Mam szczęście do ludzi

W pracy spełnia marzenia, po godzinach cieszy się życiem. Zawsze uśmiechnięta i energiczna. Sekret jej dobrego samopoczucia to sport - lek na wszystkie dolegliwości, i miłość, bez której nie potrafi żyć. Rozmowa z Pauliną Sykut-Jeżyną.

Zaczynając od „Idola", jak burza weszłaś do świata znanych i lubianych dziennikarek telewizyjnych. Zostałaś prezenterką TV4, pogodynką w Polsacie, z Iwanem Komarenko wygraliście show „Tylko nas dwoje", współprowadzisz „Must be the music. Tylko muzyka". Nie sposób wymienić wszystkich twoich działań. Jak się odnajdujesz w świecie gwiazd, szybkiego tempa i na pewno nieprzeciętnych osobowości?


Od początku miałam sporo szczęścia. Przede wszystkim do ludzi, z którymi zaczynałam współpracę. Często się przecież słyszy, zwłaszcza w tym środowisku, że ktoś jest nieznośny, wszystko utrudnia i nie sposób z nim nawiązać przyjacielskie kontakty. Źle traktuje nowicjuszy. Mnie się to nie przydarzyło, spotykałam prawie wyłącznie życzliwych i sympatycznych ludzi, a to bardzo ułatwiło mi poradzenie sobie ze stresem w pracy. I jeszcze jedno, od dziecka występowałam w chórze, śpiewałam jako solistka i współpracowałam z różnymi zespołami muzycznymi. To mi pozwoliło oswoić się z publicznością, tremą i tym, że przygląda mi się sporo osób. Często byłam na scenie i czułam, że to jest moje miejsce.


Z tego, co mówisz, można wysnuć wniosek, że raczej zależało ci na karierze wokalistki, piosenkarki, a nie dziennikarki telewizyjnej.


Rzeczywiście, próbowałam swoich sił w tej dziedzinie. Występowałam z różnymi zespołami, ale zazwyczaj chciały grać inną muzykę niż ta, którą ja chciałam śpiewać. A kiedy już znalazłam wspaniały zespół, jego członkowie rozjeżdżali się w różne strony świata, by zdobywać wiedzę w najlepszych uczelniach muzycznych. Ja jednak się nie poddawałam i próbowałam dalej. Jeździłam na warsztaty dla wokalistów, uczyłam się i chętnie występowałam. Jednocześnie studiowałam kulturoznawstwo na UMCS w Lublinie, potem dziennikarstwo na UW. I to był doskonały wybór, bo intuicyjnie zawsze zmierzałam we właściwym kierunku. Praca dziennikarska, prezenterska jest dla mnie ogromnym spełnieniem, daje radość i energię. Dzisiaj czuję, że jestem w miejscu, w którym powinnam być. Pracuję „na scenie", tak jak kiedyś marzyłam.


Czy mówiąc „na razie" o tym, że nie występujesz jako wokalistka, masz na myśli to, że jednak będziesz śpiewać?


Tak, mam takie plany. Podjęłam współpracę z odpowiednimi osobami i będę nagrywała płytę. Rozmowy są bardzo zaawansowane i płyta wkrótce ukaże się.


Z twoją sytuacją zawodową wiąże się także bywanie na różnych oficjalnych bankietach, spotkaniach, promocjach, pokazach. Lubisz takie imprezy czy raczej traktujesz je jako obowiązek?


Nie chodzę na wszystkie imprezy, bo dużo pracuję. Bankiety nie są też sensem mojego życia. Najbardziej lubię wychodzić z mężem, wtedy mam pewność, że wieczór będzie udany.


Na specjalne wyjścia, gale musisz się odpowiednio ubierać. Jakie kreacje wtedy wybierasz. Czy masz ulubionych projektantów, stylistów?


Bardzo podobają mi się stroje Macieja Zienia, mają ogromną klasę. Lubią też stroje Lilit, projektantki z Armenii. Moje stroje na dwudziestolecie Polsatu i koncert sylwestrowy były właśnie jej autorstwa. Współpracuję z kilkoma zaprzyjaźnionymi stylistami, jak Piotr Koncki z Polsatu i Anna Zeman ubierająca mnie do programu „Must be the music".


Niedawno wyszłaś za mąż za Piotra Jeżynę. Podobno znacie się od lat. Nagle oboje stwierdziliście, że nie możecie bez siebie żyć?


Rzeczywiście, znamy się od lat, oboje pochodzimy z Puław. Gdy się poznaliśmy byłam bardzo młoda, ale już przy pierwszym spotkaniu między nami zaiskrzyło. Przez kilka lat pozostawaliśmy w kumpelskich relacjach. Gdy zostaliśmy parą, dobrze się znaliśmy. Razem dojrzewaliśmy do ważnych decyzji, do małżeństwa. Pomagały nam „burze" w związku, bo z każdej opresji wychodziliśmy razem. Potwierdzam, nie możemy bez siebie żyć.


Masz bardzo dużo zajęć, prowadzenie dużych imprez, koncertów, praca w telewizji. Wiem, że od dawna cierpisz na migrenę, a ona nie zawsze nadchodzi w momencie, kiedy mamy wolny czas i spokojnie możemy poleżeć w cichym, ciemnym i spokojnym miejscu. Jak sobie z tym problemem dajesz radę?


Staram się zapobiegać atakom, bo choruję od dziecka i mam już pewną wprawę. Prowadzę zdrowy tryb życia, zdrowo jem i uprawiam sport. To Piotr nauczył mnie biegać. Teraz uprawiam triatlon, czyli pływanie, jazdę na rowerze, bieganie. Regularnie biegam w maratonach warszawskich.


To imponujące, że choć całe dni masz wypełnione pracą, znajdujesz czas i ochotę, aby jeszcze uprawiać tak trudny sport.


No cóż, nie ukrywam, że gdy skończyłam 25 lat, zauważyłam, że moje ciało się zmienia, że czasem nie jestem już tak silna, że muszę więcej wypoczywać, że nie czuję się już tak dobrze w swojej skórze. Wzięłam się za siebie i odkryłam, że sport jest lekiem na wszystkie moje dolegliwości!


Powiedziałaś, że także zdrowo jesz, co jest bardzo wskazane przy każdej chorobie, również migrenie. Na czym polega twoja dieta?


Zawsze miałam tak zwaną intuicję, także pod względem jedzenia. Nigdy nie lubiłam czekolady, żółtych serów i nie piłam czerwonego wina. Niedawno dowiedziałam się, że osoby cierpiące na migrenę powinny tych produktów unikać. Jedzenie staram się przygotowywać w domu, nie spożywamy gotowych potraw. Wolę upiec kawałek mięsa, niż kupić kiełbasę. Kupuję wiejskie lub ekologiczne jaja. Ponadto staram się jeść niewielkie ilości co trzy godziny, podobnie Piotr.


Jak spędzacie wolny czas? Czy macie podobne sposoby na odreagowanie stresów, jakie zawsze pojawiają się w pracy?


Oboje lubimy wyjechać za miasto, pójść do lasu, oddychać tamtejszym powietrzem. A jeśli nie mamy zbyt dużo czasu, po prostu wychodzimy na spacer nad Wisłę, na Saską Kępę. Często wyjeżdżamy do rodzinnych Puław. Spotkania z rodziną dodają nam sił.Dużo jeździmy też rowerami. Czasem pokonujemy nawet po 70 km.

Autor: Iwonna Widzyńska Gołacka

Komentarze