Na ratunek - film!

Oglądanie filmu angażuje wiele zmysłów, rozwija wyobraźnię, wzbudza emocje. Jest uznaną i skuteczną metodą wpływania na samopoczucie – może działać terapeutycznie.  Filmoterapia trafiła już na uniwersyteckie katedry i jest wymieniana, obok muzykoterapii czy biblioterapii, jako mająca  zbawienny wpływ na naszą psychikę. Jest Ci źle? Wybierz się do kina!

Oczywiście projekcja powinna być przemyślana i odpowiednio dobrana. Filmy, podobnie jak niegdyś [i dziś] baśnie, pozwalają nam oderwać się od rzeczywistości, nabrać dystansu, pocieszyć, poprawić nastrój, dać nadzieję, a nawet czegoś nauczyć, czy potwierdzić to, w co wierzymy.

To, co wyczuwamy intuicyjnie, że nam pomoże, zachodnia psychologia od kilku lat wykorzystuje w terapii. - Filmy mogą okazać się nadzwyczaj skutecznym narzędziem w pomaganiu osobom uczącym się kreatywnego rozwiązywania problemów dnia codziennego – twierdzi Mary Paquette, psycholog. - Podobnie jak książki i sztuki, skupiają się na kwestiach przekraczających granice indywidualnego życia: nadziei, odwadze, miłości, lojalności, stracie, strachu i związkach osób ze światem, duchowością i nimi samymi. Ludzie mogą zyskać wgląd w swoje problemy obserwując sposób, w jaki zostają one przedstawione w filmach. Te obrazują sposób, w jaki żyjemy i badamy świat, który nas często zaskakuje, podobnie jak starożytne mity i baśnie.

Paquette uważa też, że możemy wiele się nauczyć od fikcyjnych bohaterów, potykających się, popełniających błędy ale w końcu powstających, wracających do siebie. Możemy w nich rozpoznać samych siebie – swoje złe nawyki, postawy i zachowania, swój brak konsekwencji czy dalekie od sielankowych relacje z bliskimi.

- Czasem, gdy mam „nastrój na płakanie”, oglądam „Między piekłem a niebem” z Robinem Williamsem – mówi Asia, socjolożka. - To jedyny film, przy którym płaczę i to strasznie! Przedstawia miłość, jaką każda kobieta pragnie przeżyć, ale w mojej obecnie szczęśliwej sytuacji miłosnej włączyłabym go pewnie tylko po to, żeby się wypłakać i wzruszyć, a nie dołować z braku miłości. Na dołki moim filmem nr 1 jest Bridget Jones, obojętnie która część, albo i dwie na raz. Podnosi mnie na duchu. Aby się pośmiać i wyluzować uwielbiam „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe” - najlepsza bajka ever!

Kreskówki, np. „Toy Story”, włącza też Agnieszka, historyczka i psycholożka z Oxfordu, ale zwraca także uwagę na filmy, które uderzają w osobiste tony. - Gdy utożsamiamy się z bohaterami filmu, mogą nas oni zainspirować do konkretnych działań, pobudzić do zastanowienia się „jak to ze mną jest”, spojrzeć na nowo na stary problem- mówi. - Dla mnie to, co jest fajne w filmach, tak samo jak w książkach, to odnajdywanie znanych mi emocji. Jakby niewidzialna ręka dotykała mnie z ekranu.

Ania, radiowa dziennikarka i zapalona kinomanka o filmach mogłaby opowiadać godzinami: - Zawsze nastrój poprawia mi „Duma i uprzedzenie”. Z puli kostiumowej "Pokój z widokiem". „Kola” wzrusza też na smutno - ale też dużo tam ciepła. Zawsze się uśmiecham, gdy przypominam sobie scenę z filmu Emira Kusturicy „Czy pamiętasz Doly Bell?”, kiedy dyrektor domu kultury przedstawia swój zespól muzyczny, gdzie jeden z chłopców jest półgłuchy po wybuchu pocisku, inny ledwo chodzi itd. Z Kusturicy na poprawę nastroju jeszcze „Ojciec w podróży służbowej". Na absolutne doły pomaga Tim Burton i jego "Marsjanie atakują". I może mało oryginalnie, ale „Rejs” też "Miś" no i CAŁA "Wojna domowa".

Wiele osób relaksują filmy przyrodnicze, np. „Microkosmos” i „Makrokosmos”: - A kotki wszelakie, słonie i małe małpki to już absolutnie rozbrajają nawet największą chandrę – dopowiada Ania.


Autoterapia

Instynktownie szukamy zajęć, które pomagają nam przetrwać trudny czas - jednym daje to gotowanie, innym taniec czy malowanie, a jeszcze innym oglądanie filmów. Żadna z tych czynności oczywiście nie rozwiąże psychologicznych problemów, nie usunie stanów chorobowych ale dostarcza wsparcia psychicznego, dodaje otuchy, poprawia nastrój, wpływa na sferę emocjonalną.

- Filmoterapia, czyli oddziaływanie terapeutyczne za pomocą filmów, to pomysł stosunkowo nowy, ale bazuje na wcześniejszych próbach wpłynięcia na nastrój i emocje za pomocą twórczości artystycznej, jak choćby muzykoterapia, czy bajkoterapia – komentuje psycholog, Ingrid Dahl. - Tak jak w muzykoterapii oddziałuje na nas wiele elementów, .in. rytm, melodia, barwa, dynamika, tempo czy harmonia, tak w filmach również działa na nas wiele bodźców: opowieść, muzyka, obrazy itp. Wszystkie te elementy wpływają na nasze emocje i nastrój. Film pozwala oderwać się nam od rzeczywistości, co pomaga, choćby na chwilowe nabranie dystansu do swoich problemów. Gdy oglądamy komedię wprowadzamy się w pozytywny stan emocjonalny, śmiejemy się, rozluźniamy i nasz nastrój się poprawia. Nie jest to może zmiana długotrwała, ale na jakiś czas uzyskujemy pozytywny efekt.

Są filmy, które zapadają w nasza pamięć na długie lata, chętnie do nich wracamy. Inne przeciwnie – budzą nasze niedobre skojarzenia, przykre przeżycia. Na filmach śmiejemy się, boimy, płaczemy, a nawet przeżywamy ból czy wstręt. - W niektórych filmach emocje poruszone są tak silnie, że już drugi raz tych filmów obejrzeć bym nie chciała – mówi Agnieszka i wymienia m.in. „Krótki film o zabijaniu” Kieślowskiego, kilka filmów Zanussiego i „Kobietę samotną” Agnieszki Holland.

Rzeczywiście, jak dowiedziono, film z negatywnym przekazem może podnieść nam ciśnienie krwi, przyspieszyć akcję serca, wprawić w przerażenie. Dlatego filmów depresyjnych, pokazujących agresję i przemoc powinniśmy raczej unikać. – Filmy ciężkie, dramatyczne, wojenne - też wpływają na nasz nastrój, powodują refleksję, smutek, lęk, wywołują emocje negatywne – przekonuje Ingrid Dahl. - Warto o tym wiedzieć i mieć to na uwadze, zwłaszcza, że nie zawsze dobrze dobieramy obrazy. Wydawałoby się, że w trudnych chwilach wybierzemy komedię, żeby sobie poprawić nastrój, ale niestety często wybieramy film, który utrzymuje nas w naszym „opłakanym” stanie. To naturalny psychologiczny mechanizm, który powoduje, że podtrzymujemy nastrój, w którym jesteśmy.


Nie tylko nastrój, ale i zdrowie

Naukowcy japońscy polecają oglądać jak najwięcej komedii – śmiech nie tylko odpręża, ale i może leczyć zapalenie skóry o podłożu alergicznym. Hajime Kimata z Central Hospital zaprosił 26 pacjentów na film z Charliem Chaplinem wiedząc, że śmiech wzmacnia układ odpornościowy. Produkowane wówczas przeciwciała - immunoglobuliny typu A – chronią przed mikrobami atakującymi górne drogi oddechowe. Eksperyment wykazał, że po seansie filmowym u wszystkich osób objawy skórne alergii były mniejsze niż zazwyczaj.

Czy to znaczy, że mamy już unikać łzawych melodramatów? Wcale nie. Płacz jest oczyszczający i potrzebny dla równowagi psychicznej. - Myślę, że większość osób dobrze zna taki stan, gdy po zawodzie miłosnym raczej wybieramy sentymentalną muzykę i podobny film – mówi Ingrid Dahl. - Nie ma zresztą w tym nic złego, nie zawsze warto walczyć o natychmiastową poprawę nastroju, ponieważ po trudnych doświadczeniach potrzebujemy często okresu „żałoby”. W innych sytuacjach jednak świadomie wpływajmy na emocje, aby poprawić sobie samopoczucie. Warto więc wybierać filmy pozytywne, które nastroją nas optymistycznie do życia a nie takie, po których będą nam się śniły koszmary.


Auto-filmoterapia

• Szukaj filmów z pomyślnym zakończeniem – dodadzą Ci wiatru w żagle, obudzą nadzieję, poprawią samopoczucie.

• Jeśli coś Cię szczególnie w filmie poruszy, może to być wskazówka, że problem jest Ci bardzo bliski i dotyczy w jakiś sposób także Ciebie. Zastanów się, jakie wnioski możesz wysnuć dla siebie.

• Unikaj filmów z brutalnymi scenami, dramatów obyczajowych – zwłaszcza, gdy nie jesteś w najlepszej kondycji psychicznej.

• Pamiętaj, że gdy podświadomie identyfikujesz się z bohaterami, możesz znaleźć w filmie podpowiedzi i wskazówki, których uczysz się mimochodem.

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze