Naprawianie urody

Pierwszą operację plastyczną, która miała poprawić urodę, przeprowadzono dopiero pod koniec XIX w. Wcześniej nasi przodkowie korzystali z usług chirurgów estetycznych tylko po to, by zrekonstruować zdeformowaną lub utraconą część ciała.

Około 3,5 tys. lat temu starożytni Egipcjanie operowali nosy i uszy. Mniej więcej 2,5 tys. lat temu Hindusi stali się mistrzami przeszczepów nosa. „Króliki doświadczalne" rekrutowały się spośród więźniów - obcięcie nosa było w Indiach powszechnie stosowaną karą. Skórę na przeszczep pobierano z policzka lub czoła, a chrząstkę formowano z żebra. Szwy zakładano wykorzystując źdźbła trawy lub mrówki - ich szczęki zbliżano do skóry, a kiedy wgryzły się w ciało, urywano im łebki (był to sposób zaskakująco skuteczny). Na twarzy widać było nadal blizny i szwy, ale i tak było to lepsze niż brak narządu powonienia. Operacje uszu ograniczały się do „naprawiania" części małżowiny zniszczonej przez ciężkie kolczyki.

Chirurgię plastyczną rozwijali i kontynuowali Grecy i Rzymianie. W pozostawionych przez nich dokumentach znajdują się opisy rekonstrukcji nosa, uszu oraz warg i kości szczękowych.


Miłość Chińczyków do małych stópek

Od X do początków XX w. chińskim ideałem piękna była kobieta o maleńkich stopach, podobnych kształtem do kwiatu lotosu. Im mniejsza stópka, tym większe dziewczyna miała powodzenie. Za najlepszy rozmiar uważana była długość 7-10 cm! Osiągano do metodami, które kojarzą się z torturami - deformowano stopy za pomocą ciasnych bandaży, które łamały kości oraz diety, która sprzyjała zmiękczeniu tkanki kostnej.

Od 5 roku życia dziewczynkom bandażowano stopy, ściskając palce do wnętrza - co tydzień coraz ciaśniej. Pękające kości i tworzące się rany były źródłem wielkiego bólu, a nawet zakażeń. W wyniku tych zabiegów z pięty tworzyło się coś w rodzaju obcasa, mniejsze palce zaś były jakby „owinięte" wokół podeszwy. Widok maleńkich stópek działał na Chińczyków jak największy afrodyzjak. Tymczasem deformacja stóp uniemożliwiała niekiedy kobietom poruszanie się i prowadziła do zaniku mięśni. Dopiero reżim komunistyczny zakazał deformowania kobiecych stóp.


Protezy dla zdrowia i urody

Zabiegi upiększające obejmowały także protezowanie.


Oczy

Najstarszą protezę oka odnaleziono na terenie Iranu w grobie kobiety pochowanej prawie 5 tys. lat temu! Oko było wykonane ze smoły połączonej z tłuszczem zwierzęcym. W późniejszych czasach sztuczne oczy robiono ze złota lub srebra. Były one jedynie wypełnieniem pustego oczodołu. Ubogim pozostawała opaska na oczy. W XV w. w Wenecji wyprodukowano pierwsze szklane oko. W 1944 r. rozpoczęto produkcję sztucznych oczu wykonanych z lekkiej żywicy akrylowej.


Zęby

Pierwsze ślady borowania zębów pochodzą sprzed 7 tys. lat. Etruskowie uzupełniali braki w uzębieniu prawie 3 tys. lat temu - za materiał służyła im obrobiona kość słoniowa lub cielęca zamocowana na złotym mostku. Szczęka ta pełniła raczej funkcje estetyczne. Mocowano ją do sąsiednich zębów za pomocą metalowych nici. Przełom nastąpił pod koniec XVII w. - po raz pierwszy wbito sztuczny ząb wykonany z zęba hipopotama prosto w szczękę.

Pod koniec XVIII w. wynaleziono gipsowy odcisk zębów. Powstała również dopasowana anatomicznie porcelanowa sztuczna szczęka. Zanim jednak te wynalazki upowszechniły się, bardzo popularne były przeszczepy zębów innych ludzi. Pozyskiwano je od biedaków lub ze zwłok. Wiadomo, że pola bitew w XIX w. były nieprzebranym źródłem zdrowych zębów dla ówczesnych „dentystów". Niestety, nie stroniono też od cmentarzy. Wiele osób musiało cierpieć w rezultacie przenoszonych przez przeszczepione zęby chorób. Od końca XIX w. rozwija się sztuka produkcji sztucznych szczęk.


Nogi i ręce

Najstarszą protezę palca u nogi odnaleziono w Egipcie w grobowcu sprzed 3 tys. lat. Była ona wykonana ze skóry, drewna i metalu. Te materiały stanowiły podstawę protetyki kończyn aż do XX w. Wtedy zaczęto stosować lekkie metale i tworzywa sztuczne. Wcześniej bogaci ludzie nabywali protezy z metalu, biedni zaś musieli zadowolić się nietrwałym drewnem. Utrwalone w filmach drewniane nogi piratów i protezy dłoni w kształcie haka rzeczywiście nie były niczym wyjątkowym. Miały jednak bardziej zastosowanie funkcjonalne niż bojowe. Jakość protez poprawiła się w XVI w., gdy wynaleziono sztuczne zawiasy i blokowanie kolana.


Ku współczesności

Średniowiecze odrzuciło operacje plastyczne i chirurgię w ogóle. W XII w. papież Innocenty III zakazał wykonywania jakichkolwiek zabiegów operacyjnych, także poznawania ciała ludzkiego od wewnątrz podczas sekcji zwłok. Uznał je za bezbożne bezczeszczenie ciała ludzkiego. Do chirurgów przylgnęło miano szarlatanów. Dopiero wybuch epidemii kiły pod koniec XV w. zmienił nastawienie do tej dziedziny medycyny. Dokonano wtedy pierwszej od wieków korekty zdeformowanego chorobą nosa.

Przywrócenie do łask chirurgii plastycznej nastąpiło dopiero w wieku XVIII. Wtedy na nowo odkryto dokonania starożytnych medyków. XIX w. przyniósł znaczny postęp w dziedzinie chirurgii plastycznej. W 1845 r. niemiecki chirurg przeprowadził po raz pierwszy operację nosa wyłącznie w celach estetycznych. Dużym impulsem dla rozwoju chirurgii plastycznej były także obie wojny światowe. Zmusiły chirurgów do wynalezienia nowych sposobów na redukcję skutków działania nowoczesnych typów broni.

„Złota epoka" nastała jednak dopiero w latach 60. i 70. XX w. Postęp technologiczny i popularyzacja chirurgii plastycznej w mediach przyczyniły się do niezahamowanego rozwoju medycyny estetycznej, który trwa do dziś. Niedawno wszyscy byliśmy świadkami swoistego „cudu" - rekonstrukcji całej twarzy człowieka.

Dziś „poprawić" można właściwie wszystko - twarz, włosy, sylwetkę. Głośny ostatnio jest przypadek pewnej kobiety, która przeprowadziła 51 operacji plastycznych, by upodobnić się do egipskiej królowej Nefretete. No cóż. Już starożytni zalecali metodę „złotego środka"... Chirurgia plastyczna ma wielkie znaczenie. Jej rozwój jest szczególnie ważny dla ofiar wypadków, poparzeń i tych, którym los dał wygląd utrudniający życie. Goniąc za urodą, warto pamiętać jednak, że świetny wygląd nigdy nie gwarantował szczęścia.

Autor: Joanna Wereszczyńska

Komentarze