Mam swój świat - daria widawska

Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy za chude, za grube, za blond, za czarne, za głupie, za bardzo przemądrzałe, za pewne siebie... itd. Zawsze. Gdybym chciała zadowolić każdego, to bym zwariowała. Przecież ja też nie każdego lubię. Taki jest świat. Zresztą krytyka nie zawsze jest zła.

Właśnie wyszła pani ze spektaklu. Nie czuje pani zmęczenia?


Skądże. Mnie praca nakręca, ponieważ lubię to, co robię i sprawia mi to ogromną przyjemność. Wszyscy się ze mnie śmieją, że jestem cały czas nakręcona i mam bardzo dużo energii. Często bywa tak, że występując na scenie i wkładając cały swój wysiłek w to, aby spektakl był udany, odpoczywam. Przecież jeżeli się coś lubi, to się to robi z pasją. A jeśli jest pasja, to mimo wysiłku fizycznego czy psychicznego mamy z tego przyjemność. Owszem, bywa tak, że sprawy codzienne przytłaczają, ale ja potrafię się w teatrze od codzienności oderwać i zrelaksować grając spektakl. Ja to nazywam odmóżdżeniem.


Czy w życiu aktorki nie przychodzi czasem moment, że praca staje się rutyną?


Ja nie potrafię iść do teatru czy na plan filmowy, odwalić robotę i do domu. Spektakl jest dla mnie pewnego rodzaju świętem. Kocham teatr i właśnie z miłości do teatru zostałam aktorką.


Zdarzyła się pani kiedyś rola, która była wyjątkowo wyczerpująca?


Obecnie gram w sztuce „Wszystko o kobietach”, w której wcielam się aż w 5 różnych kobiet – m.in. w 6-latkę, która wchodzi w konflikt o sukienkę z rówieśniczkami. Dla niej to jest prawdziwy dramat. Gram też 92-letnią kobietę, która nie potrafi się pogodzić z tym, że jej życie dobiega końca i walczy o swoją miłość. W tym przedstawieniu trudne jest przeskakiwanie z postaci na postać.


Przygotowując ten spektakl, dowiedziała się pani czegoś o sobie jako kobiecie?


Nie zawsze dowiadujemy się czegoś o sobie wcielając się w rolę. Aktorstwo polega przede wszystkim na tym, aby dowiedzieć się jak najwięcej o postaci, którą gramy. Ja nie traktuję aktorstwa jako psychoterapii. To jest mój zawód. Uwielbiam odnajdywać w sobie doświadczenia życiowe i obserwacje, które mogą mi pomóc zbudować rolę. Niekoniecznie dowiaduję się czegoś o sobie. Chociaż kiedyś zdarzyło mi się, że odkryłam w sobie nieoczekiwane zasoby cierpliwości.


Cierpliwość w pracy to jedna sprawa. A jak bywa w życiu?


W życiu bywa gorzej. Szczególnie jeśli chodzi o tych najbliższych ludzi. Zazwyczaj bywa tak, że wzajemnie wypróbowaliśmy się i wiemy, do którego momentu możemy sobie pozwolić na silne emocje, a od którego przekraczamy granice. Czasami te emocje w trudnych sytuacjach biorą górę. Na szczęście ostatnio nie mam zbyt wielu powodów, by się irytować. A propos granic. W aktorstwie też łatwo przekroczyć barierę pomiędzy realnym ja a rolą. Uważam, że im głębiej się wchodzi w postaci, tym jest lepiej. Aktorstwo polega na tym, aby nie być sobą. Ja uwielbiam momenty zatracenia się w postaci.


Czy to nie jest niebezpieczne?


Nie, jeśli zna się mechanizmy wyjścia z tego stanu. Jeśli się potrafi oddzielić świat realny od wyimaginowanego, to nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Pod warunkiem, że wiemy, jak kontrolować te dwa światy. Życie postacią polega na obserwacji siebie w różnych życiowych sytuacjach. My czerpiemy z własnych doświadczeń albo obserwacji, aby stworzyć postać. Cały czas wymyślamy i kombinujemy. Fajne są momenty, kiedy na próbie lub w trakcie spektaklu tak zagłębiamy się w postać, że zapominamy o wszystkim innym. Ale teatr jest właśnie odpowiednim miejscem na takie doświadczenia. Dla mnie to jest niesamowicie ekscytujące i absolutnie magiczne. Takie zatracenie się nie zdarza się na każdym przedstawieniu ani przy każdej roli. Każdy aktor musi wiedzieć, które drzwi prowadzą do teatru i do garderoby, a które drzwi do domu.


Porozmawiajmy o miłości...


Dla mnie miłość jest równie ważna jak zdrowie. Gdy zdrowia brakuje, nie ma się ochoty na nic. Ale walka z chorobą jest dużo lżejsza i łatwiejsza, gdy ma się miłość obok siebie.


Na ile zmieniły panią te trudne chwile życiowe związane ze zdrowiem, które pani ostatnio przeszła?


Bardzo chciałabym na to pytanie odpowiedzieć, ale nie mogę. Dlatego, że ten etap swojego życia mam za sobą. Nie wracam do tego i nie chcę wracać. To byłby czas stracony. Nie obracam się za siebie, ponieważ nie mam powodu. Mam tyle fajnych rzeczy wokół siebie i jeszcze tyle do zrobienia. Mam mnóstwo planów i marzeń i wolę czas spożytkować na ich realizację, a nie rozwodzić się nad tym, co było.


Mówiła pani, że miłość pomaga ludziom walczyć w trudnych chwilach. A przyjaźń? Czy w tym środowisku, w którym pani się obraca, można zaufać, zaprzyjaźnić się?


Oczywiście. Mam przyjaciółki związane z show-biznesem i zapewniam, że taka przyjaźń jest możliwa. Przecież przyjaźń nie zależy od tego, jaki zawód się uprawia, ile się ma pieniędzy i jak się wygląda, lecz od człowieka. Jeżeli druga osoba jest wartościowa i chce się z nią spędzać czas, to dlaczego nie. Ja nigdy nie miałam problemu z zazdrością, która jest w show-biznesie częstym problemem. Moi rodzice tak mnie wychowali, że w moim słowniku nie ma słowa zazdrość. Nie bywam zazdrosna. Czym miałabym się denerwować? Rolą koleżanki?


A gdyby odwrócić sytuację. Ktoś pani będzie zazdrościł czegoś, obgadywał...


To niech obgaduje. Tacy są ludzie. Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy za chude, za grube, za blond, za czarne, za głupie, za bardzo przemądrzałe, za pewne siebie... itd. Zawsze. Gdybym chciała zadowolić każdego, to bym zwariowała. Przecież ja też nie każdego lubię. Taki jest świat. Zresztą krytyka nie zawsze jest zła. Moim największym krytykiem była moja mama, ale zawsze wiedziałam, że jej uwagi nie są po to, aby mi zrobić na złość. Niby dlaczego najbliższa mi osoba miałaby mi dopiec, przecież mnie kocha. Zawsze gdy mi coś mówi, słucham jej. Owszem, mogę się z nią nie zgodzić. Tak samo jak z uwagami mojego taty lub męża albo przyjaciół. Ja lubię, gdy najbliżsi mówią mi prawdę. Ja też wolę mówić pewne rzeczy wprost. Czasami może aż za bardzo.


Wspominała pani o planach i marzeniach...


Marzę o podróżach, np. do Indii, Izraela, Japonii, Brazylii czy USA. Chciałabym polecieć do Stanów i przejechać je samochodem, zaczynając od Nowego Jorku, a kończąc na San Francisco. Marzy mi się taki bezkres, samochód i podróż z moją rodziną.


Lubi pani aktywnie wypoczywać?


Powiem tak – nie jestem miłośniczką chodzenia po górach. Kocham morze, ale nie potrafiłabym leżeć w bezruchu na plaży przez dwa tygodnie. Wolę wybierać takie miejsce, gdzie mogę się i trochę poopalać, i trochę popływać, i trochę pozwiedzać. Lubię nowe miejsca, próbować nowe potrawy, spotykać nowych ludzi.


Jak pani dba o swoją kondycję i o swoją urodę?


Jak każda kobieta lubię wyglądać dobrze. Ale nie należę do osób, które codziennie nakładają maseczki albo chodzą regularnie do kosmetyczki. Nie wierzę w magiczne klepanie twarzy, które ma sprawić, że skóra będzie jędrniejsza. Wcześniej czy później skóra i tak obwiśnie i pojawią się zmarszczki. Wolę zainwestować w dobry krem. Czasami chodzę na siłownię, jak znajdę wolną chwilę – to najlepszy sposób na wyrzucenie nadmiaru emocji. Oprócz tego bardzo dużo chodzę i spaceruję. Można mnie bardzo często spotkać w parkach z moim synem. To jest dla mnie największa przyjemność. Stworzyłam sobie swój świat, swoją rodzinę i najchętniej właśnie tam wracam.


Od kiedy urodził się pani syn, nie tęskni pani za wolnością?


To zabawne, ale ludzie mnie bardzo często pytają, czy i jak zmieniło się moje życie pod wpływem macierzyństwa. Moje życie się nie zmieniło. Nadal lubię wychodzić z mężem do kina, na przyjęcie, a z koleżankami na wino. Ale wszystko ma swoje granice. Etap ciągłych imprez i szalenia mam już dawno za sobą. To było kiedyś, w trakcie studiów. Teraz prowadzę higieniczny tryb życia. Czuje się z tym dobrze. Nie czuję się w żaden sposób ograniczona. Myślę, że znalazłam swój własny klucz do udanego związku i życia rodzinnego.


Zdradzi pani, jaki jest ten sekret?


Żeby związek był udany, każdy musi mieć swój świat. Ja mam swój świat, mój mąż ma swój świat i mój syn ma swój świat. Ale mamy też wspólny świat. Ja nie mam potrzeby wisieć ani na mężu, ani na dziecku i żyć ich życiem. Każdy ma swoje własne życie. Może właśnie dlatego tyle lat ze sobą jesteśmy?!

Autor: Alexandra Machera

Komentarze