Metryka a profilaktyka

Ginekolog to przyjaciel kobiety - przekonują lekarze. Tymczasem panie po urodzeniu dzieci pokazują się w gabinetach tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują.

W Polsce im kobieta jest starsza, tym rzadziej odwiedza ginekologa. Zupełnie inaczej jest w Niemczech, gdzie panie robią sobie prozdrowotne prezenty - zawsze w dzień kolejnych urodzin odwiedzają ginekologa. I to bez względu na to, czy mają 30 czy 60 lat.

- Większość Polek po urodzeniu dzieci pojawia się u ginekologa tylko wówczas, gdy czegoś od niego potrzebuje - mówi dr Iwona Skonieczna-Makarewicz, specjalista ginekologii i położnictwa z bydgoskiej przychodni ,,Tatrzańska". - Na przykład gdy stosują hormonalną antykoncepcję lub hormonalną terapię zastępczą przychodzą systematycznie. Inne przychodzą przede wszystkim wówczas, gdy pojawiają się jakieś problemy. Najczęściej z powodu infekcji dolnego odcinka dróg rodnych, objawiającej się uczuciem swędzenia, pieczenia i dyskomfortu.


Zignorowane zaproszenia

Statystycznie rzecz wygląda następująco: w grupie pań powyżej 45. roku życia z hormonalnej terapii zastępczej (HTZ) korzysta ok. 7 proc., a antykoncepcję hormonalną stosuje 15 proc. Tu małe uściślenie, bo jak zaznacza dr Iwona Skonieczna-Makarewicz, dane te nie do końca są wiarygodne. Dlaczego? Ponieważ pochodzą sprzed kilku lat, kiedy doszło do wielkiej krytyki HTZ. Część kobiet z niej zrezygnowała, a kolejne, mimo wskazań medycznych, jej nie rozpoczęły.

- O tym, jak jest źle w tej kwestii profilaktyki ginekologicznej u starszych pań świadczą też reakcje kobiet na zaproszenia na cytologię lub mammografię - kontynuuje dr Iwona Skonieczna-Makarewicz. - Wysyłamy tysiące takich zaproszeń do pań w wieku od 25 do 59 lat, a na badanie przychodzi dosłownie garstka. W tym roku trafiło do mnie dziewięć kobiet z takim zaproszeniem. Podobnie jest z dostępnymi dla pań od 50 roku życia przesiewowymi badaniami mammograficznymi. Korzysta z nich może jedna na 10 zaproszonych kobiet. Pacjentki, które ukończyły 70 lat stanowią niewielką grupę, natomiast kobiety 80-letnie stanowią rzadkość - wymienia dr Iwona Skonieczna-Makarewicz.


Jest się czego bać

Do ginekologa po 45.-50. roku życia trafiają więc głównie te kobiety, które źle znoszą klimakterium, ale po zakończeniu terapii szybko przestają odwiedzać przychodnię. Inne do wizyt prowokuje nietypowe krwawienie, brzydki zapach, czasem namowa partnera. - Jeśli jednak pacjentka przychodzi do nas dopiero wtedy, gdy już coś złego się dzieje, to w przypadku rozpoznania poważnej choroby maleją szanse na jej wyleczenie - podkreśla dr Iwona Skonieczna-Makarewicz. - Kobiety zachowują się w tych sprawach nieracjonalne. Często kieruje nimi strach, niewiedza, nieświadomość lub magiczny sposób myślenia, że lepiej o problemie nie wiedzieć. Jakby nazwanie go, postawienie diagnozy wywoływało chorobę, było jego przyczyną.

A naprawdę jest się czego bać. Na raka szyjki macicy, o którym teraz tak wiele się mówi, zapada co roku ok.4 tysiące Polek, z których połowa niestety umiera.


Żenujący odzew

Wielkie akcje promocyjne nie zwiększają też zainteresowania szczepieniem się przeciwko wirusom HPV odpowiedzialnym za wywołanie tego nowotworu. Szczepienie jest drogie, ale i tak odzew naszego społeczeństwa na tę możliwość ocenić należy jako żenujący. Tylko w niektórych gminach i powiatach przeprowadzono akcje szczepień, ale obejmowały one wyłącznie dziewczynki 13-letnie - dodaje dr Iwona Skonieczna-Makarewicz. Podanie szczepionki w tym wieku zapewnia pełną odpowiedź immunologiczną organizmu. Mało kto wie jednak, że szczepionkę zastosować można przez większość dorosłego życia kobiety, do 56. roku życia, z tym, że nabyta ochrona może już nie być tak pełna.

Szczepienie plus systematyczne wizyty kontrolne i badania cytologiczne wykonywane co1-3 lata spowodowałyby, że rak szyjki macicy wykrywany byłby na znacznie wcześniejszym etapie niż to się dzieje obecnie. Dr Iwona Skonieczna-Makarewicz podkreśla, że od prawidłowego wyniku cytologicznego do wykrycia stanów przedrakowych mijają zwykle 3 lata, do zachorowania na postać inwazyjną - kolejnych 10. - Gdyby więc pacjentka przyszła choćby tylko raz na 2 lata, wykrywalibyśmy zmiany nowotworowe we wczesnym stadium - mówi.


Niezbędne USG

Choć zdecydowanie mniej mówi się o raku trzonu macicy i o raku jajników, nie stanowią one wcale mniejszego problemu. Na dodatek, zwłaszcza w przypadku raka jajników, nie ma w pełni wiarygodnych badań przesiewowych. Dlatego choroby te wykrywa się zwykle „przypadkowo", przy okazji badania ginekologicznego. - Te nowotwory często rosną po cichu, nie dając żadnych objawów, pacjentki więc nawet nie przypuszczają, że dziać się może coś złego - mówi dr Iwona Skonieczna-Makarewicz. - Cytologia też ich nie ujawni. Dopiero usg może pokazać problem.


Przyjaciel kobiety

Dr Iwona Skonieczna-Makarewicz dodaje też, że systematyczne wizyty u ginekologa nie powinny ograniczać się do badania narządów rodnych kobiety. Lekarz powinien brać pod uwagę także to, jak kobieta się porusza, czy ma nadwagę, wypytać ją o inne badania kontrolne, brane leki, zmierzyć ciśnienie, zbadać piersi. - To właśnie u nas wiele kobiet po raz pierwszy dowiaduje się, że ma nadciśnienie - mówi. - Mając dużą wiedzę o ich ciałach, przebytych chorobach i problemach zdrowotnych, stajemy się często powiernikami, doradcami. Co roku odbywają się specjalne kursy dla lekarzy poruszające tę tematykę, mające znamienną nazwę „Ginekolog - przyjaciel kobiety". Żeby jednak tak się stało, pacjentki muszą nam ufać, pytać, jeśli czegoś nie zrozumiały. Gdy zapraszamy na następną wizytę za pół roku - przyjść, jeśli wysyłamy na konsultację do innego specjalisty czy na dodatkowe badania - udać się na nie.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze