Mały geniusz. Oprócz mądrej głowy ma też serce.

Jeżeli masz cudowne dziecko, ciesz się. I nie zapominaj: maluch – oprócz mądrej głowy, ma także serce. I resztę ciała...

20-letni Sho Yano, Amerykanin pochodzenia japońskiego i koreańskiego, ma iloraz inteligencji wynoszący 200 IQ. Studia rozpoczął w wieku 9 lat. Po zdobyciu dyplomu naukowego w wieku 12 lat rozpoczął studia medyczne. Iloraz inteligencji Sho wynosi 200, co może szokować, powszechnie bowiem za geniusza uznaje się osobę z IQ równym 130 (IQ Einsteina równe było 170 punktów). Sho nauczył się pisać w wieku 2 lat, czytać rok później, a mając 4 i 5 lat nie tylko potrafił wykonywać muzykę klasyczną, ale również ją komponował. W wieku 7 lat Sho uczęszczał już do szkoły średniej. Kiedy dzieci w jego wieku uczyły się ułamków, Sho pisał rozprawy polityczne.


Wunderkind i Sokratesik

Takie dzieci jak Sho, Niemcy nazywają Wunderkind („cudowne dziecko”), a Rosjanie – żartobliwie: „Sokratesik”. W Polsce zwykle mówimy o dziecku geniuszu lub dziecku szczególnie uzdolnionym. Co to właściwie oznacza? Dwu- i trzylatki mogą zaskakiwać doskonałą pamięcią i szybkim tempem uczenia się. Często przejawem geniuszu jest abstrakcyjne poczucie humoru, wymyślanie niezwykłych zabaw. – Mały człowiek, w porównaniu z rówieśnikami, szybciej zdobywa niektóre umiejętności – wyjaśnia Justyna Swięcicka, psycholog z Uniwersytetu dla Rodziców, pracująca na co dzień z takimi dziećmi. – Poza tym takie maluchy cierpią na pobudliwość poznawczą, potrafią się długo skupić na interesującym je temacie albo przeskakiwać z tematu na temat. Zdarzył mi się niedawno czterolatek, który poprosił mamę, żeby mu pokazała, jak się dzieli ułamki, a przestraszona mama ... przyszła do mnie.

No właśnie, rodzice często nie znają „instrukcji obsługi geniusza”, bo niby skąd mieliby ją znać? Nikt ich nie uprzedził, że będą mieli cudowne dziecko. Dlatego sami czasami nie potrafią dostrzec niezwykłych umiejętności swojego dziecka. Psychologowie radzą słuchać uważnie tego, co mówią wychowawczynie w przedszkolu – one raczej bezbłędnie wychwytują wyjątkowe zdolności maluchów, którymi się opiekują. – Radzę zaufać ich opinii – kilka razy zdarzyło mi się, że panie przedszkolanki doskonale oceniły predyspozycje dziecka, przez co trafiło ono pod specjalną opiekę – mówi Justyna Swięcicka.

Niestety, instynkt wykrywania geniuszy ma rzadko który nauczyciel w szkole. Ponieważ ta instytucja skupiona jest raczej na „niesprawianiu” przez ucznia kłopotów. Dlatego warto obserwować zachowania malucha jeszcze przed pójściem do szkoły, po to, by jak najwcześniej poznać jego najmocniejsze strony. Można skonsultować z psychologiem nasze wątpliwości, które rodzą się w wyniku obserwacji zachowań dziecka – często różniącego się od rówieśników. Oprócz ilorazu inteligencji specjalista jest w stanie określić rodzaj predyspozycji dziecka. Na szczęście, na ile i w jaki sposób ujawnią się one w przyszłości, tego nikt nie wie na pewno.


Filozofia dla dziewięciolatka

Skoro już wiemy, że mamy w rodzinie malucha o nieprzeciętnych zdolnościach, warto zadbać, by mógł je swobodnie rozwijać. Psychologowie polecają przede wszystkim czytanie, nawet jeżeli czterolatek potrafi już sam składać litery – niech rodzice czytają mu książki, którymi się interesuje. – Niech to nawet będzie „Lord Jim”, jeżeli maluchowi się podoba – uważa Justyna Swięcicka. – Należy tylko unikać lektury, która może wystraszyć. Znam przykład dziewięciolatka z uwielbieniem słuchającego filozoficznej przecież książki „Świat Zofii”.

Chodźmy wspólnie z maluchem w ciekawe miejsca: do muzeum, teatru, księgarni, na wystawy. W miarę możliwości zapewnijmy mu też chodzenie na dodatkowe zajęcia, które będą odpowiadały jego zainteresowaniom. Pamiętajmy, że nieprzeciętny maluch potrzebuje wciąż nowych trudnych wyzwań i warto mu ich dostarczać. Jeśli np. w przedszkolu się nudzi, dobry wychowawca zaradzi temu urozmaicając dziecku zadania i podnosząc ich trudność. Dziecko będzie się rozwijać i nie zatrzyma na poziomie niższym od swoich możliwości.


Geniuszu, podziel się

Ale uwaga! Oprócz tego, że nasze dziecko jest geniuszem, jest także zapłakanym sześcioletnim Jankiem czy Kasią, którym może być smutno i źle – tak samo jak najgorszemu uczniowi w szkole. Nie należy zapominać, że geniusz ma także serce, emocje, uczucia. Psychologowie są zgodni: większość rodziców bagatelizuje rozwój tzw. „kompetencji społecznych” u swoich cudownych dzieci – umiejętności kontaktu z rówieśnikami, pracy w grupie, wspólnej zabawy.

– Dzieje się tak dlatego, że intelekt dziecka rozwinięty jest o trzy lata do przodu, a jego emocje i zachowania – pozostają nadal w sferze małego dziecka – wyjaśnia Justyna Swięcicka. – Rodzice widząc, że maluch nie radzi sobie ze swoimi uczuciami, bagatelizują je i skupiają się na warstwie intelektualnej. To ogromny błąd. W geniuszach bowiem tkwi tęsknota za byciem z rówieśnikami, za wspólną zabawą, pracą w grupie. – On później i tak od tej grupy się odłączy, bo nie będzie tam miał nic do roboty, ale zaczerpnie dobre emocje ze współpracy z dziećmi w podobnym wieku – mówi Justyna Swięcicka.

Rodzice geniuszy nie powinni więc izolować swoich pociech od kolegów, niech zapraszają ich do domu. Przede wszystkim też powinni unikać deprecjonowania innych ludzi i wychowywania dziecka w poczuciu, że jest lepsze. Warto, aby „cudowne dzieci” nauczyły się umiejętności dzielenia się z innymi, współczucia oraz poczucia humoru. Geniusz z dystansem do samego siebie – to coś pięknego: spójrzcie na Woody’ego Allena!

Oprócz głowy i serca geniusz ma także resztę ciała. Powinien więc się ruszać na świeżym powietrzu i... bawić. Jeżeli interesuje się chemią, może się bawić w małe laboratorium chemiczne, o ile nie zagrozi to bezpieczeństwu okolicy.


Genialna szkoła

Wybór szkoły dla geniusza nie powinien odbywać się między placówką prywatną a państwową. W głośnej niedawno sprawie jednego z gimnazjalistów okazało się, że nieprzeciętnie zdolny chłopak znalazł lepsze warunki do samorozwoju w szkole państwowej niż w renomowanej prywatnej placówce, w której nikt się nim nie interesował.
– Jeżeli dziecko dobrze znosi rywalizację i lubi się uczyć, możemy puścić je do szkoły nastawionej na wyścig – radzi Justyna Swięcicka. – W przypadku gdy jest osobą bardziej kameralną, poszukajmy przyjaznego, nastawionego na opiekę, miejsca.

I nie zapominajmy, że geniusze mają także marzenia. Wcale nie związane z ich zdolnościami. – Zachwyciła mnie niedawno historia pewnego młodego, bardzo zdolnego pianisty. Jego marzeniem było zostanie pilotem. Rodzice załatwili mu zagranie fortepianowego koncertu w lotniczym hangarze, właśnie dla pilotów. Był wniebowzięty. Oni – również.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze