Nasza klasa - nasz problem. Strzeż się oszustów.

Portal „Nasza Klasa” działa od ponad dwóch lat. Jest miejscem, w którym można spotkać kolegów z dawnych lat, umówić się na spotkanie, dowiedzieć się co słychać u Lidki z II B. Niestety, dla wielu „NK” okazała się przekleństwem. Niektórzy stracili przez nią… żony, inni dobre imię.

„Nasza Klasa” wciąż jest fenomenem. Swoje konta mają tu nauczyciele, lekarze, posłowie, prokuratorzy, księża. Mimo przestróg, że ujawnianie zbyt szczegółowych danych o sobie może być niebezpieczne, wielu się tym nie przejęło. Zwłaszcza, że portal na polecenie Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych wprowadził dodatkowe zabezpieczenia, które pozwalają nam na ujawnianie o sobie tylko takich informacji, które chcemy. To nie chroni jednak przed oszustami.


Polowanie na żony

Na swoją naiwność klnie dziś niejedna kobieta, która stała się ofiarą perfidnej i niebezpiecznej gry towarzyskiej. Gry, w którą zabawiała się grupa mężczyzn ze Słupska. Na czym polega? Mężczyźni losują spośród siebie „myśliwego”. Ten zaczyna łowy na „zwierzynę”. Zwierzyna - to kobieta. Koniecznie mężatka. Cel gry? Uwiedzenie „zwierzyny”. Punkty są sumiennie rozliczane: za seks w samochodzie, za noc w motelu. Brzmi jak scenariusz amerykańskiego filmu? Tak się działo, a może jeszcze trwa w innych miastach Polski.

Odnaleźliśmy jedną z ofiar „myśliwych”. Nie chce ujawnić swoich danych. – Moje małżeństwo wisi na włosku. Nie zrobię niczego, co mogłoby mnie zdemaskować. Poza tym ci mężczyźni są bezkarni i mają bogate archiwum zdjęć, które mogłoby mnie skompromitować – ma około 30 lat, pracuje w ośrodku, w którym pomaga młodzieży. – Miałam normalne, może trochę monotonne życie z mężem i dziećmi. Do czasu, gdy wpadłam w sidła „myśliwego”. Oni tę grę nazywają „Mężatkę na pal” lub „Pożycz żonę” – opowiada „zwierzyna”. - Uprawiają ją tak zwane łyse karki.

Prowadzący łowy powinien się poruszać bajeranckim autem. Reszta jeździ innym, nie rzucającym się w oczy, najlepiej vanem z przyciemnianymi szybami. Robią dokumentację: zdjęcia, filmiki. „Zwierzynę” wyszukują właśnie na „Naszej Klasie”. Tak znaleźli mnie. Najpierw były zaczepki, komentarze pod zdjęciami. Później facet zaproponował mi rozmowę na tzw. podforum w internecie, stworzonym specjalnie dla mnie. Ostatecznie zgodziłam się na spotkanie - w samochodzie na obrzeżach miasta.

Kobieta przyznaje, że spędziła z „łowczym” jedną noc u niego. Wtedy zrobił kompromitujące zdjęcia. Zdaniem kobiety noc kończy łowy. „Myśliwy” ma już wystarczające materiały. Wyrusza na ostatnią wyprawę. Jedzie pod dom „zwierzy”, gdy ma pewność, że są w nim dzieci i mąż. Telefonuje. Mówi, że „zwierzyna” ma natychmiast zejść na dół, bo on potrzebuje jej w tej chwili. Ofiara jest przerażona. Rozłącza się. Za moment dostaje MMS-a z najbardziej kompromitującym zdjęciem. Wymyśla mężowi jakąś wymówkę i pędzi do auta, gdzie „łowca” teraz już władczo nakazuje zaspokojenie swojej męskości.

Niedaleko tego samochodu „jurorzy” liczą punkty. Gra skończona. – Najwięcej punktów jest za wyjawienie wszystkiego mężowi. Ale… mój „myśliwy” tego nie zrobił mówi kobieta, która o tym, ze była ofiarą dowiedziała się przypadkiem. – Zawodowo mam jednak do czynienia z młodzieżą. Okazało się, że jedna z dziewcząt uczestniczyła w tych polowaniach i pamiętała mnie. Opowiedział mi o wszystkim. Okazało się też, że żona kolegi mojego męża miała identyczną sytuację. Nie możemy się ujawnić, ale nie możemy milczeć. Chcemy ostrzec inne kobiety, bo proceder trwa nadal.

Ani podrywanie mężatek, ani zdrada nie są przestępstwem. Mężczyźni więc nie łamią prawa. Sprawę można zgłosić w prokuraturze, jeśli dochodzi do szantażowania. - Kodeks karny mówi, że kto stosuje groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. A groźba bezprawna to między innymi groźba rozgłoszenia wiadomości uwłaczającej czci zagrożonego. Więc szantażowanie kobiety, że wykorzysta jej zdjęcie – mówi Sylwia Knapik, zastępca prokuratora rejonowego w Słupsku. Zaznacza jednak, że nie pamięta, aby kiedykolwiek ktoś zgłosił taką sprawę. To sfera zbyt intymna.


Ktoś włamał się do mojego konta

Dużo łez przez „NK” wylała też Marta, uczennica szóstej klasy. - Cała roztrzęsiona pokazała nam komentarze pod zdjęciami innych osób podpisane jej nazwiskiem. Były to same wulgaryzmy, bardzo przykre słowa – opowiada pani Monika, mama Marty (nazwisko do wiadomości redakcji). – Najgorsze, że obraźliwe komentarze były też wpisane pod zdjęciami nauczycieli córki. Nie mogliśmy w to uwierzyć.

Rodzice szybko ustalili, że komentarze i listy były wysyłane w takich godzinach, kiedy córka nie korzystała z komputera. Uwierzyli w jej niewinność. Jednak już na drugi dzień zostali wezwani do szkoły. – Wychowawczyni w ogóle nie przyjmowała do wiadomości, że mógł to napisać ktoś inny. – mówi Aleksander, ojciec Marty. – Postawiłem wiec sprawę jasno. Powiedziałem, ze jeśli do jutra sprawy nie wyjaśni, zgłoszę to na policję.

Poskutkowało. Już na drugi dzień znalazła się winna. – Co najciekawsze, okazało się, że to wzorowa uczennica – mówi Aleksander.

Podobnie było w Tarnowie. Tam policja zatrzymała dwóch nastolatków, którzy "dla żartu" umieścili na profilu kolegi w „Naszej Klasie” zdjęcia pornograficzne oraz treści faszystowskie. Na dodatek zmienili hasło tak, by właściciel konta nie mógł się do niego zalogować. Chłopak, który był ofiarą „żartu”, powiedział o wszystkim rodzicom. Ci z kolei zgłosili sprawę szkole, a ta - policji. Dalej sprawy potoczyły się szybko – winni przyznali się do wszystkiego. Tłumaczyli się, że nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji swojego zachowania.

Chłopcom zarzucono publiczne rozpowszechnianie pornografii i propagowanie treści faszystowskich. Grozi im kara pozbawienia wolności do dwóch lat.


Egzekucja przez Internet

„Naszą Klasę” wykorzystali też windykatorzy Książnicy Stargardzkiej. Właśnie poprzez ten portal docierają do dłużników. Założyli fikcyjne konto „kancelaria prawna” i w ten sposób docierają do wierzycieli. Tylko patrzeć jak w ślad za nią pójdą inne firmy zajmujące się ściąganiem długów.

Teraz, nawet urzędniczka z banku może sprawdzić, czy jej nie oszukaliśmy. Na przykład, gdy oceniając zdolność kredytową, przemilczeliśmy fakt, że nasz dochód rozkłada się na troje, bo mamy dziecko, do którego w dokumentach się nie przyznaliśmy. Wystarczy, że bankowiec na „NK” zobaczy urocze zdjęcia rodzinki znad morza.

- Staraliśmy się z mężem o kredyt na budowę domu. Wypełniliśmy arkusze o zdolności kredytowej, ale zatailiśmy fakt, że nasz dochód rozkłada się na trzy osoby. Krótko mówiąc, dla wspólnego dobra, czyli kredytu, wyparliśmy się dziecka – opowiada Sylwia (nazwisko do wiadomości redakcji).- Gdy pracownica banku przyszła, aby obejrzeć nasze mieszkanie i sprawdzić w jakich warunkach mieszkamy, synka zaprowadziliśmy do babci. Schowaliśmy wszystkie. I udało się – cieszy się - Byłam jednak przerażona, gdy przeczytałam, jakie sztuczki stosują bankowcy.

Gdy uświadomiłam sobie, że ta kobieta na „NK” ma o mnie wszystko czarno na białym, nogi się pode mną ugięły. Usunęłam swoje konto natychmiast – przyznaje.


Nie wrzucaj fotki kolegi

Precedensowy był wyrok warszawskiego Sądu Administracyjnego. Orzekł on, że także zdjęcie z dzieciństwa jak i każda inna fotografia podlega takiej samej ochronie prawnej jak inne dane osobowe. Pan Tomasz W. chodził 30 lat temu do jednej z warszawskich podstawówek. Nigdy nie założył sobie konta na „Naszej Klasie”, ale dowiedział się, że jego koledzy umieścili tam zdjęcie klasowe, a pod nimi - podpisy kto jest kim. Zirytowało go to, bo stara się chronić swoją prywatność i nie chce upubliczniać swojego wizerunku. Pan Tomasz uznał, że jego imię, nazwisko oraz wizerunek sprzed lat są przetwarzane bez jego wiedzy i zgody. Doszło więc do naruszenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych. „NK” odmówiła jednak usunięcia podpisu pod zdjęciem i samej fotografii. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych uznał, że udostępnione informacje, zwłaszcza wizerunek z dalekiej przeszłości, nie spełniają kryteriów danych osobowych.

Jednak sąd przyznał rację Tomaszowi W.


Spotkania i rozstania

Do ilu rozwodów i kłótni przyczyniła się „NK. Nie wiadomo. Niestety, do wielu domów zdążyła się już wkraść nuda i monotonia. A tu nagle znajdujemy naszą wakacyjną miłość. Od słowa do słowa, dochodzi do spotkania, wspomnień… I albo wracamy do swoich „nudnych żon” albo decydujemy się na skok w bok, albo nawet na nowe życie. Czy lepsze? Czas pokaże.

Na szczęście „Nasza Klasa” to nie tylko pułapki zastawiane przez nieżyczliwych ludzi, to też miejsce, w którym można pięknie powspominać. Odradzają się dawne przyjaźnie. To też nowe – stare kontakty, które dziś możemy wykorzystać, bo okazuje się nagle, że Lidka z II B też teraz urodziła córeczkę i mimo że kiedyś nie było z nią o czym rozmawiać, to teraz spotykacie się raz w tygodniu i plotkujecie o dzieciach bez końca.

Autor: Magdalena Olechnowicz

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Mądre!!:0Chyba usunę naszą klase!!!

  • 2016-03-31 gość

    Jeszcze trochę to i ŚZ pójdzie w ślady NK i przyczyni się do pierwszego rozwodu bo kłótnia już była :))

  • 2016-03-31 gość

    Jeśli ktoś się szanuje to nie idzie z "dresikami" w bok, tylko siedzi na 4 literach w domu przy mężu i dzieciach. A jeśli lubi skok w bok, to już osobista sprawa tej osoby. Niech się tłumaczy skoro winna.

  • 2016-03-30 gość

    kazdy kij ma dwa konce - chcialyscie/chcieliscie to macie. trzeba odpowiadac za swoje zachcianki!