Miłosne tete-a-tete - dlaczego uprawiamy seks?

Nie tylko pożądanie sprawia, że lądujemy z kimś w łóżku. Jest wiele innych powodów, dla których uprawiamy seks i potrzeb, które próbujemy dzięki niemu zaspokoić. Niestety, seks nie jest lekarstwem na wszystko. Mając wobec niego nierealne oczekiwania, narażamy się na frustrację. Także seksualną.

Seks jest istotnym elementem naszego życia i źródłem ekscytujących przeżyć. Często jednak, wraz z pożądaniem, zabieramy do łóżka inne, czasem nieświadome dla nas potrzeby. Uprawiamy seks, choć naprawdę pragniemy czułości, towarzystwa, chcemy odreagować stres. Bliskość fizyczną mylimy z emocjonalną. Czasem wierzymy, że seks ochroni nas przed zdradą lub będzie monetą przetargową w relacji z partnerem. Przeceniamy jednak jego rolę i możliwości.

Dodatkowe potrzeby można porównać do nadliczbowych partnerów w łóżku, którzy kradną nam część przyjemności. Dlatego czasem po zbliżeniu odczuwamy pustkę i przygnębienie. Oczekiwaliśmy czegoś więcej niż zaspokojenia seksualnego. Skupieni na dodatkowych wymaganiach, nie umiemy czerpać pełnej przyjemności seksualnej. Sądzimy, że problem tkwi w seksie. Tymczasem przeszkadzają nam nierealne oczekiwania, które z nim wiążemy.
Przyjrzyjmy się, czym jest seks, gdy pomiesza się go z ukrytymi motywacjami.


Seks jako unikanie intymności

Nie zawsze ludzie, którzy idą razem do łóżka, są sobie emocjonalnie bliscy. Seks z przygodnym partnerem również może być satysfakcjonujący fizycznie. Istnieją związki, w których małżonkowie dzielą wspólne życie i łóżko, lecz nie zależy im lub nie potrafią zbliżyć się do siebie emocjonalnie. Czasem pomaga im w tym seks. Niektórzy wszelkie konflikty kończą w łóżku. Gdy ona wszczyna awanturę, on szybko przeprasza i stara się ją przebłagać pocałunkami. Finał ma miejsce w pościeli. Spór zostaje na jakiś czas zażegnany, choć nie rozwiązany. Pary, które obierają tę strategię jako dominującą, tracą szansę na rozwój związku. Nie uczą się rozumieć partnera ani pokonywać wspólnie przeszkody. Z czasem problemy nawarstwiają się i grożą destabilizacją związku.

Od istotnych problemów w związku mogą odwracać uwagę także kłótnie o seks. Istnieją pary, które kłócą się tylko o to. Żadne inne problemy nie są przez partnerów zauważane. Uważają, że poza seksem ich pożycie jest idealne. Toczą za to wieczne boje, kto co powinien robić – częściej, lepiej, inaczej. Kto miał więcej zadowolenia, bo był bardziej samolubny, kto dla kogo się bardziej poświęcił. Kłopoty łóżkowe są najczęściej zwierciadlanym odbiciem nieseksualnych problemów, ale para zwykle nie potrafi obejrzeć ich z tej perspektywy. Poprawa funkcjonowania w takich związkach sprowadza się do zakazu kłótni o seks.

Bywa też, że partnerom trudno spotkać się na miłosnym tete-a-tete. Żałują tego, chcieliby kochać się częściej, ale jakoś im nie wychodzi. Brakuje czasu, są zbyt zmęczeni. Każde ma wiele ważnych powodów, by seks odłożyć na później. Niechęć do zbliżenia może być obrazem dystansowania się do siebie partnerów, nie tylko w sferze seksu, ale także emocji. Unikając seksu, tak naprawdę unikają zbliżenia się do siebie.

Seks bywa także skutecznym sposobem na unikanie bliskości. Funkcjonują tak szczególnie osoby, które wierzą, że w dobrych związkach nie ma kłótni i mają trudność z wyrażaniem własnych emocji.


Seks jako gwarancja wierności

Zdrada to zawsze bolesny cios dla związku. Dlatego małżonkowie zrobią wiele, by się przed nią chronić. Wielu z nich wierzy, że jeśli partner nie będzie narzekał na brak seksu w związku, nie będzie szukał go poza nim. Starają się więc kochać tak często, jak tylko się da, o wiele częściej niż wynika to z ich naturalnych potrzeb. Niektórzy, szczególnie przed dłuższą rozłąką inicjują kontakty, aby ona czy on „byli wierni”. Niestety, taki seks pozbawiony jest spontaniczności, naznaczony poczuciem obowiązku, przesytu. W tle pobrzmiewa żal wywołany brakiem zaufania.

Nadmiar seksu bywa zabójczy dla pożądania, sprowadza na partnerów znużenie, niechęć. A pomysł „skoku w bok” może wydać się całkiem atrakcyjny, choćby dlatego, że inny partner będzie mniej wymagający, a kontakt pozbawiony napięcia, które towarzyszy partnerom, którzy kochają się „na zapas”. I tak, zamiast się chronić, można bezwiednie prowokować zdradę.

Innym, naiwnym sposobem na zachowanie wierności jest oszczędne dozowanie pożycia w przekonaniu, że tylko niedosyt sprawia, że ma się ochotę wrócić po więcej. Ten sposób myślenia dotyka wielu kobiet, którym brakuje pewności siebie, żyjących w lęku, że nie starczy im atrakcyjności, by ktoś chciał z nimi być w długotrwałym związku. Sądzą, że podtrzymają napięcie seksualne poprzez dawkowanie i dystansowanie partnera. Najczęściej jednak wzbudza to uzasadnioną złość i brak zrozumienia. W rezultacie oddala partnerów, zamiast ich do siebie przyciągać.
Takie strategie są charakterystyczne dla osób, które przeceniają rolę seksu, nie dostrzegając wagi bliskości emocjonalnej. Nie da się zagwarantować wierności partnera, ale najlepszym zabezpieczeniem jest głęboki i znaczący emocjonalnie związek.


Seks z zemsty

Czasem seks jest słodkim narzędziem zemsty na partnerze. Dzieje się tak w przypadku romansów odwetowych („Ty zraniłeś mnie, ja teraz zranię ciebie”). Poza satysfakcją z odwetu, tak motywowany seks zwykle nie przynosi satysfakcji seksualnej. Osoby szukające zemsty są zwykle niecierpliwe, przepełnione złością i skupione na krzywdzie, co nie sprzyja wczuwaniu się w doznania płynące z ciała. Wybór partnera do aktu zdrady bywa pośpieszny, często bez wygórowanych oczekiwań. „Mściciel” sam często czuje się potem wykorzystany. Po jakimś czasie pojawia się poczucie winy i szukający rewanżu partner czuje się ze sobą jeszcze gorzej. Zemsta nie przynosi więc ani przyjemności, ani ukojenia.

Romanse odwetowe zwykle gmatwają związek jeszcze bardziej. Obopólne zdrady są trudniejsze do pokonania niż jedna. Wzajemne zadawanie ran jest niedojrzałe i tylko potęguje problemy między partnerami. Niektórzy mszczą się poprzez odbieranie partnerowi przyjemności w łóżku. Jeśli kogoś kochamy, to zwykle wiemy, jak tę osobę uszczęśliwić, lecz jednocześnie, co może popsuć jej radość z seksu. Sabotaż w postaci zbyt mocnego kąsania, wycofywania się z gry miłosnej w najbardziej ekscytującym momencie czy odmawianie partnerowi kontaktu („Nie jestem w nastroju po tym, jak się zachowałeś na przyjęciu.”) może być dojmującą formą karania. Jeśli kara jest jasno wyartykułowana, jest szansa na omówienie i rozwiązanie problemu. Jeśli jednak odbywa się bez wyraźnych znaków, partner może nie domyślać się, że jest w ogóle karany. Tym samym, w związku nie ma szans na zmianę. W pewnym sensie „karzący” karze także sam siebie.

Seksu, jako narzędzia zemsty używają ludzie, którzy nie radzą sobie ze zranionymi uczuciami i nie potrafią otwarcie wyrażać złości. Wolą ranić zza węgła, niż jawnie rozmawiać o problemach. W ten sposób pozbawiają się jednak szansy na ich rozwiązanie.


Seks jako ucieczka przed samotnością

Jest wiele osób, które wolą iść do łóżka z kimkolwiek, byle nie spędzić nocy samotnie. Choć statystycznie przybywa singli, to jednak wiele osób trudno znosi samotność i robi wszystko, by jej nie doświadczać. Niestety, seks nie tyle jej przeciwdziała, co ją kamufluje, bo bliskość fizyczna stwarza iluzję bliskości emocjonalnej. Przygodny seks zostawia zwykle poczucie pustki i rozczarowanie, o ile chodziło w nim o coś więcej niż chwilową przyjemność. Odwraca jednak uwagę od rzeczywistych problemów i osobom, które w niego uciekają, wydaje się, że do szczęścia potrzebny jest im wyłącznie seks.

Pójście do łóżka szybko skraca dystans między dwojgiem ludzi. Sprawia, że etapy oswajania się ze sobą, budowania intymności pokonują – pozornie – podczas jednego wieczoru. Przygoda nierzadko przekształca się w dłuższy związek. Partnerzy łudzą się, że skoro widzieli się nago, to się dobrze znają. Skoro sypiają ze sobą, to przecież coś ich łączy. Zamykają oczy na słabsze strony partnera, także na to, że po drugiej stronie brak głębszego zaangażowania. Fascynację erotyczną mylą z zakochaniem. I po jakimś czasie są zdziwieni, że kolejny związek nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

Samotnym można być także w małżeństwie. Często partnerzy trwają przy sobie mimo braku uczuć, a to dlatego, że boją się życia w pojedynkę. Szukają ukojenia w seksie, ale go nie znajdują, bo poczucie osamotnienia odzwierciedla stan emocji w ich związku.

Osobom, które zabijają samotność seksem, często brakuje pewności siebie, własnych pasji. Potrzebują kogoś, kto ich na każdym kroku wspiera, organizuje im świat. „Ludziom-bluszczom” potrzebne jest odnalezienie własnej, odrębnej tożsamości. Jest ona niezbędna, by zbudować dojrzałą relację z drugim człowiekiem.


Seks pod presją społeczną

Człowiek jest istotą społeczną. To, co robią i mówią inni, ma wpływ na nasze postępowanie. Przejmujemy się, porównujemy, chcemy dobrze wypaść na tle innych. Z delikatną sferą seksu jest podobnie. Wszyscy chcemy myśleć o sobie, jako o nowocześnie myślących i sprawnych seksualnie osobach, bo stanowi to wartość we współczesnym świecie. Nie dziwi więc, że jesteśmy podatni na presję społeczną. Wiedza o tym, co inni robią w sypialni wpływa na to, co my sami jesteśmy skłonni w niej robić. Słuchamy przechwałek znajomych, przyglądamy się statystykom. Wpadamy w popłoch, jeśli pojawia się znacząca rozbieżność. Ilość stosunków, preferowane pozycje – te informacje są źródłem stresu dla wielu par.

Kuźnią informacji jest też telewizja, kino czy internet. Media bombardują nas obrazami zdradzających się par, przygodnego seksu konsumowanego jak hamburger na rogu ulicy, seksu służącego manipulacji. I choć zdajemy obie sprawę, że to zafałszowany obraz rzeczywistości, jednak z wypiekami na twarzy ulegamy jego magii i przeceniamy znaczenie seksu w naszym życiu.

Starania, by dorównać standardom lansowanym przez media czy chwalącym się przy piwie kolegom, bywają zabójcze dla sypialnianych przyjemności. Gdy zaczynamy ścigać się z jakimś narzuconym ideałem, gubimy własne preferencje, tracimy z oczu związek, traktując seks jak wyzwanie, któremu należy podołać. Ale porównywanie się z innymi może odnosić także dobre skutki. Choćby wtedy, gdy pod ich wpływem ośmielamy się wprowadzać w czyn fantazje, które wydawały nam się zbyt śmiałe, stajemy się otwarci na eksperymenty i innowacje w łóżku. Bo skoro inni „to” robią, dlaczego nie my?

Najbardziej podatne na uleganie presji społecznej są osoby, które nie mają jasno sprecyzowanych norm, określają siebie przez porównywanie się z innymi. Często to osoby, które były wychowywane w surowej moralnie atmosferze i będąc dorosłe wciąż buntują się poprzez seks i szukają w nim potwierdzenia własnej wartości.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    szukają w nim potwierdzenia własnej wartości.... " ----- ja odnoszę wrażenie, że bardzo często.