mopa i piekarnika, warto przemyśleć zabranie swoich bliskich choćby w góry. Ale uwaga – świąteczne terminy (zwłaszcza połączone z sylwestrem) są mocno oblegane, dlatego tę „rewolucyjną” decyzję warto podjąć jak najwcześniej.


Czy wiesz, że...

W 2016 r. przeciętna polska rodzina wydała na święta około 1500 zł. To więcej niż rok wcześniej – specjaliści są zdania, że duża w tym zasługa dodatkowych środków z programu Rodzina 500 plus.

Co trzeci Polak twierdzi, że zbliżające się święta przysparzają mu więcej stresu niż radości. Tyle samo naszych rodaków odczuwa ulgę, gdy święta się kończą. Można śmiało zaryzykować tezę, że ta zestresowana grupa to gospodynie przygotowujące dom i wieczerzę dla wielu gości.

Autor: Kamila Śnieżek

Komentarze