Mam do siebie dystans - Andrzej Młynarczyk

"Lubię, gdy postać grana przeze mnie jest charakterystyczna. Kiedy o coś walczy, jest bogata i pełna sprzeczności, np. jest dobra, ale i nieobliczalna. To nawet nie musi być duża rola. Bohater powinien mnie zaciekawić po przeczytaniu scenariusza." Rozmowa z aktorem, Andrzejem Młynarczykiem.

- Uprawiałeś między innymi: koszykówkę, kolarstwo, wspinaczkę. Sporo tego. Ćwiczysz dla zdrowia?


Zdrowie to głównie stan ducha. Dlatego tak ważne jest, aby dbać o wewnętrzną równowagę. Czerpać energię z tego, co nas otacza: naszych bliskich i przyjaciół. Najznakomitszymi lekarstwami są wiara, nadzieja i miłość. Ćwiczę z pasji.


- Jesteś rozchwytywanym aktorem. Masz czas na sport?


Wcześniej uprawiałem go dużo więcej. W tym momencie nie mam aż tyle czasu. Gram w kilku serialach i teatrze. Kiedy zdarza się wolna chwila, wolę się wyspać, wyjść z przyjaciółmi na miasto albo wyjechać w góry. Lubię zdobywać kolejne szczyty, nie tylko jako aktor. Stąd również zamiłowanie do wspinaczki skałkowej czy skoków spadochronowych. W liceum zdarzyło mi się nawet grać w badmintona w klubie sportowym. Lubię każde nowe wyzwanie. Teraz, jeśli znajdę czas, gram w tenisa, jeżdżę na rowerze. A jeśli go nie mam, to spaceruję.


- Sport jest najlepszym lekarstwem?


Czasem biorę aspirynę czy witaminę C na przeziębienie, ale jestem przeciwnikiem brania lekarstw na wszelki wypadek. Dla mnie najlepszym lekarstwem jest pasja i miłość. Te dwie rzeczy dają mi chęć do życia i motywację. Większość ludzi wcale nie jest chora. Po prostu brakuje im napędu do działania. Każdy z nas, bez względu na wiek, powinien szukać celów. Tych małych, tych większych, ale i tych bardzo małych. Powinniśmy cieszyć się tym, co mamy. Umieć doceniać to, że żyjemy. Umieć dawać i umieć brać. To są lekarstwa, które pokonają każdą chorobę. A najpiękniejszym z nich jest dla mnie uśmiech.


- Skąd się biorą kompleksy?


Myślę, że kompleksy rodzą się w dzieciństwie. Wtedy, gdy jako małe dzieci uczymy się świata, który nie jest łagodny. Nabieramy wtedy dystansu do siebie, stajemy się szalenie wrażliwi na bodźce, które mają wpływ na nasze dorosłe życie. A kiedy już jesteśmy dorośli, sami je tworzymy, nie mogąc oprzeć się sile wpływu. Chodzi zwłaszcza o mody, które funkcjonują w naszym pokoleniu, np. by dużo zarabiać, pozwalać sobie na superprzyjemności, wyglądać i myśleć tak, a nie inaczej. Albo ubierać się w taki czy inny sposób.


- Co zrobić z kompleksami?


Nie powinniśmy walczyć z kompleksami, tylko je zaakceptować. Powiedzmy, że facet ma brzuszek, ale i ogromne poczucie humoru. Ważne jest to, co w środku. To samo dotyczy kobiet. Panie wiecznie się odchudzają i kupują kolejne kosmetyki. A wygląd tak naprawdę niczego nie zmieni. Liczy się nastawienie. Kobieta powinna pokochać siebie. Liczy się serducho, błysk w oku i energia. Kiedy jesteś szczęśliwy i masz cele, które chcesz zrealizować, nie masz czasu na kompleksy.


- Wymarzona kobieta ma przede wszystkim bogatą osobowość?


Tak, to osobowość jest najważniejsza. Zapytasz mnie: co to znaczy? Odpowiem: kiedy patrzysz na kobietę i czujesz, że dzięki niej możesz stać się lepszy, mądrzejszy, wtedy inaczej zaczynasz postrzegać pewne rzeczy. Jeśli znajdziesz kobietę, z którą możesz się pokłócić, której potrzebujesz, do której chcesz się przytulić, to ta kobieta będzie miała osobowość. Gdyby wszystkie kobiety wyglądały jak modelki z rozkładówek, świat byłby nudny. Kobieta musi być kształtna, a nie wyglądać jak anorektyczna modelka. Masz nadwagę? Nieważne! Masz za to chęć życia, potrafisz dawać miłość. I to jest ważniejsze niż, to czy przybyto ci w biodrach.


- Czy Andrzej Młynarczyk jest idealistą?


Wiesz, jakie to jest trudne? Ale gdy tylko mogę, to tak. Trzeba realnie patrzeć na świat, ale nie zwalnia nas to od odpowiedzialności, aby stawać się lepszymi. Czasem nie jest łatwo. O odwadze i sile świadczą nie same zwycięstwa, ale walka.


- Masz jakieś marzenia?


Ojej... jest ich wiele. Są i te małe, i te duże. Chciałbym być bardziej cierpliwy, rozwijać swoje pasje. Planuję zrobić kurs pilota. Niestety, pochłania to mnóstwo czasu. Najpierw 120 godzin teorii, potem praktyka, czekanie na odpowiednie warunki atmosferyczne. A później może licencja na maszyny do lotów wyczynowych. Powietrzne akrobacje - strasznie mnie to pociąga. Ale mam jeszcze wiele marzeń. Wiem jedno. Marzenia się spełniają. Nie ma rzeczy niemożliwych.


- W „Pierwszej miłości" grasz niewidomego didżeja radiowego. Masz warunki głosowe. Nie myślałeś o pracy w radiu?


Miałem okazję pracować głosem. Użyczałem go do spotów reklamowych czy gier komputerowych. Praca nad dubbingiem jest bardzo absorbująca. Wtedy masz do dyspozycji tylko głos, a musisz tak nim pracować, aby widz ujrzał nie tylko dźwięk, ale również obraz. To piękna praca.


- Kiedyś powiedziałeś, że lubisz grać „połamane" postaci.


Lubię, gdy postać grana przeze mnie jest charakterystyczna. Kiedy o coś walczy, jest bogata i pełna sprzeczności, np. jest dobra, ale i nieobliczalna. To nawet nie musi być duża rola. Bohater powinien mnie zaciekawić po przeczytaniu scenariusza. Tak właśnie definiuję „połamaną" postać.


- Czy jest rola, której byś nigdy nie zagrał?


Nie ma chyba żadnej roli, której bym nie przyjął. Mogę grać psychopatę, kochającego męża, księdza, policjanta. Jestem aktorem. To mój zawód. Jeśli mam taką możliwość, naturalnie wybieram tę rolę, którą uznam za najciekawszą dla mnie.


- Trenowałeś strzelectwo sportowe przez cztery lata. W „Determinatorze" grasz policjanta. Lubisz sobie postrzelać na planie?


Język filmowy jest inny niż język sportu. To dwie zupełnie inne bajki. Strzelectwo sportowe to przede wszystkim opanowanie i cierpliwość. Bywa, że przez kilka godzin trzeba leżeć bez ruchu i trafiać do celu. W filmie strzelanie musi być efektowne, a dla mnie liczy się to, dlaczego bohater chwyta za broń. A czy lubię strzelać? Jasne! Jak każdy facet!


- Surfujesz po internecie?


Internet wykorzystuję głównie do pracy albo rozwijania zainteresowań. Szukam wiadomości dotyczących motoryzacji, ciekawostek lotniczych czy informacji o świecie.


- A co sądzisz o randkach przez internet?


Nie jestem przeciwny, jeśli ktoś pozna drugą osobę dzięki internetowi. Dzisiaj żyjemy w takich czasach, że jest to jak najbardziej normalne. Przecież i tak później spotkasz się z tą osobą. Życie zweryfikuje, czy jesteście sobie przeznaczeni. Ale jeśli już masz pisać listy, rób to na papierze. To wiele mówi o twoim uczuciu, zbliża i jest takie romantyczne.


- Podobno masz trzy profile na Naszej klasie. A dwa z nich to twoje fankluby.


Osobistego profilu nie mam na tym portalu. Ale słyszałem, że znajduje się tam mój fanklub. To bardzo miłe. Oficjalnego fanklubu nie mam. Może w przyszłości pomyślę o założeniu błoga czy strony internetowej, kto wie... Na razie jest jeszcze na to za wcześnie.


-Słyszałem, że fanki zasypują listami teatry, w których grasz.


Tak, dostaję sporo listów. Nie tylko do teatrów, ale i do produkcji filmów, w których występuję. Otrzymuje również wiele e-maili. To bardzo miłe.


- E-maile idą w tysiące?


Jeszcze nie jestem Paris Hilton (śmiech). Ale otrzymuję ich wiele. To bardzo sympatyczne.


- W internecie panuje istne szaleństwo. Masz już swoje nieoficjalne fankluby. Komentarze kobiet w większości sprowadzają się do: Ciacho! Mniam! Mogłabym go zjeść! Jak się z tym czujesz?


Hmm... całkiem apetycznie. Ja też lubię coś na osłodę (śmiech). Nie wiem, co mam powiedzieć. Jest mi bardzo miło. Na pewno są to ciepłe słowa, choć nie czuję się gwiazdą. Mam dystans do siebie. Cieszę się, kiedy moja praca jest zauważona przez widzów. Jeśli tylko udaje mi się dać coś dobrego od siebie, to dodaje mi to skrzydeł. Takie komentarze od widzów to bardzo przyjemne sygnały o docenianiu mojej pracy. Dla mnie najważniejsze jest aktorstwo.


- Grasz w „M jak miłość" „Tylko miłość" „Pierwsza miłość" Prywatnie jesteś skazany na miłość?


Musi zostać coś dla mnie... Ale myślę, że kiedyś przyjdzie czas na tę rozmowę (śmiech).

Autor: Michał Rak

Komentarze