Muzykoterapia, czyli granie do skalpela

Muzyka klasyczna, wypchnięta ze sklepów muzycznych i mediów, wraca kuchennymi drzwiami. Razem z podawaną w szpitalu pigułką.

Do katedry muzykoterapii Collegium Medicum w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu trzeba wspiąć się na ostatnie piętro starego gmachu, Na korytarzu dostojną ciszę zakłóca jedynie szelest przewracanych kartek i odgłos z sal wykładowych. Po otwarciu drzwi sekretariatu, tenor Bocellego rozlewa się po całym korytarzu. W sąsiednim gabinecie dźwięczy subtelny sopran Katherine Jenkins.

To jedyna katedra na uczelni, w której muzyki można słuchać bez ograniczeń.

- Koleżanki z innych sekretariatów przychodzą i nie mogą się nadziwić, jaki u nas spokój. A przecież pracy mamy tyle samo, co inni – przyznaje Marlena Kujawska. - Pracowałam wcześniej w banku, więc wiem, jak stresująca może być praca, a tu człowiek ma poczucie harmonii. Z przyjemnością idę do pracy i z przyjemnością z niej wracam.


Bach na porażenie

Profesor Wojciech Pospiech zatwierdził już prawie 50 projektów badawczych dotyczących terapeutycznej roli muzyki.
Studenci zaopatrzeni w płyty wędrują do ośrodkach leczniczych w całym województwie kujawsko-pomorskim, aby później swoje doświadczenia przelać na papier. Tytuły prac: „Wpływ relaksacyjnych jednolitych form muzycznych J.F. Heandla na łagodny przebieg porodu rodzinnego”, „Relaksacyjny wpływ muzyki transowo-etniczno-folkowej na uczestników spotkań muzycznych w środowisku małego miasta”, albo: „Wpływ form instrumentalnych na przykładzie suity C-dur J.S. Bacha na relaksację i rozwój osób z mózgowym porażeniem dziecięcym w przedziale wiekowym 5-10 lat”.

Powstają pierwsze doktoraty – o współleczeniu muzyką pacjentów po zabiegach operacyjnych dyskopatii odcinka szyjnego oraz o niwelowaniu lęków u pacjentek z oddziału patologii ciąży.

Profesor Pospiech: - To dopiero początek, cały czas się rozwijamy. Mamy możliwość prowadzenia badań pośród pacjentów Collegium, dla których każdy zabieg wiąże się ze stresem. Ten stres udaje nam się łagodzić.

Pierwsze eksperymenty z leczeniem przy pomocy muzyki Chińczycy prowadzili już starożytności, od kilkudziesięciu lat muzykoterapia jest z całkowitą powagą traktowana przez prestiżowe ośrodki akademickie i szpitale w Europie Zachodniej. W Polsce największe doświadczenie ma ośrodek wrocławski, gdzie muzykoterapią zainteresowano się przed trzydziestu laty. Istnieją dowody, że muzyka pomaga w leczeniu nadciśnienia, może stabilizować akcję serca, a przede wszystkim wspierać terapię depresji.


Jenkins zamiast kieliszka

Janina Kotewicz, czterdzieści lat przepracowała za ladą w sklepie rybnym we Wrocławiu. Z muzykoterapeutami zetknęła się po śmierci męża: - Popadłam w głęboką depresję. Nie miałam siły ruszyć ręką, wstać, uczesać się umyć... Córka przekonała mnie, że jedynie na oddziale psychiatrycznym mogą mi pomóc. Lekarz zaproponował, że w ramach leczenia mogę słuchać muzyki. A ja nawet słuchu nie mam i nie potrafię powtórzyć melodii! Z muzyką miałam kontakt tyle, co w „Lecie z Radiem”, dwa razy byłam na koncercie organizowanym przez zakład pracy i nie za bardzo mi się podobało.

Więc na początku Janina odmówiła, ale później spodobało jej się. Dołączyła do „muzycznej grupy” po tygodniu: - Chociaż była ponura jesień, poczułam się, jakby wszystkie ptaki zaczęły śpiewać. Dzisiaj już nawet rozróżniam Vivaldiego od Mozarta. Szkoda, że tych ptaków wcześniej nie słyszałam.

Prof. Pośpiech z podobnymi przypadkami styka się często:

- Widzę skrywane łzy wzruszenia przy słuchaniu Jenkins, ale najbardziej utkwił mi w pamięci pewien 50-latek. Podszedł do mnie, gdy skończyła się muzyka i powiedział, że gdyby wcześniej mógł słuchać takiej muzyki, to na pewno by nie pił w życiu.


Fogg pod ręką

Żelaznym repertuarem profesora jest muzyka baroku i klasycyzmu. - W tej muzyce w najlepszy sposób wyraża się harmonia. A właśnie harmonia jest tym, co sprawia że muzyka działa kojąco. Również stare instrumenty mają przewagę nad nowymi konstrukcjami: w czasach baroku grano na skrzypcach z jelitowymi strunami, których dźwięk był bardziej przyjazny ludzkim uszom.

Kluczem wyboru nie jest poprawność wykonania: - Zdarzają się wykonania technicznie gorsze, ale posiadające większa siłę przekazu.

Muzykoterapeuci podkreślają jednak, że nie ma uniwersalnych recept: - Choć muzyka klasyczna jest najbardziej uniwersalna, zetknąłem się i z takim przypadkiem, że młody pacjent nie był w stanie znieść dźwięku klasycznych instrumentów – wspomina prof. Aleksander Araszkiewicz, który z bydgoskimi muzykoterapeutami współpracuje na oddziale zaburzeń lękowych.

Profesor Pospiech pilnuje, aby jego współpracownicy byli przygotowani na takie sytuacje, w podręcznej płytotece ma m.in. klasyczne utwory w transkrypcjach na gitarę czy fletnię pana, a także pierwszą płytę Toma Jonesa.
Stare przeboje nosi ze sobą również Dawid Bochen, który od kilku lat prowadzi muzykoterapię wśród pacjentów wrocławskiego hospicjum: - Nie ma muzyki akceptowanej przez każdego, za każdym razem trzeba dobierać ją indywidualnie pamiętając o tym, że muzyka jest pretekstem, który pozwala pacjentowi otworzyć się albo powrócić do przyjemnych wspomnień – podkreśla Bochen. - Owszem, często pacjenci chcą słuchać Vivaldiego i Symfonii pastoralnej, ale do innych bardziej trafiają stare piosenki, na przykład Fogg.


Strauss z sanatorium

Zdaniem Bochena ludzie starzy są szczególnie podatni na terapię muzyczną, ponieważ żyją często pośród zupełnie obcych dźwięków:

- Swoich ulubionych melodii nie znajdują w radiu, a nie stać ich na sprzęt muzyczny i płyty. Dlatego powrót do dźwięków, które łącza się z pięknymi wspomnieniami pozwala odwrócić uwagę od smutnych doświadczeń i przerwać medyczny łańcuch, w którym ból zwiększa lęk i na odwrót. Słuchanie muzyki wypełnia też czas, bo choroba jest zwykle stanem fatalnej bezczynności.

Pani Weronika, którą Bochen zdążył odwiedzić tylko raz, prosiła o walce Straussa, których razem z mężem słuchała przed laty w sanatorium.

Z osiemdziesięcioletnią Krystyną cierpiąca na nowotwór, wrocławski muzykoterapeuta zdążył spotkać się cztery razy. Ośmielona rozmową o muzyce wyznała, że przez całe życie marzyła o rysowaniu, które było jej pasja w dzieciństwie, ale rodzice zakazali jej zajmować się takimi bzdurami. Słuchając muzyki zaczęła rysować. Zdążyła zostawić po sobie kilka prac.

Muzykoterapię można studiować w kilku ośrodkach akademickich. W Bydgoszczy możliwość takiej specjalizacji mają na razie studenci medycznych kierunków na UMK.

Od kilku lat można kształcić się na studiach podyplomowych w Krakowie: - Interesują się nią osoby po psychologii, pedagogice, ale również po akademii muzycznej. Na roku jest zwykle około 16-17 osób – mówi dr Ewa Klimas-Kuchtowa. - Niestety nadal muzykoteraputów nie ma w oficjalnym spisie zawodów, o co usilnie zabiegamy. Profesor Pospiech realizuje w Bydgoszczy dzieło życia: - Stworzymy Centrum Muzykoterapii, nowatorską placówkę o europejskim znaczeniu.

Inwestycja finansowana przez Unię Europejską i prywatnych sponsorów ma kosztować około 50 milionów złotych. Wojciech Pospiech szacuje, że budowę uda się rozpocząć za cztery lata. Obiekt pomieści dwie sale koncertowe i kilkanaście mniejszych pomieszczeń do terapii.


Mozart na stadionie

Zanim powstanie Centrum, profesor chce oddziaływać muzyką na kibiców żużla. Kilka klubów już wyraziło zgodę na to, aby muzykę podczas przerw dobierali specjaliści z Bydgoszczy. Profesor ma nadzieje, że odpowiednio dobrana klasyczna i folkowa muzyka stonuje emocje, a przede wszystkim zmniejszy ryzyko zawału u kibiców. Być może wiec już niedługo w przerwach między wyścigami kibice będą bawić się w rytm "Marsza tureckiego" Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Mecz żużlowy trwa około dwóch godzin, z tego zaledwie kwadrans zajmują sportowe emocje. A co poza tym? Przede wszystkim muzyka. Dominują utwory z popowych list przebojów oraz disco polo.

Prof. Wojciech Pospiech, który jest także kibicem żużla, planuje wykorzystanie dzieł m.in. Wolfganga Amadeusza Mozarta i Jozefa Haydna. Konkretne utwory nie zostały jeszcze wybrane. - Na stadionach sprawdzić się powinna świetnie także muzyka folkowa - uważa naukowiec. - Sądzę, że muzyka wprowadzająca odpowiedni nastrój może hamować agresję.

Prawdopodobnie po raz pierwszy eksperyment zostanie przeprowadzony podczas turnieju Grand Prix w Polsce. Jeżeli oprawa muzyczna spodoba się kibicom, to projekt zostanie włączony do repertuaru stadionów ligowych. Wstępne rozmowy przeprowadzono już z klubami z Gdańska, Rawicza i Bydgoszczy.

Autor: Adam Willma

Komentarze