Mała dysertacja o… babkach

Czy w moim wieku (nie da się ukryć – matuzalemowym) wypada zajmować się jeszcze babkami? Oczywiście, jak najbardziej! Rzecz jasna, nie mam na myśli tych dwunożnych  „kozic” (często zgrabnych i „piknych”), ale tych bardzo w ziemi zakorzenionych. A są takie! Np. babka wąskolistna, tzw. lancetowata (Plantago lanceolata) oraz babka szerokolistna lub – jak kto woli – babka wielka, babka szeroka, podróżnik lub skołojna.

Już w starożytności babka była uznana za lek „na wszystko” (panaceum). Sam Pliniusz zalecał używanie jej w 24 chorobach. A jak jest dziś? Nasz wielki znawca ziół, doc. dr hab. farm. Aleksander Ożarowski takie widzi jej zalety w dzisiejszej terapii:


„W przewlekłych i podostrych nieżytach przewodu pokarmowego (gastritis, enteritis, colitis), uszkodzeniach błon śluzowych żołądka i jelit, pomocniczo w chorobie wrzodowej. Również w nieżytach górnych dróg oddechowych z zalegającą wydzieliną i utrudnionym odkrztuszaniem, okłady na skórę w różnych dermatozach na trudno gojące się i zakażone rany, czyraki, oparzenia, zapalenia skóry oraz w ropnym zapaleniu spojówek i powiek. Także do obmywań w świądzie sromu i stanach zapalnych”.


No, i pytanie: jak to ponad 400 lat temu widział nasz słynny zielarz, Szymon Syreński – Syreniusz (1541-1611)? Trzeba przyznać, że bardzo trafnie, choć językiem polskim z tamtego czasu. Co ciekawe, aptekarzy sobie współczesnych Syreński nazwał po prostu „gminem aptekarskim”, pisząc:

„Gmin aptekarski Lanceolatem zowie: przeto, że ma list wąski, podługowaty, o piąciu żyłkach albo raczey zieberkach: y dla tych żylek Grekowie Pentaneuron, Łacinnicy Quinn, nerviam mianują”. A już zastosowanie terapeutyczne babki (Plantago) Syreński widział ogromne. Oczywiście, nie sposób podać w pełni rejestr tych zastosowań, niemniej parę z nich warto przytoczyć:


„Wątrobie zamuloney. A ieszcze wiecey Nyrkom zatkanym z osobliwego przyrodzenia swego otwiera y szlamowatości wyciera: Także zawrzedziałości”.

„Wrzody ogniste, które karbunkułami zowią y wrzody kancerowate, które się szerzą ciała rozsiadaiąc sokiem Babczynym albo wodą warzoną wymywając, a prochem korzenia albo nasienia iey zasypując, dziwnym sposobem leczy”.

„Płucom zranionym y owrzedziałym bywa ratunkiem, używając liścia tak potrawą iako trunkiem y plastrowaniem”.

„Puchlinę wodnistą z ciała wypędza ierzyna używana, przedtem chleb suchy bez picia iedząc” (to informacja podana za Pliniuszem). „Strudzenie y spracowanie chodem oczerstwie i nogi w wodzie Babczaney albo y wszystko ciało obmywszy: albowiem wszytek trud wyciąga, nerwy posila”.

„Oczom ciekącym y zapalnym tenze sok wielkim bywa ratunkiem, po kropce albo dwu nie puszczając. Dios (kurises) wchodzi do ocznych lekarstw”.

„Przeciwko morowemu powietrzu tak sok piiąc iako liścia warzonego pożywaiąc, jest osobliwym lekarstwem” (Jan Agricola).

„Płuca osobliwie czyści y wychędaża, trunkiem używany ciepło”.

„Glisty w żywocie umarza, a potem wywodzi dawszy na łyszkę (!) abo wiecey pić. Toż samo liście utarte, a na pępek przykładane czyni” (Apulejusz).

Jaki morał czy lekcję z tych porównań można wyciągnąć? Ano taki, że nasi prapraprzodkowie mieli już całkiem dobrą wiedzę o wskazaniach leczniczych, choć – przy niektórych – można się lekko uśmiechnąć…

PS
W aptekach mamy dziś dwa syropy „babkowe”: „Sirupus Plantaginis” i „Plantifort”! Czy nic to Państwu, szanownym Internautom, nie mówi? Pozostaję z szacunkiem.

Autor: dr hab. n. farm. Aleksander Drygas

Komentarze