Mamo, nie pal!

Od ponad trzydziestu lat wiadomo, że bierne palenie jest zabójcze. Dowody na to opublikowane zostały już w 1974r. Pierwsze doniesienia dotyczyły niemowląt i małych dzieci. To był początek końca wolności palaczy.

Dym tytoniowy zawiera 4000 związków chemicznych, z których ponad 40 stanowią substancje rakotwórcze. Wszystkie one docierają do najgłębszych zakamarków organizmu palacza powodując m.in. raka płuca czy zawał.

Jednak bierne palenie jest równie niebezpieczne. Szacuje się, że na osiem zgonów spowodowanych paleniem tytoniu jeden jest wynikiem biernego palenia. Boczny strumień dymu, czyli ten, który powstaje w wyniku spalania się papierosa, zawiera więcej szkodliwych substancji chemicznych niż ten, którym zaciąga się palący (aż 35 razy więcej dwutlenku węgla i 4 razy więcej nikotyny). Dzieje się tak, dlatego że ta boczna smuga powstaje w wyższej temperaturze i nie jest filtrowana.

Różnica polega na tym, że bierni palacze nie wdychają trujących substancji w tym samym stopniu stężenia, co palacze aktywni, ponieważ dym tytoniowy miesza się z powietrzem.

Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, dmuchając dziecku w nos narażamy je na choroby dróg oddechowych, problemy z koncentracją a nawet opóźnienie w rozwoju. Wymuszony kontakt z dymem tytoniowym powoduje nie tylko łzawienie oczu, kaszel czy napady astmy oskrzelowej, ale również wywołuje alergię. Trzeba pamiętać o tym, że metabolizm malucha jest zupełnie inny niż u człowieka dorosłego – dym wchłania szybciej, natomiast wolniej się pozbywa toksyn. Organizm dziecka jest niedojrzały i bardzo wrażliwy, każde zetknięcie się z dymem tytoniowym ma na niego wpływ. Dzieci palaczy cechuje też zwiększona podatność na rozwój nałogu w przyszłości. Bierne palenie jest niebezpieczne na każdym poziomie, substancje toksyczne pozostają w powietrzu nawet wtedy, gdy nie ma w nim już dymu. W domach, w których się pali, wietrzenie pomieszczeń pomaga na krótko, szkodliwe substancje są w obiciach kanapy, fotelach, na firankach. Żeby się ich pozbyć trzeba by wyszorować cały dom!

Świadomość dorosłych, co do szkodliwości biernego palenia jest coraz większa, jednak, jak wykazały badania przeprowadzane w Klinice Bydgoskiej, ciągle niewystarczająca. A przecież każde dziecko zasługuje na zdrowy start.


Z pediatrą, Jerzym Brazowskim z Kliniki Pediatrii, Alergologii i Gastroenterologii Collegium Medicum w Bydgoszczy rozmawia Daria Kaczmarek


- Ilu pediatrów w klasycznym wywiadzie lekarskim pyta matkę chorego dziecka, czy pali papierosy?


Niewielu, ciągle za mało. Często do naszego szpitala trafiają dzieci, które stale chorują. Przechodzą z jednej infekcji w drugą, biorą wiele antybiotyków a rodzice doszukują się nie wiadomo czego – spadku odporności, choroby przewlekłej, mukowiscydozy. Dziecko ma robione różnorodne badania, trwa to miesiącami, a jakoś nikt wcześniej nie zadał rodzicom prostego pytania – czy palą? Czasami oni sami nie palą, ale pali opiekunka czy dziadkowie i robią to przy maluchu. Nie mają świadomości, że wyrządzają mu krzywdę. Po wyeliminowaniu dymu tytoniowego okazuje się nagle, że dziecko przestaje chorować. Dlatego zaczęliśmy uczulać naszych studentów na zajęciach z propedeutyki pediatrii, podczas których uczą się badania lekarskiego, zbierania wywiadu, żeby zawsze pytali o to, czy w domu ktoś pali.


- Dziecko jest jak gąbka?


Dzieci wchłaniają dym szybciej i intensywniej niż dorosły człowiek. Ich organizm wolniej wydala wszystkie toksyczne metabolity. U dorosłych czas półtrwania kotyniny - markera tytoniu wynosi 24 godz. u dziecka jest to 36 godzin. To mówi nam o tym, jak długo te wszystkie toksyny się utrzymują. Niektóre z badanych w naszym szpitalu dzieci miało takie samo stężenie tytoniu jak dorośli palący 10 papierosów dziennie!


- Czy taki maluch może się zatruć dymem tytoniowym?


Tak, jak najbardziej. Dzieci mają większą liczbę oddechów na minutę. Dorosły oddycha z częstością 16-18 oddechów na minutę a dziecko 30, nawet 40 u noworodków, a więc szybciej i intensywniej wdycha toksyny. W dymie tytoniowym jest tlenek węgla, może więc zatem dojść do takich subklinicznych zatruć tlenkiem węgla. Dodatkowo, te wszystkie składniki dymu tytoniowego poza działaniem toksycznym mają działanie drażniące. Dziecko przebywające w zadymionym pomieszczeniu zaczyna kichać, kaszleć, łzawią mu oczy, gorzej się czuje. Ciągła ekspozycja na taki dym burzy jego układ odpornościowy, powoduje alergie. Często dorośli tłumaczą się, że nigdy przy dziecku nie palą, ale jeżeli mieszkanie ma 40-50 metrów i rodzice wychodzą palić do dużego pokoju czy kuchni to nic nie daje. Dym się miesza, rozchodzi po wszystkich pomieszczeniach i w rezultacie takie dziecko zostaje biernym palaczem.


- Dużo takich bezbronnych, biernych palaczy znajduje się w pańskim szpitalu?


Wydawało nam się, że tak, często wręcz czuliśmy, że ich ubranka, włosy przesiąknięte są dymem tytoniowym. Postanowiliśmy to sprawdzić naukowo. Przebadaliśmy 198 dzieci do dwóch lat, które trafiły do nas z powodu zapalenia dolnych dróg oddechowych. Każdy z rodziców hospitalizowanych maluchów dostawał do wypełnienia ankietę dotyczącą palenia, oprócz tego oznaczaliśmy stężenie kotyniny w moczu dzieci. Kotynina to taki marker dymu tytoniowego. Po dwóch latach badań okazało się, że jedna trzecia z badanych dzieci miała tę kotyninę w moczu. Zależność była taka, że im więcej osób w domu paliło tym większe było stężenie kotyniny u malucha i te dzieci były najdłużej hospitalizowane. U nich też najczęściej dochodziło do zapalenia płuc.


- Trudniej było je leczyć?


Badania potwierdziły, że takie narażone na wdychanie dymu dzieci po pierwsze, częściej chorują, po drugie, dłużej i wymagają antybiotykoterapii, bo mają trochę mniejszą odporność, a po trzecie częściej są hospitalizowane.


- Czy ankiety wypełniane przez rodziców zgadzały się z wynikami badania moczu dzieci?


To był taki swoisty test na prawdomówność. Do palenia papierosów przyznali się rodzice 88 maluchów, jednak u 18 dzieci, rodziców teoretycznie niepalących, wykryto kotyninę. Albo więc skłamali albo palił ktoś w najbliższym otoczeniu dziecka, z kim maluch na co dzień przebywał np. opiekunka, ciocia... Oczywiście rodzice dzieci, które miały kotyninę w moczu zostali odpowiednio uświadomieni, dostali pisemne informacje o szkodliwości biernego palenia.

Jednak większość dziwiła się bardzo, gdy dowiedziała się, że do szkodliwego działania na dziecko wystarczy nawet takie stężenie dymu tytoniowego, jakie się wnosi na ubraniu do domu.


- Czy przeprowadzone badania wskazały, które dzieci narażone są najbardziej na bierne palenie?


Najwyższe średnie stężenie kotyniny - markera tytoniu, było u dzieci, w rodzinach, w których paliło dwie lub więcej osób, u dzieci matek z wykształceniem zawodowym i ojców z wykształceniem podstawowym. A więc status społeczny, wykształcenie miały tu pierwszorzędne znaczenie. Dlatego ciągle trzeba edukować, wyjaśniać, prosić niefrasobliwych rodziców, by dali swoim dzieciom szansę na dobre, zdrowe życie.


Wywiad przeprowadzony został podczas konferencji „Tytoń albo Zdrowie”
Kraków, listopad 2009

Autor: Daria Kaczmarek

Komentarze