Na własnej skórze - odczulanie najlepszym sposobem na alergię

Odczulanie to najlepszy sposób walki z alergią, bo leczy przyczynę choroby. Anna przekonała się o tym na własnej skórze.

Wyniki testów skórnych były dla Anny wielkim zaskoczeniem. Od dawna miała napady duszności, nasilające się w nocy. Po wielokrotnym leczeniu na zapalenie oskrzeli, po dziesiątkach zużytych opakowań antybiotyków dostała od internisty skierowanie do alergologa. To była połowa lat osiemdziesiątych, Anna była wówczas nastolatką. Nie słyszała wcześniej o astmie, o uczuleniach miała bardzo mgliste pojęcie – po prostu wiedziała, że niektórzy z ich powodu cierpią. Dopiero pytanie alergologa, o wcześniejsze objawy alergii odświeżyło jej pamięć. Rzeczywiście, we wczesnym dzieciństwie jej ubrania mama musiała prać w płatkach mydlanych, bo po proszkach miała od razu wysypkę. A któregoś lata, przez cały sezon nie mogła jeść pomidorów, bo dostawała swędzącej pokrzywki.


Same wykrzykniki

Wielki czerwony obrzęk na przedramieniu, w miejscu gdzie obok śladu po nakłuciu pielęgniarka napisała kurz, bardzo ją jednak zdziwił. Był tak duży, że zlewał się zaczerwieniami wokół „kota”, „piór”, „konia”… Pielęgniarka, oceniając jego rozmiar, napisała dziewczynie na ręce same wykrzykniki. Decyzja alergologa była natychmiastowa – trzeba odczulać Anię na kurz.

Wszelką wiedzę na temat alergii pacjent mógł wtedy nabyć jedynie po rozmowie z lekarzem alergologiem, bo nie było dostępnych dla każdego publikacji na ten temat. Nie było internetu, ogólnie dostępnych pism traktujących o chorobach, a wiedza lekarzy pediatrów i internistów pozostawiała w tym zakresie wiele do życzenia. Gdyby było inaczej, nie dostawałaby przecież przez kilka lat co miesiąc kolejnej dawki antybiotyków. A specjalistów-alergologów było jak na lekarstwo…


Długa droga

Lek odczulający sprowadzano wówczas na specjalne, imienne zamówienie. Był potwornie drogi. Anna idąc na pierwszy z serii zastrzyków, zupełnie nie wiedziała, co się będzie działo. Najpierw lekarz przebadał ją dokładnie, wypytał szczegółowo o samopoczucie w ostatnich dniach. Potem pielęgniarka rozpakowała lekarstwo. W pudełku były trzy niewielkie ampułki. Anna pomyślała, że będzie musiała pofatygować się do lekarza jeszcze dwa razy, by dostać wszystkie trzy zastrzyki. Tymczasem pielęgniarka odmierzyła odrobinę leku z jednej z fiolek, większość pozostawiając nienaruszoną. Zrobiła podskórny zastrzyk i zapoznała Annę z przygotowanym przez lekarza harmonogramem podawania leku, rozpisanym na wiele miesięcy. Dziewczyna chciała iść zaraz po tym do domu, ale pielęgniarka na to nie pozwoliła. Usadziła ją na krześle przed gabinetem zabiegowym i kazała pokazać się za 45 minut.

Dopiero z czasem dziewczyna uzupełniła wiedzę na temat swej choroby. Przy każdej kolejnej wizycie dopytywała lekarza o coś nowego. Dzięki temu dowiedziała się, że odczulanie na kurz to długa droga, wymagająca konsekwencji i systematyczności z jej strony.


Po pierwsze kondycja

Przede wszystkim musiała dbać o swą kondycję, by nie zachorować przed kolejnym wyznaczonym terminem zastrzyku, bo przestrzeganie harmonogramu gwarantowało lepszy wynik leczenia. Wbrew powszechnemu wówczas skazywaniu alergików i astmatyków na życie bez wysiłku, zaczęła chodzić na basen. I kiedy tylko mogła spędzała weekend za miastem, najlepiej na pieszych rajdach. Pamiętała o tym, by dobrze zaplanować dzień podawania leku, by po zastrzyku spokojnie czekać na kontrolę u pielęgniarki. Dopytała lekarza o wstrząs anafilaktyczny, który może być skutkiem podania alergenu w czasie leczenia, wiedziała więc, że tkwi na szpitalnej ławce przez 45 minut dla własnego dobra. Wstrząs, to cały zestaw objawów, który prowadzić może nawet do śmierci.

Najczęściej reakcja wstrząsowa organizmu nie jest, na szczęście, pełna, ogranicza się na przykład do zblednięcia, ale zagrożenie przy podaniu alergenu jest na tyle duże, że dmucha się na zimne i kontroluje pacjenta w 30, 45 lub nawet 60 minut po podaniu szczepionki, bo jeśli już dochodzi do wstrząsu, to wkrótce po zastrzyku. Dlatego też odczulanie odbywa się w placówkach dysponujących sprzętem medycznym ratującym życie w przypadku wstrząsu. Ania zawsze pamiętała i o tym, by przez kilka godzin po szczepionce unikać znacznego wysiłku, nie brać gorącej kąpieli, nie narażać się na ekspozycję alergenu. Gdyby była starsza, musiałaby też pamiętać, by nie pić alkoholu.


Normalne, aktywne życie

W ciągu kilku następnych lat Anna przeszła całą serię zastrzyków. Podawanych najpierw co 7, potem co 14 dni, w końcu co kilka tygodni. Zużyła kilka opakowań leku. Dziś samodzielnie sprząta mieszkanie i nawet jeśli dotknie okurzonej powierzchni, skóra na jej rękach nie swędzi i nie pęka, nie robi się też jej duszno. Już nie pamięta, kiedy ostatnio miała świszczący oddech, nocne napady duszności. Wyników spirometrii, czyli badania stosowanego przy astmie dla określenia objętości i pojemności płuc oraz przepływu powietrza znajdującego się w płucach i oskrzelach, nie ma idealnych, ale nauczyła się z tym żyć. – Jesteś najlepszym dowodem na to, że astmę na tle uczuleniowym można okiełznać, że można mimo choroby prowadzić normalne, aktywne życie – podkreśla przy każdym badaniu kontrolnym jej lekarz.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze