Nabierz energii, pozbądź się złych humorów

Przyroda budzi się do życia, za oknem coraz więcej słońca, a ciebie dopada niewytłumaczalne przemęczenie, senność, osłabienie i dziwne rozdrażnienie. – Co się ze mną dzieje? – zastanawiasz się, a my odpowiadamy: winne jest wiosenne przesilenie.

Organizm człowieka dostosowuje się do każdej pory roku, lecz nie robi tego ot tak w ciągu kilku sekund, lecz potrzebuje na to trochę czasu. Na dodatek, ta adaptacja nie zawsze musi być przyjemna, szczególnie gdy któraś z pór ciągnie się niemiłosiernie (albo tak nam się tylko wydaje). Najgorzej jest pod koniec zimy. Organizm jest zmęczony, brakuje nam światła, coraz gorzej znosimy chłód, a „osiadły” tryb życia rozleniwił nas tak, że przejście w nowy, wiosenny rytm jest jak wędrówka na K2. Ale robimy to, bo musimy, choć zajmuje nam to około czterech tygodni.

Długo? Długo. Ale na tym nie koniec. Po drodze organizm musi walczyć z dużymi zmianami: temperatura jest coraz wyższa, dzień coraz dłuższy, słońce mocniejsze, czasami pada, czasami jest ciepło, a kiedy indziej chłodno. No i jeszcze jedno: w pewnym momencie musimy zmienić swój rytm dobowy, musimy przesunąć wskazówki zegarków o godzinę do przodu, co oznacza, że wstajemy o te sześćdziesiąt minut wcześniej niż przez ostatnie miesiące. Nasz organizm nie jest obojętny na te zmiany. Wręcz przeciwnie, także zaczyna inaczej funkcjonować.


Hormon szczęścia zatrudnię

W okresie przejściowym, w czasie między zimą a wiosną, organizm próbuje dostroić się do nowej rzeczywistości: zmiany zachodzą w układzie krążenia, trawiennym, immunologicznym i nerwowym. Szybciej oddychamy, inny jest poziom hormonów, które odpowiadają za nasze samopoczucie (dobra kondycja psychiczna zleży m.in. od równowagi między wydzielanym pod wpływem stresu kortyzolem a serotoniną zwaną hormonem szczęścia). Nie ma więc nic dziwnego w tym, że tej wędrówce na K2, czyli tak zwanemu przesileniu wiosennemu, towarzyszą zaburzenia nastroju, takie jak smutek, płaczliwość, podenerwowanie, zaburzenia koncentracji, senność, apatia. Pytanie, czy można nad tą chwiejnością emocjonalną zapanować. Można.

Jak więc pozbyć się apatii, nabrać energii i z uśmiechem doczekać pełni wiosny? To proste, należy jak najszybciej zaktywizować swój umysł i ciało, tak aby zapanowała między nimi harmonia. I trzeba umieć się relaksować. Tylko jak to zrobić? Oto kilka podpowiedzi...


W sprawnym ciele zdrowy duch

Zdaniem specjalistów podstawą walki z wiosennym przesileniem są: ruch, odpowiednia dieta i zdrowy odpoczynek. Zacznijmy więc od tego pierwszego. A dokładniej? Dobrze byłoby, gdyby ruch na świeżym powietrzu wszedł nam w nawyk. I to codzienny. I przynajmniej przez pół godziny. To nie będzie łatwe po zimowym leniuchowaniu, tym bardziej jeśli jesteśmy „niedźwiedziami” (zimą raczej śpimy, a przynajmniej nie opuszczamy bez potrzeby swojego legowiska, czyli domu, i tak jak misie jesteśmy o tej porze roku obrośnięci tłuszczem).

Od czego więc zacząć? Od spacerów. Po parku, lesie. Z małżonkiem, dziećmi, psem. I niech nie straszna będzie nam zmienna aura. Pada? Załóżmy płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze. Jest zimno? Ubierzmy się ciepło, najlepiej na „cebulkę”. Wieje? Wiatrochronne kurtki można kupić w sklepie, jeśli nam się uda – za rozsądną cenę.

Dobrym sposobem na rozruszanie rozleniwionego ciała, i to bez względu na wiek, jest też: jazda na rowerze, jogging, nordic walking, rolki (to propozycja dla trochę młodszych). Można też zapisać się na fitness, aerobic, step, bądź parę godzin w tygodniu spędzić na siłowni. Nie ma jednak nic lepszego niż ruch na świeżym, a nie klimatyzowanym powietrzu.


Promienie słońca na wagę złota

By radośnie rozpocząć ranek i nabrać energii na cały dzień, warto się też pogimnastykować. I to dosłownie. I zaraz po wstaniu z łóżka. Proponujemy przysiady, skłony, rowerek, okrężne ruchy biodrami. Podpowiadamy też: każde ćwiczenie warto wykonywać seriami, stosując powtórzenia (przynajmniej dziesięć).

Bez dwóch zdań, każda forma ruchu i każdy promień słońca, który uda się nam teraz złapać, wpłyną korzystnie na poprawę naszego nastroju (wysiłek fizyczny sprawia, że w organizmie wydziela się więcej serotoniny, o której już wspomnieliśmy, oraz więcej endorfin – również nazywanych hormonami szczęścia). Wszystko oczywiście pod warunkiem, że do tematu podejdziemy z głową.

Jeśli zimą nasza aktywność fizyczna była minimalna, nie powinniśmy teraz – gdy organizm jest tak osłabiony – przesadzać z treningami. Róbmy więc wszystko pomalutku, stopniowo. Jednym słowem, z rozsądkiem. A gdy już po pięknie spędzonym dniu szykować będziemy się do snu, pamiętajmy, że zdrowy sen jest tak samo ważny dla naszego samopoczucia, jak ruch na świeżym powietrzu.


Nie bądź bombą zegarową, śpij

Zły sen, czyli zbyt krótki lub mało komfortowy, na niewygodnym materacu, w zbyt ciepłej sypialni może spowodować zaburzenia nastroju, depresję i bezsenność. Gdy źle śpimy, trudniej też nam walczyć z nadwagą, możemy mieć problemy kardiologiczne. Niewyspani jesteśmy mniej wydajni w ciągu dnia, zmęczeni i mamy zły humor, a jeśli niedosypiamy w czasie przesilenia wiosennego... No, to już jesteśmy jak tykająca bomba zegarowa. Ile więc godzin powinniśmy spać? Około ośmiu godzin dziennie. A jak?

Lepiej śpimy, gdy kładziemy się czyści, w piżamie, a nie T-shircie, który nosiliśmy przez cały dzień, oraz gdy pościel pachnie świeżością, a sypialnia jest dobrze przewietrzona (optymalna sytuacja to taka, gdy śpimy przy otwartym oknie). Przed zaśnięciem dobrze byłoby też nie myśleć o stresującej pracy, złośliwym szefie, niegrzecznych dzieciach, wścibskiej sąsiadce i innych problemach. To niemożliwe? Jeśli tak, może warto przed snem się odprężyć? Zdziałać cuda są w stanie: wykonany przez „drugą połówkę” masaż, joga i medytacja.


Podstępny obiekt pożądania

Gdzie jeszcze szukać źródeł energii i dobrego samopoczucia w tym trudnym okresie? W jedzeniu! Zimą jemy posiłki mało urozmaicone, bardziej kaloryczne, z mniejszą ilością witamin. Teraz trzeba to zmienić. Warto jeść więcej warzyw i to kolorowych. Udowodniono bowiem ponad wszelką wątpliwość, że na nasze dobre samopoczucie wpływa nie tylko to, co jemy, ale i jak to jedzenie wygląda. Im bardziej kolorowo, tym bardziej jest nam wesoło. Podobno. Do codziennej diety powinniśmy też dodać owoce i soki, najlepiej te wyciskane. Nie strońmy też od jogurtów, maślanek, kefirów.

Co jeszcze? Wybierajmy potrawy lekkostrawne. Zaprzyjaźnijmy się z kiełkami, pietruszką, rzodkiewką, sałatą. Mięso? Powinniśmy ograniczyć jego spożycie do jednej, dwóch porcji w tygodniu. Co w zamian? Ryby. Poza tym zamieńmy białe pieczywo na pełnoziarniste, ziemniaki na kaszę, brązowy ryż lub pełnoziarnisty makaron. Wszystkie te zamienniki są zdrowe i pozytywnie wpływają na nasz system nerwowy.

I jeszcze jedno: gdy nam źle, sięgamy po słodycze, gdy brak nam energii – idąc za podpowiedziami reklam – batoniki. To duży błąd, bo słodycze są podstępne: niby nic, jednego dnia tylko cukierek, drugiego tylko ciastko, trzeciego… Niestety, wagi nie da się oszukać. A co do przyjemności, trwa ona tylko przez chwilę. Ale i na to jest rada. Słodkie przekąski możemy zastąpić nasionami dyni, słonecznika, orzechami, suszonymi lub świeżymi jabłkami.


Zioło dobre na wszystko

Ruch, zdrowy wypoczynek i odpowiednia dieta – gdy wszystkie te trzy elementy uda się wprowadzić do naszego życia, przesilenie wiosenne nie powinno być problemem, choć przykre skutki przedwiośnia nie znikną z dnia na dzień. Na szczęście, gdy pomoc potrzebna jest od zaraz, możemy liczyć na zioła. I to w sytuacji, w której jesteśmy rozdrażnieni, zbyt pobudzeni i gdy dopada nas apatia, brakuje nam energii.

W stanach silnego stresu bądź fatalnego samopoczucia warto sięgnąć po: melisę, która obniża napięcie, dziurawiec, który posiada właściwości uspokajające, oraz kozłek lekarski, który łagodzi rozdrażnienie. Gdy brakuje nam energii, pomoże nam m.in. zielona herbata, żeń-szeń, miłorząb japoński (można przygotować wywar lub kupić kapsułki). Ta pierwsza ma działanie energetyzujące, żeń-szeń jest znany ze swoich właściwości pobudzających, a miłorząb pomoże, gdy mamy problemy z koncentracją.

A czy istnieją zioła, które, tak dla lepszego samopoczucia, wprawią nas w stan zakochania? Są przecież takie, które nazywamy „roślinami miłości”. Są, ale to tak ciekawy temat, że zasługuje na osobne potraktowanie, więc... rozwiniemy go kiedy indziej.

Autor: Joanna Grzegorzewska

Komentarze