Mózg umiera pierwszy

Rozmowa z prof. dr. hab. Tomaszem Trojanowskim, kierownikiem Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej AM w Lublinie.

Co jest fascynującego w ludzkim mózgu?


To, że dzięki niemu odbieramy bodźce ze świata zewnętrznego, jesteśmy w stanie poznać i reagować na otoczenie w sposób najwłaściwszy, co jest warunkiem naszego przetrwania. Ale szczególnie fascynujące jest to, że ludzki mózg osiągnął zdolność wytwarzania pojęć abstrakcyjnych, takich jak miłość czy patriotyzm, które są w stanie wpływać na nasze zachowanie. To dzięki mózgowi człowiek może działać z powodów altruistycznych, mimo iż nie przynosi mu to materialnych korzyści.


Niezwykle interesujące jest także istnienie tzw. zespołu informacyjnego.


Człowiek jest w stanie zapamiętać ogromną ilość informacji. Różne funkcje pamięciowe są zlokalizowane w różnych strukturach mózgu. W innych miejscach lokalizowana jest pamięć stara, a w innych świeża. Badamy, w jakiej formie mózg zapisuje te informacje. Czy w formie obwodów bioelektrycznych, czy może w postaci zjawisk biochemicznych? Ale daleko nam do tego, by poznać wszystkie tajemnice pamięci.


A gdybyśmy je dogłębnie poznali?


Być może o wiele łatwiej i szybciej byśmy się uczyli.


Pytam o zespół informacyjny, bo często zdarza się, że człowiek, któremu amputowano kończynę, nadal twierdzi, że ją czuje, skarży się na jej ból. Jak to wytłumaczyć?


Może zdarzyć się tak, że pomimo braku kończyny bodźce nadal docierają do kory mózgowej ze wzgórza, stacji przełączającej impulsy czuciowe.


Ale wtedy nie wystarczy już środek przeciwbólowy?


Wówczas można wykonać operację neurochirurgiczną niszczącą pewną część mózgu i uwolnić człowieka od tego typu bólu, ale jest to bardzo trudne.


Panie profesorze, a kiedy następuje śmierć?


Obecnie uważa się, że śmierć człowieka następuje w momencie śmierci pnia mózgu, kiedy zanika możliwość aktywacji kory mózgowej. Wiemy na pewno, że śmierć nie jest jednoczasowym zjawiskiem. Mózg umiera pierwszy.


A co dzieje się podczas śmierci klinicznej, kiedy człowiek, który jej doświadcza, wraca do życia i mówi, że pamięta „wyprawę” na tamten świat. Co wtedy zapamiętuje mózg?


Człowiek może przeżyć zatrzymanie krążenia, dzięki skutecznej reanimacji. Ale śmierć mózgu również nie jest jednoczasowa. Kiedy spadają rezerwy energetyczne, komórka nerwowa może jeszcze przez chwilę funkcjonować. Można sobie wyobrazić, że kiedy proces zamierania mózgu nie przebył jeszcze całej drogi, to silne przeżycia umierającego człowieka mogą w sposób gwałtowny uruchamiać pewne obszary w mózgu – w wyniku tego dochodzi do niezwykłych, ale częściowo przypadkowych wizji.


Czasem bywa też tak, że człowiek poddany narkozie nie chce się wybudzić, pomimo że opieka anestezjologa jest prawidłowa. Jakby nie chciał już wracać do życia…


Zwykle doszukujemy się tu jakiejś przyczyny organicznej.


A czy sen jest podobny do śmierci?


Samo zasypianie może przypominać okres zasypiania nieodwracalnego. Kiedy człowiek zasypia, mózg obniża swój poziom metabolizmu.


Człowiek potrafi podróżować we śnie. Z jednej strony śpi, z drugiej jest w innym, odległym miejscu. Nauka wie, jak to możliwe?


Dzieje się tak za sprawą marzeń sennych. Mózg potrzebuje takiej aktywności, żeby wypocząć. Jest to ciekawe zjawisko, ale też nie do końca poznane.


Teolodzy mówią o duszy, lekarze chińscy o energii „Chi”, a my o tym, że czasem tylko wiara może pomóc pacjentowi. Jak to jest z tą wiarą?


Wiara bywa sprzymierzeńcem pacjenta w walce z chorobą. Ale zależy to od rodzaju choroby. W wypadku chorób nieuleczalnych nie możemy człowieka oszukiwać. Ale jednocześnie nie możemy odbierać mu nadziei. Jeżeli już mówimy o ponadmaterialnych aspektach ludzkiego życia, to ja dopatrywałbym się ich w duchu walki z chorobą. Od siły tej walki zależy czasem bardzo wiele.


Czy ludzie, których medycyna nie potrafi wyleczyć, powinni szukać pomocy gdzie indziej? Na przykład w medycynie chińskiej bądź u bioenergoterapeutów?


Myślę, że w takim przypadku i lekarze, i inni ludzie powinni wspierać człowieka w walce o życie. To wsparcie może dawać efekty. Jestem sceptycznie nastawiony do cudownych uzdrowień, bo zostałem wykształcony i swe życie spędzam praktykując w medycynie klasycznej, opartej na faktach i dowodach. Jeżeli ktoś choruje na raka mózgu, to wiemy, że radioterapia przedłuży mu życie o kilka miesięcy. Jeśli z niej nie skorzysta, a skorzysta z pomocy alternatywnej metody leczenia, to traci szansę na wydłużenie życia.


W amerykańskich szpitalach lekarze korzystają z pomocy dyplomowanych bioenergoterapeutów?


Pacjenci mogą korzystać z ich działań na własne ryzyko i nikt nie może im tego zakazać. Ludzie zajmujący się alternatywnymi formami leczenia deklarują chęć współpracy z lekarzami, natomiast odmawiają badań skuteczności swych metod. Wszystko byłoby w porządku, gdyby poddali się tym samym regułom oceny co każdy lekarz.


Czy z perspektywy pańskich zainteresowań, chiński lekarz, indiański szaman bądź polski bioenergoterapeuta może za sprawą swego mózgu wpływać na poziom energii chorego i przez jej dodanie – pomagać w powrocie do zdrowia?


Może wpływać, choć nie wiem, czy polega to na dodawaniu energii. Jeśli ktoś potrafi wywołać w chorym silne przeżycie, może mieć to wpływ na przebieg choroby. Człowiek jest całością duszy, mózgu i ciała – stąd ogromna popularność medycyny holistycznej, której wielkim zwolennikiem jest w Lublinie prof. Klamut.


Czy spotkał się pan z sytuacją, gdy rozum podpowiadał, że to już koniec życia, a jednak zdarzał się cud?


Tak. Widziałem pacjentów ze zdiagnozowanym nowotworem, u których jego rozwój się zatrzymał.


Jak mogło się to stać?


Odpowiem panu i czytelnikom słowami mojego przyjaciela, który jest szefem kliniki neurochirurgii w Berlinie – w miłości i medycynie nie używaj słów nigdy i zawsze.

Autor: Waldemar Sulisz

Komentarze