Niczego nie żałuję. Rozmowa z aktorką, Katarzyną Glinką

Rola Kasi Górki z „Barw Szczęścia” przyniosła aktorce popularność oraz status gwiazdy. Jednak Katarzyna Glinka, to przede wszystkim aktorka teatralna. W warszawskim Teatrze Polskim możemy ją podziwiać w sztuce „Dulscy z o.o.”, gdzie wcieliła się w postać Hesi.

Spieszy się pani na wieczorny spektakl, więc od razu życzę kompletu na sali. Proszę jednak powiedzieć, czy, pani zdaniem, sztuka powstała przeszło sto lat temu, a którą znamy wszyscy ze szkolnej lektury, nadal może pobudzać wyobraźnię widzów?


Temat, niestety, nadal jest aktualny, a my wbrew pozorom niewiele się zmieniamy. Spektakl opowiada o rozpadzie rodziny. Rodzice skupiając się na sprawach materialnych zapominają o wzajemnych relacjach, dzieci zaś pozostawione są samym sobie. Prawda, że to bardzo aktualne?


Pozostańmy w temacie może nie „dulszczyzny”, ale rodziny. Jaką wartość dla pani stanowi rodzina, jakie ma znaczenie?


Dom rodzinny, to miejsce, w którym mogę poczuć spokój. Spotkać się z ludźmi, którzy akceptują mnie. To bardzo ważne, zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy tak zabiegani. Łatwo zapomnieć się, a później obudzić zupełnie samemu. Rodzina stanowi więc dla mnie swego rodzaju bazę. Jest wentylem bezpieczeństwa.


Od lat razem z Przemkiem tworzycie zgrane małżeństwo, czy posiada pani swoją prywatną receptę na udany, partnerski związek?


Chyba chodzi o to, żeby na co dzień nie zapominać o sobie. Niezależnie od tego, czy jesteśmy razem dwadzieścia cztery godziny na dobę, czy spotykamy się raz na tydzień, bo to różnie bywa. Zdarzają mi się długoterminowe wyjazdy. Wtedy tak dla mnie, jak i dla mojego partnera ważne jest, żeby myśleć o sobie.


Rozumiem, że mąż już oswoił się z częstymi rozłąkami.


Wypracowaliśmy metodę, która nam to wynagradza. Kiedy już trafi się wspólny czas, staramy się go jak najlepiej wykorzystać. Na pewno nie leżymy na kanapie przed telewizorem. Zazwyczaj staramy się zmienić otoczenie. Lubimy aktywnie spędzać czas, więc jeśli jest to zima, jedziemy na narty, jeśli lato, wyjeżdżamy pod Warszawę. Uwielbiamy spacerować po lesie, przenocować w przypadkowych miejscach. To nasza odskocznia. Wydaje mi się, że jest dużo łatwiej, kiedy ma się z partnerem podobne zainteresowania. Wolny czas możemy spędzić razem, bez potrzeby dzielenia go na tak zwane kompromisy – ty idziesz do kina, a ja na basen.


Wróćmy na moment do początku pani drogi aktorskiej. Jak rodzice zareagowali, kiedy zdecydowała się pani zdawać do szkoły filmowej?


Aktorstwo to trudny zawód, szczególnie dla kobiety. Tata jest ekonomistą, człowiekiem mocno stąpającym po ziemi i rzeczywiście miał pewne wątpliwości, ale nigdy mnie nie blokował, zresztą mama również. Jestem wdzięczna rodzicom, że nadmiernie nie ingerowali w mój wybór. Mam wrażenie, że jeśli ktoś podejmuje decyzję pod wpływem rodziców, to nie jest to do końca szczęśliwy wybór. Widzę to na przykładzie niektórych znajomych, którzy realizowali w ten sposób ich niespełnione ambicje. Moi rodzice wychodzili z założenia, że każdy człowiek ma prawo do uczenia się na własnych błędach. Mam nadzieję, że w przyszłości podobnie będę wychowywać swoje dzieci – nie ingerując przesadnie w ich życiowe decyzje.


Czyli już poważnie myśli pani o macierzyństwie?


Tak, myślę (śmiech), ale na razie skupiam się na planach zawodowych.


Czy pani mama była wsparciem, także wzorem dla pani jako kobiety?


Jestem zagorzałą fanką charakteru mojej mamy. Ma w sobie bardzo dużo dyplomacji. To nie jest niestety cecha, którą ja odziedziczyłam, tym bardziej więc podziwiam mamę. Była dla mnie zawsze absolutnym wzorem kobiecości. Jest niezwykle zadbana. Pamiętam, że zawsze chodziła do fryzjera, świetnie się ubierała, a przecież dorastałam w czasach, kiedy w Polsce o wszystko było trudno. Zabawne, że bezbłędnie rozpoznawałam ją po odgłosie kroków. W bardzo charakterystyczny sposób stukała obcasami. To są obrazy, które pozostają. Także te eleganckie buty, jakie nosiła. Dla dorastającej dziewczyny są to wzory do naśladowania. Kobiecość to również umiejętność dbania o dom. Pod tym względem jestem tradycjonalistką i tę naukę również zaczerpnęłam od mamy. Według mnie, właśnie kobieta powinna dbać o to, żeby dom dobrze wyglądał, żeby były kwiaty, podany obiad. Staram się o tym pamiętać.


A jak reaguję pani na święto kobiet?


Fantastyczny zwyczaj (śmiech). Oczywiście, można powiedzieć, że kobieta codziennie powinna mieć swój dzień, dostawać kwiaty etc. Tak się jednak nie dzieje, więc raz na rok Dzień Kobiet się przydaje. Uwielbiam ósmego marca spotkać się z koleżankami, wybrać do kina czy na kolację i w damskim gronie mieć pretekst do świętowania. Powinniśmy zapomnieć o komunistycznych proweniencjach tego święta i cieszyć się nim.


Kobiecość to również kult ciała. Pani znana jest z tego, że odmawia tak zwanych rozbieranych scen czy sesji zdjęciowych. Z czego to wynika?


Tylko i wyłącznie z tego, że nie mam takiej potrzeby. Miło byłoby mieć takie zdjęcia, ale tylko do użytku własnego. Nie mam w sobie aż takiego ekshibicjonizmu (śmiech). Rozumiem, że w pewnym stopniu na tym opiera się mój zawód. Jeśli rozbierana scena jest potrzebna do stworzenia historii, jestem w stanie ją zaakceptować. Uważam natomiast, że do samego eksponowania ciała tylko po to, żeby ktoś mógł je zobaczyć, są osoby predestynowane znacznie bardziej niż ja, mające ładniejsze krągłości.


W pani biografii aktorskiej, o czym zresztą nie wszyscy wiedzą, dominują role teatralne. Seriale, a wraz z nimi popularność, przyszły dużo później. Czym obecnie dla pani są role serialowe?


Nie dyskredytuję pracy w serialu. Staram się jednocześnie pielęgnować pracę w teatrze, ponieważ dał mi on największe możliwości rozwoju. Pamiętajmy, że nie żyjemy w Hollywood, gdzie rola w jednym kasowym projekcie daje utrzymanie na cały rok. Tak samo jak wszyscy mam systematyczne wydatki, kredyty do spłacenia. Uważam, że w serialu również można się wiele nauczyć, zwłaszcza jeśli się sobie nie odpuszcza. Mam przyjemność grania z naprawdę świetnymi aktorami, z którymi staramy się „wycisnąć” z każdej sceny, ile tylko się da. Tu inaczej niż w kinie, nie znamy ostatecznych losów postaci, jej historia tworzy się na bieżąco.


Do tego trzeba mieć kondycję, także tę fizyczną. Pani recepta na dobrą formę? Czytałem, że niezwykle ważnym aspektem pani życia jest... jedzenie.


Zgadza się. Szczególnie domowe posiłki w rodzinnym gronie. Także wspólne wyjścia do restauracji, odkrywanie nowych smaków w podróży – lokalne, rodzinne knajpki... Uwielbiam je. Staram się oczywiście odżywiać zdrowo, nie łączyć tłuszczów z węglowodanami. Czuję, że dla mojego organizmu, to bardzo dobry kierunek. Nie oznacza to jednak, że nie ulegam pokusom. Moja mama gotuje według bardzo tradycyjnej kuchni polskiej i nie wyobrażam sobie, że będąc na zdrowej diecie nie zjem u mamy schabowego z ziemniakami. Oczywiście, że zjem (śmiech). Staram się do wszystkiego podchodzić z rozsądkiem. Najważniejsze, żeby nie zapominać o ruchu.


Wspomniała pani, że właśnie taki aktywny wypoczynek preferujecie z mężem.


Jasne, najbardziej relaksuje mnie basen, no i sauna, którą uwielbiam, choć nie jestem przekonana, czy w nadmiarze jest zdrowa (śmiech). Jeżdżę na nartach, na rowerze, lubię też grać w tenisa.


Gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli panią zobaczyć, a gdzie pani chciałaby się widzieć, czyli plany na najbliższą przyszłość.


Chciałabym się zobaczyć w Hollywood (śmiech), ale nim to nastąpi, czekam na premierę filmu, w którym zagrałam u boku Andrzeja Nejmana i Jurka Bończaka. Film nosi tytuł „Od pełni do pełni”, a premiera już niebawem. To najważniejsza rzecz, na którą czekam.


Kiedyś w Stanach Zjednoczonych tak zwani łowcy talentów zaproponowali pani sesję zdjęciową. Czytałem, że nie podjęła pani wyzwania, ponieważ zbiegało się to z powrotem do kraju, w którym czekał stęskniony mąż. Czy żałuje pani tej decyzji?


Bez przesady, nie spędza mi to snu z powiek. W życiu staram się niczego nie żałować. Uważam, że dla każdego pisana jest osobna historia i przygody. To, co nas spotyka, ma swój sens. Staram się tego trzymać. Uczucie żalu powoduje dużo napięć i niepotrzebnego ciśnienia, a to raczej zdrowiu nie służy (śmiech). Dlatego jeszcze raz powtórzę, niczego w życiu nie żałuję. Może to zabrzmi trochę egoistycznie, ale naprawdę tak jest. Nawet złe decyzje wzbogacają nasze życie.

Autor: Michał Adaszewski

Komentarze