Nałóg za nałóg?

Chciałabyś rzucić palenie papierosów, ale boisz się, że przytyjesz? Ile jest prawdy w przekonaniu, że jeden nałóg kompensowany jest przez inny nałóg? Czym w ogóle jest nałóg? Przymusem, koniecznością, uzależnieniem? Dlaczego tak łatwo wpadamy w jego sidła i dlaczego w nim tkwimy?

Palenie papierosów, a ściślej uzależnienie od tytoniu określa się jako przewlekłą chorobę wymagającą diagnozy i leczenia. Co więcej, ten nałóg to zaburzenie psychiczne. Nawet jeśli uzależniamy się od jakiejś substancji biologicznie (jak pokarm czy nikotyna), to równolegle także behawioralnie (od nawykowych czynności, zachowań). A wszystko po to, by osiągnąć przyjemność lub uniknąć dyskomfortu z powodu jej braku. Palenie czy objadanie się jest nagrodą, jaką sami sobie fundujemy. Niestety, z czasem nagroda musi być coraz większa.


Czym jest kompulsywność?

Badacze z uniwersytetów w Chicago i Michigan określają jako kompulsywne zachowania wyuczone, które powtarzamy, np. w sytuacjach stresujących, gdy nie umiemy konstruktywnie radzić sobie z problemami. Stosowany wielokrotnie wzorzec sprawia (stres-rozładowanie), że staje się on nawykiem i wykonywany jest automatycznie. Początkowe reakcje na stres, takie jak zapalenie papierosa, kupienie sobie nowej rzeczy czy sięgnięcie po coś słodkiego przynosi chwilową ulgę i przyjemność. Potem jednak, by osiągnąć podobnie relaksujący stan, trzeba tych bodźców dostarczać organizmowi coraz więcej. Nie myślimy wówczas o długoterminowej korzyści, jaką jest np. zdrowie, tylko o szybkiej, doraźnej przyjemności, która poprawi nam nastrój. Tak jest z nadmiernym paleniem tytoniu, objadaniem się, korzystaniem z solarium czy siłowni – i kluczowe jest tu słowo „nadmierne”.

Medycyna próbuje znaleźć metody i środki farmakologiczne, które pomogłyby psychice lepiej sobie radzić z odstawieniem nikotyny, ale nie ma jednoznacznych dowodów, by były skuteczne. Palacze w Polsce zazwyczaj podejmują 7-8 prób, zanim uda im się skutecznie rzucić palenie i – niestety – nie ma pewności, że na zawsze. Do nałogu niektórzy wracają nawet po kilkunastu latach abstynencji. Wszystko dlatego, że trudno jest żyć „bez nagrody”. Jeśli nie zastąpimy palenia inną czynnością dostarczającą przyjemność, możemy mieć problem z zachowaniem abstynencji. Często byli palacze zaczynają więc więcej jeść. Czy przytycie po rzuceniu palenia jest nie do uniknięcia?


W źródle tkwi przyczyna

Medycyna potwierdza, że u większości palaczy występuje wzmożony apetyt i jest to jeden z najdłużej utrzymujących się objawów odstawiennych, trwający często dłużej niż 6 miesięcy, bo po jedzenie sięgamy częściej nie tylko, by poprawić sobie nastrój, ale i by nie czuć głodu nikotynowego. Pamiętajmy, że rzucenie palenia może nieść ze sobą objawy odstawienia, takie jak: stany lękowe, stany depresyjne, drażliwość, frustrację, gniew, trudność koncentracji, niepokój – łatwo wtedy pocieszyć się czymś pysznym lub słodkim, co z miejsca sprawi, że jest nam błogo i dobrze. Za chwilę jednak mogą się pojawić wyrzuty sumienia…


Złe nawyki zastąp dobrymi

Co zrobić, by jednego nałogu nie zastąpić innym lub kilkoma? Trzeba zastąpić nawyki, ale na takie, które sprawią nam radość (pamiętajmy – organizm wciąż dąży do przyjemności). W żadnym razie nie traktujmy zmiany jako przejściowej diety, czegoś, przez co trzeba przejść, a nie daj Boże, do czego się trzeba zmuszać. Przymus „odchudzania” rodzi niechęć, nawet podświadomą, i sukcesy są chwilowe – stąd częsty efekt jo-jo. Musimy jedząc mieć możliwość wyboru i zwyczajnie – przyjemność! Aby skutki były trwałe, trzeba lubić to, co się je albo jeść to, co się lubi, ale z „dozwolonej” listy. Rady można zamknąć w kilku zdaniach: Ogranicz tłuszcze. Spożywaj więcej gruboziarnistych produktów zbożowych, świeżych owoców oraz warzyw. Nie jedz lub bardzo ogranicz produkty konserwowane, marynowane i wędzone. Umiarkowanie pij alkohol. Nie objadaj się. Ogranicz, a najlepiej zrezygnuj ze słodyczy. Pij przegotowaną letnią wodę. Jedz kilka posiłków dziennie, w niedużych porcjach. Pobieraj mniej energii, niż zużywasz. Nie stosuj cudownych diet.

A przede wszystkim – jedz świadomie. Wystarczy, że rocznie przybywa nam dwa, trzy kilogramy więcej, by po kilku latach groziła nam otyłość. Tyjemy w sposób niezauważony, o sto kalorii dziennie – o pół garści orzeszków, kawałek batonika, łyżkę stołową oliwy. To niewiele, prawa? Tyjemy „od niczego”. Świadomi tego, możemy pójść w drugą stronę, zmieniając o pół garści orzeszków mniej nawyki żywieniowe

– Przesunięcie takie musi mieć początek w umyśle, wziąć się z postanowienia poszanowania inteligencji organizmu – mówi dr Deepak Chopra w książce „Twórzmy zdrowie”. – Ze wszech stron zalewają nas bezustannie potoki informacji o dietach. Niektóre służą interesom producentów żywności, inne – zalecane przez lekarzy – dopingować mają do przeciwdziałania chorobom itd. Wszystko to staje się nieistotne z chwilą, gdy komórki organizmu zaczną przekazywać do mózgu informacje, że potrzeba im umiarkowanych ilości środków odżywczych, urozmaiconych i dostarczanych regularnie o tych samych porach dnia. Nowe nawyki zmierzające w tym kierunku więcej są warte niż jakiekolwiek rady wziętego dietetyka.

Tworzenie nowych nawyków zajmuje nieco czasu, ale bardzo się opłaca. Stopniowo ale konsekwentnie wprowadzane zmiany może nie dają tak spektakularnego efektu jak dieta cud, ale za to są trwałe i zdrowe. Nowy nawyk należy wyrabiać w sobie bez wysiłku, myśleć o nim pozytywnie, kojarzyć z przyjemnością i nigdy jako przeciwieństwo nawyku złego. Później już nie będziemy musieli o nim myśleć, bo… stanie się nawykiem. Ale zdrowym!

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze