Materiał, który wiąże - dzieci nosimy w chuście

Coraz więcej specjalistów w naszym kraju namawia rodziców do kanguromanii, czyli noszenia dziecka w chuście. Nic dziwnego, że zamotany w tkaninę i wtulony w ciało matki maluch to coraz częstszy widok w naszym kraju.

Noszenie dzieci w chustach to nic nowego. Przytrzymywanie pociechy przy ciele dzięki kawałkowi tkaniny praktykowane było długo przed wymyśleniem wózków i nosidełek. Teraz ta metoda przeżywa na całym świecie renesans. Już nie tylko rodzice zachęcają innych do zastąpienia wózka chustą, ale także szereg specjalistów.


Dlaczego chusta?

– Dziecko po porodzie ma bardzo silną potrzebę bycia blisko matki – twierdzi lek. Kinga Guszkiewicz-Fras, rezydent w Klinice Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu Akademii Medycznej we Wrocławiu, która prywatnie także szybko przekonała się do chusty. – Jej głos, zapach i delikatne bujanie w rytmie, w jakim porusza się kobieta – to wszystko przypomina dziecku błogi czas ciąży. Dziecko noszone w chuście ma czas, aby powoli, w swoim rytmie, przystosować się do życia poza ciałem matki. Także wśród ginekologów nie brakuje zwolenników kanguromanii, którą można traktować jako przedłużenie okresu ciąży. – Z punktu widzenia biologii noworodek rodzi się przedwcześnie i potrzebuje łagodnego wprowadzenia w nowe środowisko – tłumaczy lek. Waldemar Litwiński, specjalista ginekologii i położnictwa. – Chustonoszenie jest także korzystnym zjawiskiem w zaburzeniach laktacji u kobiet. Maluch na klatce piersiowej matki może wpłynąć pozytywnie na podjęcie karmienia piersią.


Czytanie sygnałów

– Rodzic staje się bardziej wrażliwy na potrzeby dziecka – twierdzi pediatra, Halina Korcz – Mamy często mówią, że miewają przeczucie, iż z dzieckiem coś się dzieje. Na długo przed wystąpieniem objawów „widzą”, że maluch zachowuje się inaczej. Nosząc dziecko blisko siebie opiekun zauważa wzrost temperatury u dziecka czy niepokój.
Kanguromania staje się popularna także z pozamedycznych względów. Chusta eliminuje problem braku podjazdu dla wózków czy zbyt wysokich krawężników. Rodzic ma wolne ręce, więc mając dziecko przy sobie, może zająć się sobą albo obowiązkami domowymi. Może pójść do znajomych albo na wystawę, i jednocześnie nie musi rozstawać się z maluchem. Natomiast z punktu widzenia psychologii dziecięcej najważniejszy jest wpływ chusty na rozwój więzi między dzieckiem a matką. – Maluchom nie potrzeba odlotowych wózków, supernowoczesnych bujaczków, które same się ruszają czy najdroższych zabawek – tłumaczy Małgorzata Milczarek, psycholog dziecięcy, specjalista wczesnego wspomagania rozwoju dzieci. – One potrzebują miłości, bezpieczeństwa i więzi z rodzicami. Noszenie dzieci w chustach jest doskonałym sposobem na zapewnienie mu poczucia bliskości.


Tata też powinien

Od niedawna dużo mówi się i demonstruje na zdjęciach uśmiechnięte mamusie z maleństwami przytroczonymi różnobarwnymi chustami. A gdzie tatusiowie? – Chustonoszenie to wyzwanie także dla nich – mówi Małgorzata Milczarek. – W ich przypadku miłość do dziecka nie rozwijała się wraz z kolejnym kopnięciem w brzuch czy czkawką malucha. Muszą się z nią powoli oswajać, uczyć się jej dzień po dniu. A noszenie maleństwa w chuście bardzo w tym pomaga.

Do noszenia dziecka w chuście należy się odpowiednio przygotować. Najpierw trzeba zaopatrzyć się w tkaninę. Dobrej jakości chusta krótka kosztuje od 130 zł, długa – od 200 zł w górę. Materiał jest utkany ściegiem skośnokrzyżykowym, który rozciąga się równomiernie po obu skosach, pewnie podtrzymując niemowlęta i stabilnie utrzymując ciężar starszego dziecka. Producent chusty powinien posiadać certyfikaty świadczące o tym, że materiał jest pozbawiony substancji toksycznych.


Wskazówki

Wiązanie chusty może wydawać się trudne, ale przecież kiedyś trudne wydawało się nam wiązanie sznurówek. Umiejętność operowania tkaniną jest oczywiście w tej sytuacji sprawą o wiele ważniejszą – w końcu chodzi tu o noszenie naszego dziecka – ale na pewno każdy z nas jest się w stanie tego nauczyć. – Ważne, by kręgosłup dziecka był dobrze podparty i ustabilizowany, by nie „uciekał” w asymetrię – tłumaczy Anna D. Talar, fizjoterapeutka. – Uda dziecka powinny być zgięte i rozstawione, by zapewnić bezpieczną pozycję dla stawów biodrowych. Błędem jest zbyt luźno związany materiał – może powodować odginanie się malucha. Poza tym chusta oraz sposób wiązania musi być dopasowany do etapu rozwoju dziecka – inaczej będzie wyglądać, gdy nosimy niemowlę, inaczej gdy dziecko samo już trzyma główkę, jeszcze inaczej postępujemy w przypadku dzieci samodzielnie siedzących. Pamiętajmy, że maluch, który nie potrafi samodzielnie siedzieć, musi mieć zaokrąglony kręgosłup. Pozycja wyprostowana w chuście jest w tej sytuacji zabroniona. Nóżki muszą być nieznacznie odwiedzione i mocno podciągnięte. Żelazna zasada – kolana malucha muszą być na wysokości jego pępka.

W całym kraju organizowane są warsztaty chustonoszenia. Biorą w nich udział zarówno rodzice, jak i pracownicy służby zdrowia. Rodzice pod okiem lekarzy i fachowców uczą się wiązania. Najpierw trenują na lalkach. Gdy już opanują technikę, przychodzi czas na oswajanie dziecka z materiałem.

Autor: Sybilla Walczyk

Komentarze