Małe dzieci w miejscach publicznych

Są niemal wszędzie. W sklepach, w restauracji, w samolocie. Płaczą, biegają, brudzą. Słowem, przeszkadzają. Ale nie rodzicom, a głównie otoczeniu.

Kiedyś było inaczej. Dziecko trzymało się w domu, aż podrosło na tyle, by umiało się zachować wśród ludzi, czyli nie przeszkadzać. Przestrzeń dla matek z dziećmi ograniczała się do placu zabaw i osiedlowego skwerku, który odwiedzali także emeryci. Teraz jednak wiele się zmieniło. Niemowlęta, czy kilkulatki można spotkać w restauracjach, w galeriach handlowych, na spotkaniach towarzyskich, a nawet w pubach. Już trzymiesięczne oseski zabierane są samolotem w daleką podróż. A w urzędach i bankach zawsze znajdzie się mały człowiek biegający wzdłuż kolejki.


Dawniej i dziś

Dla rodziców to inny sposób podejścia do rodzicielstwa niż przed laty. Zapanowała wręcz moda na „bywanie” z maluchami. Celebryci na całym świecie pokazują się ze swoimi dziećmi w różnych sceneriach. To nie tylko kwestia wygody, ale też świadomego rodzicielstwa. Współcześni rodzice sami chcą pokazywać dzieciom świat, razem go przeżywać, nie czekając aż załatwi to za nich przedszkole, szkoła lub niania. Rozumieją, że czas spędzony z dziećmi jest bezcenny.

Na przestrzeni kilkudziesięciu lat zmienił się model rodziny. Kiedyś młodzi ludzie pobierając się długo mieszkali z rodzicami. Domy wspólnie zamieszkiwały wielopokoleniowe rodziny, a ich członkowie wymieniali się w opiece nad dzieckiem. Tłum babć, cioć i kuzynów dawał doskonałe warunki do rozwoju społecznego.

Teraz młodym rodzicom zależy na szybkim wyfruwaniu z gniazda i mają ku temu większe możliwości. Ale mieszkanie osobno ma swoje minusy. Wychodząc do kiosku po gazetę trzeba zabrać ze sobą malucha, bo nie ma go z kim zostawić. Poza tym, by dobrze się rozwijał, musi mieć kontakt nie tylko z matką. Warto więc wychodzić z nim do ludzi.

Zmieniło się też podejście kobiet do macierzyństwa. Nie są skłonne podporządkowywać mu całego życia. Ważna jest dla nich praca zawodowa, ale chcą korzystać ze swobody także w czasie wolnym. Wolą wyjść gdzieś z dzieckiem, niż zaszywać się w domu. Zabierają maluchy na zakupy, spotkania towarzyskie, do fryzjera, a jak jest możliwość, także na zajęcia gimnastyczne.

Ale wyemancypowały się nie tylko mamy, także babcie są bardziej niezależne. Nie są tak chętne, jak kiedyś, by odciążać rodziców w opiece nad wnukami. - W latach 70-tych większość z nich na stałe zajmowała się wnukami. Współczesne babcie odkryły, że jest wiele innych, ciekawych sposobów spędzania czasu. Jeśli są na emeryturze przeznaczają czas na hobby lub wciąż pracują i chcą być z wnukami na własnych warunkach. Wtedy, kiedy chcą i jeżeli to nie koliduje z innymi obowiązkami – mówi prof. Anna Michalska, socjolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Dlatego rodzice, bardziej niż kiedyś zdani są na siebie.


Wielbiciele świętego spokoju

To sprawia, że maluchy pojawiają się w wielu miejscach publicznych, czy to się komuś podoba, czy nie. A jak na to reaguje otoczenie? Z tym bywa różnie. U jednych płaczący maluch wywołuje odruch współczucia. Zagadują mamę, próbują zabawić dziecko. Niestety, wielu Polaków demonstruje niecierpliwość i brak wyrozumiałości.

- Mam wrażenie, że społeczeństwo lepiej toleruje palaczy i osoby pijane, niż małe dzieci. Zdarzyło mi się usłyszeć: „Zrób coś z tymi bachorami…”, gdy moje dzieci znużone czekaniem w kolejce zaczynały marudzić - mówi Agata Rosada, mama dwójki maluchów (lat 2 i 3).

W wielu sytuacjach rodzice czują się, jak intruzi, choć zachowanie dziecka nie jest czymś, nad czym ma się pełną kontrolę. Dzieci bardziej spontanicznie niż dorośli objawiają swoje emocje. Psychologowie zaś podkreślają, że wywieranie silnej presji na małe dziecko, by tłumiło swoje emocje nie wyjdzie mu na dobre i często jest bezskuteczne. Dlatego rodzice pozwalają im na większą swobodę w ich okazywaniu.

- Zmiany w wychowaniu współczesnych dzieci na bardziej liberalne są czymś trudnym do zaakceptowania dla ludzi starszych. Oni sami chowali dzieci surowiej, miały być przede wszystkim grzeczne i nie przeszkadzać dorosłym – mówi prof. Anna Michalska.

Mniej tolerancyjni są też ci, którzy sami nie mają dzieci.

- Takim osobom często się wydaje, że lepiej poradziłyby sobie z dzieckiem. Dlatego udzielają innym „dobrych rad”. Ktoś, kto sam jest rodzicem, jest bardziej pokorny w ocenach – mówi Karina Grygierek, inicjatorka kampanii „Miejsca przyjazne maluchom”.

A jaki stosunek do dzieci jest w innych krajach? Wiele z nich mogłoby świecić nam przykładem. We Włoszech widok biegających do późnych godzin wieczornych dzieci, które towarzyszą rodzicom w różnych miejscach to nic nadzwyczajnego. Włosi lubią spędzanie czasu całymi rodzinami. Wieczorem jest wreszcie chłodno, dlaczego więc nie zabrać dzieci na wypad do knajpki?

– Dla Włochów są one symbolem kochającej się rodziny. Dlatego traktuje się je pobłażliwie i rozpieszcza – komentuje prof. Anna Michalska. Według niej także dla Szwedów dzieci to niemal wartość narodowa. Trzeba w nie inwestować, bo są przyszłością kraju. To podejście pragmatyczne, nastawione na przyrost demograficzny. Ale sprawia, że obecność dzieci w miejscach publicznych nikogo nie dziwi i na bardzo wiele im się pozwala.


Karmiące mamy

A co z mamami, które zdecydują się nakarmić maluszka będąc w miejscu publicznym, własną piersią?

- Karmiąc córeczkę na ławce w parku usłyszałam od przechodzącej kobiety, że jestem bezwstydna. Lekarze zalecają karmić naturalnie. Czy przez to mam przestać wychodzić z domu? – mówi Ewelina Sobczak, mama półrocznej Soni.
Karmienie piersią w miejscu publicznym rzeczywiście wciąż budzi wiele emocji. Jedni, na widok ssącego maluszka uśmiechają się ze zrozumieniem, ale innych ten widok krępuje.

- Pod tym względem jesteśmy dość pruderyjni. Ale byliśmy bardziej. Jeszcze 20 lat temu coś takiego było zupełnie nie do pomyślenia. Dla wielu Polaków to czynność intymna, gdy więc spotykają się z nią w miejscu publicznym jest dla nich równoznaczna z obnażaniem się – mówi prof. Anna Michalska.

Mimo to, młode mamy są coraz odważniejsze. Karmienie uważają za naturalne i zdrowe dla dziecka. Nie chcą z niego rezygnować w imię konwenansów. Na szczęście, w centrach handlowych zaczynają pojawiać się pokoiki do karmienia. W niektórych miastach powstają specjalnie oznakowane altanki – miejsca osłonięte od widoku gapiów, gdzie mama bez skrępowania może przewinąć i nakarmić niemowlę. To nieliczne na razie, ale ważne inicjatywy, aby pomóc mamom i nie narażać nikogo na obrazę uczuć. W wielu krajach Europy Zachodniej widok kobiety z przyssanym do piersi bobasem nikogo już nie szokuje. A w krajach azjatyckich, czy arabskich jest powszechny i całkowicie akceptowany.


Przestrzeń malucha

Stosunek do dzieci to jedno, a fizyczne udogodnienia to drugie. W Polsce wciąż brak podjazdów dla wózków w urzędach, na dworcach, w przychodniach. Większość pojazdów komunikacji miejskiej nie ma opuszczanego podwozia. Bez pomocy innych pasażerów mamie trudno wsiąść do autobusu z ciężkim wózkiem. Ale takie zmiany wymagają pieniędzy i pewnie przyjdzie długo na nie poczekać. Tymczasem organizowane są różne akcje społeczne namawiające do tworzenia udogodnień w przestrzeni publicznej dla rodziców i dzieci. Inicjatorka jednej z takich akcji, Karina Grygierek z agencji PR Inspiration wraz z Gazetą Wyborczą i władzami Krakowa od kilku lat tworzy listę „Miejsc przyjaznych maluchom”. Lokale i instytucje, które wykażą się inicjatywą zostają oznakowane specjalnymi naklejkami, dzięki czemu rodzice mogą je rozpoznać, jako otwarte na małych gości. A pomysłów nie brakuje.

Muzeum etnograficzne organizuje specjalne programy dla dzieci, by wizyta w nim nie kojarzyła się tylko z oglądaniem eksponatów. Mali goście lepią garnki z gliny i próbują sami wyprodukować papier. Niektóre apteki tworzą kąciki zabaw, by dzieci czekające razem z rodzicami w kolejce nie musiały się nudzić. Inicjatorzy namawiają stacje benzynowe, by zadbały o przewijaki, bo przecież wielu rodziców podróżuje samochodami. Dzieci będą nam towarzyszyć w miejscach publicznych, to tendencja, która raczej się nie zmieni. Nie oznacza to oczywiście, że z tego powodu wolno im wszędzie i wszystko. Ale warto zdobyć się na odrobinę cierpliwości, choćby po to, by swoim przykładem uczyć je tolerancji i zrozumienia.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze