Miłość na odległość

Kobiety od zawsze skazane były na czekanie – ich mężczyźni wyruszali kiedyś po ogień czy mamuta, później na wyprawy wojenne. Dziś nasi mężowie są na dyżurach, w rejsach, na delegacjach. Jak długo tak można żyć?

Czy chcemy tego czy nie, związki na odległość stają się coraz bardziej popularne. Międzynarodowa organizacja gospodarcza OECD szacuje, że w 2010 r. co czwarta para będzie żyła w ten sposób.


Świąteczna relacja

Na początku związku jest cudownie. Choć tęsknota męczy, to powroty wszystko wynagradzają. Czułościom nie ma końca. Związek jest idealny, bo każdy bardzo się stara. Potem jednak ona lub on wyjeżdża i tęsknota jest nie do zniesienia. – Czasami nawet jego chrapania mi brakowało. Jak chrapie, to wiem, że jest blisko – mówi Basia, której chłopak studiuje za granicą. – Dziś jestem szczęśliwa, za trzy dni Piotrek wróci, przytuli, pocałuje. Ale świadomość, że za tydzień znów wyjedzie na trzy miesiące, przeraża mnie i nie pozwala w pełni cieszyć się szczęściem. To taki związek od święta.


Za tych, co na morzu

Małżeństwa marynarzy to prawdziwa emocjonalna huśtawka. Od tęsknoty, gdy on na morzu, przez euforię powrotu, po irytującą obecność na co dzień. Ale to, co przeważa, to konieczność radzenia sobie samej: – Na początku, gdy byliśmy jeszcze sami, było super – opowiada Magda, żona marynarza. – Zakochani, bez obowiązków. Czar prysł, gdy urodził się synek, a może jeszcze wcześniej, gdy byłam w ciąży. Przechodziłam ją zupełnie sama. Zaczęły się kłótnie, wypominanie wolnego czasu, którego i tak nie mieliśmy dla siebie. Po trzech miesiącach znów wypłynął, zostałam sama z dzieckiem na kolejne pięć miesięcy. Z kolkami, ząbkowaniem, płacząc po nocach z bezsilności. Gdy wraca, jest dobrym ojcem, ale ja już nie mam serca do takiego życia. W naszym związku jest coraz gorzej przez to, że nie było go w najcięższych i najszczęśliwszych chwilach życia przy mnie, straciłam z nim więź emocjonalną.

Inne żony czekające miesiącami na męża nie kryją, że nigdy nie wiadomo, czy do domu wraca wciąż ten sam człowiek. – Potrzebuję tygodnia, dwóch, żeby znów poznać jego nawyki, zachowania, reakcje. Kiedy zbliża się termin przyjazdu mojego męża, to nie skaczę z radości, raczej boję się tego, czy się nie zmienił, tego, co mogło się gdzieś tam wydarzyć, a o czym nigdy się nie dowiem – mówi Joanna. – Nigdy nie wiem, kto przyjedzie zamiast mojego męża do domu – człowiek grubszy/chudszy o 15 kilogramów, z jakimi nowymi nawykami, których nie będę mogła znieść, bardziej znerwicowany, przepracowany. Być z marynarzem to czasem gorsze, niż być samotnym – nigdy nie wiesz, czy warto było czekać.


Za granicą

– Związek na odległość to fikcja, to życie tym, co było kiedyś, a nie tym, co jest teraz – opowiada Małgosia, która rok spędziła z dala od swego chłopaka, pracując za granicą. – Nie ma w nim bliskości, obecności kochanej osoby, nie ma „nas”. Pojawiają się setki problemów, którym partnerzy muszą stawić czoło sami, co staje się często przyczyną konfliktów. Małgosia twierdzi, że zbudowali dwa oddzielne światy, w których nauczyli się funkcjonować już bez tej drugiej osoby. Wbrew pozorom wraz z upływem czasu wcale nie jest lepiej, tylko pogłębia się zazdrość, złość, frustracja. – Nam się jakoś udało, jesteśmy nadal razem, ale mam na sercu wiele plastrów, nasz związek to już nie jest to samo.


Ratujmy, co się da

Psychologowie są zgodni – związek na odległość ma szanse przetrwania tylko przez jakiś czas, jeśli wiadomo, że celem jest nieodległe w przyszłości bycie razem. Na dłuższą metę taka relacja ma więcej minusów niż plusów. Często mówi się, że osoby w związkach na odległość mają szansę za sobą zatęsknić. Omija je rutyna, a partner jest wciąż atrakcyjny, bo mało dostępny. Tak, na początek to wystarczy. Jednak im relacja dłuższa, tym większe są potrzeby związku, któremu na drodze do spełnienia staje odległość. Zdaniem demografa, prof. Krystyny Slany, co trzecie małżeństwo na odległość rozpada się.

Seksuolodzy przekonują, że ważny jest seks, który zbliża ludzi. Bliskość fizyczna jest ważna, bo tworzy wieź między partnerami. To czysty atawizm. Po zbliżeniu seksualnym w organizmach kochanków wytwarza się hormon odpowiedzialny za przywiązanie do partnera. Gdy tej bliskości seksualnej nie ma, przywiązanie znika. Jest to jedna z częstszych przyczyn rozpadania się związku i to bez względu na to, czy dzielą nas tysiące kilometrów czy tyko kołdra.


Niektórym się udaje

Związkom na odległość sprzyja dziś technika – telefon, tanie podróżowanie, internet. Czy to jednak może zastąpić prawdziwą bliskość? Zdarzają się wyjątki. Ale są to na ogół początki związku, jak u Karoliny, którą z partnerem dzieliło tysiąc kilometrów. – W ten sposób nasz związek trwał 2,5 roku, po czym przeprowadziłam się do mojego ukochanego i mieszkamy już razem prawie dwa lata. I są to najcudowniejsze lata mojego życia, zarówno te na odległość, jak i te spędzone razem.


Realne szanse

Nie ma recepty na szczęśliwy związek – bez względu na to, czy dzielą nas kilometry, czy tylko kilka centymetrów. Można być samotnym w tym samym pomieszczeniu, a blisko z kimś zza oceanu. Wszystko zależy od świadomości podjętych przez nas decyzji, od oszacowania kosztów, rozważenia wszystkich za i przeciw. Musimy liczyć się z tym, że relacja będzie wyglądała inaczej, że będzie się zmieniała, ale rozwój i przemiany wpisane są w każdy związek. Zastanówmy się, bez czego jest nam łatwiej żyć – kariery, pieniędzy, samostanowienia o sobie czy bez związku? Jedno jest pewne – oddalenie pokazuje nam, jak bardzo jesteśmy zaangażowani w związek i uświadamia, czy partner, z którym jesteśmy, jest właśnie tą osobą, na którą warto czekać.

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze