Miniaturowi następcy tuby

Problemy ze słyszeniem powstawać mogą wskutek zaburzeń przewodzenia lub odbioru dźwięków w ślimaku, nerwie słuchowym i wyższych ośrodkach w mózgu. W zależności od miejsca uszkodzenia nazywamy je niedosłuchami przewodzeniowymi lub odbiorczymi.

Niedosłuchy przewodzeniowe najczęściej z dobrym skutkiem możemy leczyć chirurgicznie, zaburzenia odbioru dźwięków wymagają natomiast zastosowania elektronicznych urządzeń wzmacniających lub wspomagających słyszenie.


6 kilogramów słuchu

- Problem wzmocnienia dźwięku nurtował ludzi od dawna, gdyż zauważono, że przyłożenie dłoni do małżowiny może wzmocnić słuch wskutek lepszego zbierania dźwięków. W badaniu potwierdzono ten fakt i określono, że chodzi o około 5-10 decybeli – mówi dr med. Józef Mierzwiński, ordynator Oddziału Otolaryngologii Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy.

Pierwsze aparaty słuchowe przypominały rogi myśliwskie lub tuby. Dzięki rozszerzeniu u wylotu skupiały fale dźwiękowe, co nieznaczne poprawiało komfort słyszenia. Kupić je można było w sklepach już 200 lat temu. Korzystał z nich m.in. Ludwik van Beethoven, gdy pod koniec życia cierpiał na głęboki niedosłuch.

W 1889 roku, po odkryciu przez Edisona możliwości zamiany energii akustycznej w elektryczną i odwrotnie, powstał pierwszy aparat słuchowy wykorzystujący to zjawisko. Ważył 6 kg i kosztował niebotyczną jak na owe czasy kwotę 400 dolarów. Nic więc dziwnego, że naukowcy i lekarze postawili sobie za cel jego miniaturyzację. W roku 1937 aparaty ważyły już około 2 kg i można je było nosić ze sobą.


Nawet prawie niewidoczny

To osiągnięcie – na szczęście - również nie zakończyło prac nad miniaturyzacją i ulepszaniem aparatów słuchowych. Dzięki temu dostępne są dziś rozmaite urządzenia, tak pod względem wielkości, jak i oprogramowania, w aparatach pojawiają się programy do używania w hałasie, słuchania muzyki...

Nowoczesne aparaty w większości oparte są więc na technologii cyfrowej, co powoduje, że przetwarzają praktycznie wszystkie dźwięki słyszane przez człowieka normalnie słyszącego. Dalsza miniaturyzacja poszczególnych części aparatów spowodowała natomiast, że możliwe stało się najpierw umieszczanie ich na małżowinie usznej albo w uchu zewnętrznym. Na zewnątrz widoczna jest więc jedynie niewielka obudowa, w której znajduje się część elektroniczna aparatu. Stąd dźwięk przenoszony jest wężykiem do wkładki, umieszczonej głębiej w uchu.

Coraz bardziej zaawansowane technologie pozwalają już jednak i na to, by aparaty były prawie niewidoczne. Dzieje się tak za sprawą urządzeń wewnątrzusznych (ITE) i wewnątrzkanałowych (CIC). W tym ostatnim przypadku aparat jest umieszczony głęboko w przewodzie słuchowym, z czego pacjent ma wymierne korzyści – nie musi się przejmować szumem wiatru, który pogarsza słyszalność, z większą łatwością może rozmawiać przez telefon korzystając ze standardowej słuchawki, umie określić kierunek, z którego dochodzi dźwięk.

Autor: Małgorzata Januchowska

Komentarze