Macierzyństwo po polsku

Statystyczna pacjentka polskiego oddziału położniczego ma 27 lat, wyższe wykształcenie, pracę i męża. Swoje dziecko wita na świecie w lipcu, jeszcze przed pierwszą rocznicą ślubu. Poród ma miejsce w województwie mazowieckim, dziecko rodzi się siłami natury i waży nieco ponad 3 kg. Rodzice nadają mu imię Lena lub Jakub.

To oczywiście tylko statystyki, sporządzone na podstawie publikacji „Dzieci w Polsce. Dane, liczby, statystyki” przygotowanej przez UNICEF oraz wyników badań przeprowadzonych przez markę JELP. Pokazują jednak wyraźnie, jak wiele się zmieniło w Polsce w ostatnich dekadach.

Polka rodzi później

Jeszcze nie tak dawno, bo kilkanaście lat temu, w Polsce wciąż funkcjonował pogardliwy termin „starej pierwiastki”. Tak nazywano, nawet zupełnie oficjalnie, w dokumentacji medycznej, kobiety, które swoje pierwsze dzieci rodziły po 30. roku życia. Zdarzało się, że o wieku przyszłej mamy dyskutowano w trakcie jej porodu. Skrępowanie, wstyd, naruszenie prywatności – tak wspominają dzisiaj swoje odczucia ówczesne rodzące. Obecnie, na szczęście, jest inaczej. Nie tylko zmienił się stosunek personelu medycznego do pacjentek (nie licząc nielicznych, bardzo niechlubnych wyjątków), lecz przede wszystkim zmieniły się same rodzące. Są lepiej wykształcone, bardziej świadome, w tym również swoich praw, oraz… po prostu starsze. Dzisiaj 30-latka w pierwszej ciąży to po prostu przeciętna pacjentka oddziału położniczego, nie dziwią też przyszłe mamy w wieku 35, 40 i więcej lat. Według danych GUS, liczba Polek, które urodziły w wieku 35-39 lat, wzrosła w ostatniej dekadzie aż o 70 proc, a w wieku 40-45 lat – o blisko 11 proc. To ogromna zmiana, również światopoglądowa.

Rzeczywiście, jak wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez biuro Eurostat (listopad 2015 r.), przemiany demograficzne w Polsce, zapoczątkowane w latach 90. ubiegłego stulecia, spowodowały przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat. W ostatnim dziesięcioleciu zanotowano też znaczny wzrost płodności w grupie wieku 30-34 lata. Zauważalne jest podwyższenie mediany wieku kobiet rodzących dzieci w polskich szpitalach – w 2000 r. było to 26 lat, w 2003 r. już 29 lat (oraz odpowiednio 24 lata i 27 lat dla pierwszego dziecka).

Nietrudno zgadnąć, z czego wynikają te zmiany. Dzisiaj przed urodzeniem pierwszego dziecka Polki chcą zdobyć odpowiednie wykształcenie, a następnie znaleźć pracę i uzyskać pewną stabilizację ekonomiczną. Rynek pracy w Polsce nie sprzyja macierzyństwu. Poza nielicznymi zawodami, w których fachowcy znajdą pracę zawsze i wszędzie, również z niemowlęciem „przy piersi”, reszta pań ma niestety pod górkę. Powszechne obecnie zatrudnianie pracowników na tymczasowych umowach nie daje żadnej gwarancji ciągłości zatrudnienia w okresie ciąży oraz po urlopie macierzyńskim (o ile taki w ogóle przysługuje), a znalezienie nowej pracy z malutkim dzieckiem to nierzadko ogromne wyzwanie (brak miejsc w żłobkach, drogie usługi niani, choroby malucha, późne godziny pracy). Nie ma co ukrywać – młodym matkom bez stabilizacji zawodowej nie jest łatwo, a wykształcenie i wiedza (również ta „życiowa”) chronią je przed całkowitym zdaniem się na partnera w kwestiach materialnych.

Polka rodzi tylko raz

Jeśli zapytamy małej, bawiącej się lalkami dziewczynki, ile w przyszłości chciałaby mieć dzieci, najbardziej prawdopodobna odpowiedzieć będzie brzmiała: „dwójkę, chłopca i dziewczynkę”. Wielu z nas marzenia o „parce” pozostają na długo, nawet na całe życie, ale rzeczywistość zmusza nas do innych rozwiązań.

Aby nie następowały niekorzystne zmiany w strukturze wieku ludności, wskaźnik dzietności (a więc liczba dzieci przypadająca na każdą Polkę w wieku rozrodczym) powinien utrzymywać się na poziomie 2,1-2,15. Niestety, po raz ostatni taki wynik zanotowano w naszym kraju ok. 30 lat temu. Od 1989 r., gdy wynosił 2,06, wciąż stopniowo malał, a obecnie, od kilku lat, utrzymuje się na poziomie 1,3. To dramatycznie niska wartość, jedna z najniższych w Unii Europejskiej i na całym świecie. Możemy spodziewać się, że w ciągu kolejnych dwóch dekad udział liczby dzieci w ogólnej liczbie mieszkańców Polski będzie się stale zmniejszał (w 1989 r. stanowił 29,5 proc., w 2011 r. 18,5proc., a w 2035 roku dzieci będą stanowiły 15,6 proc. ogółu populacji). Jednocześnie będzie postępowało starzenie się społeczeństwa – te dwa procesy demograficznie występujące łącznie przysporzą wiele problemów społecznych i ekonomicznych.

Dlaczego więc współczesne Polki nie decydują się na powiększanie rodziny? Powodów jest wiele, ale najczęstsze z nich to niesprzyjająca prokreacji sytuacja materialna, przedkładanie kariery zawodowej nad życie prywatne, niemożność pogodzenia pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka (brak pomocy rodziny, brak żłobków, groźba zwolnienia z pracy w przypadku ciąży), a także częstsze, niż kiedykolwiek wcześniej, kłopoty z zajściem w ciążę (wynikające m.in. z przesunięcia wieku kobiet starających się o dziecko). Niska dzietność na pewno wiąże się z powiększającą się liczbą Polaków-singli, wybierających życie w pojedynkę zamiast zakładania rodziny, a także powiększającym się niebezpiecznie odsetkiem rozwodów. W Polsce rośnie też przyzwolenie społecznie dla modelu rodziny bez dziecka – pary podróżujące, poświęcające czas na swoje pasje, są „trendy” i wiele osób chce iść ich śladem. Nie oszukujmy się jednak – podstawowym powodem katastrofy demograficznej w Polsce są niskie pensje i wysoki koszt utrzymania dziecka (szacowany na ok. pół miliona zł od narodzenia do 18. urodzin). W czasach, gdy zaledwie ułamek procenta młodych Polaków stać na zakup mieszkania bez obarczania się wieloletnim kredytem, to gigantyczna kwota.

Polka chce mieć „cesarkę”

Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia WHO, jedynie 10 do 15 proc. porodów powinno odbywać się poprzez cięcie cesarskie. Wskazania położnicze do rozwiązania ciąży tą metodą to m.in. duża masa płodu, jego nieprawidłowe położenie, wadliwa budowa miednicy matki, zbyt wolne tętno dziecka lub brak prawidłowej czynności skurczowej macicy. Choroby matki wykluczające poród naturalny to m.in. różnego typu schorzenia kardiologiczne, choroby płuc, duże wady wzroku, niektóre choroby neurologiczne i psychiatryczne.

Aktualne statystyki wskazują jednak, że aż 30 proc. ciąż w naszym kraju rozwiązywanych jest za pomocą cesarskiego cięcia. Nie jest żadną tajemnicą, że wiele z tych porodów to „cesarki na życzenie”. Co zniechęca Polki do porodu siłami natury? Oczywiście głównie strach przed bólem, ale nie tylko. Kobiety obawiają się powikłań mogących wystąpić podczas długiego naturalnego porodu, np. owinięcia dziecka pępowiną i niedotlenienia. Nagłaśniane przypadki błędów i zaniedbań wśród personelu medycznego i – w efekcie – niepełnosprawności u dzieci rodzonych metodą naturalną sprawiają, że Polki się boją, nie chcą ryzykować. Wierzą, że cesarskie cięcie jest bezpieczniejsze zarówno dla dziecka, jak i matki. I wreszcie, nie bez znaczenia jest też wygoda takiego rozwiązania – kobiety chcą mieć wyznaczoną konkretną datę porodu (możliwe tylko w przypadku cesarskiego cięcia), przygotować się do pobytu w szpitalu, a nie czekać w strachu na skurcze, odejście wód płodowych i szaleńczą jazdę przez miasto na porodówkę.

Czy moda na cesarkę przeminie? Podobno, jeśli wierzyć położnikom, już widać tendencję malejącą. Polki patrzą na Zachód, a tam coraz częściej widoczny jest nacisk na to, co naturalne, harmonijne i świadome. Porody w wodzie, porody lotosowe, porody zen – kto wie, może przyjmą się i u nas.

Polka ma problem z zajściem w ciążę

Jeszcze kilka lat temu o niepłodności mówiło się wówczas, gdy para po dwóch latach starań nie mogła doczekać się ciąży. Z powodu coraz późniejszego wieku, w jakim pary decydują się na poczęcie dziecka, dzisiaj okres ten skrócony został do 12 miesięcy. Jeśli wierzyć statystykom, co druga para w naszym kraju potrzebuje nawet 6 miesięcy, aby na teście pojawiły się dwie kreseczki. Zapłodnienie podczas pierwszego cyklu starań udaje się zaledwie niewielkiemu odsetkowi par.

Pośród najczęściej wymienianych powodów trudności z zajściem w ciążę wymienia się problemy hormonalne, niedrożność jajowodów, niewłaściwą budowę i ruchliwość plemników, niepłodność immunologiczną oraz czynniki psychologiczne (stres, napięcie). Na niepłodność duży wpływ mogą mieć używki (papierosy, alkohol), częste infekcje dróg rodnych, otyłość, a także wiek.

Od 1 lipca 2013 r. w Polsce możliwa jest refundacja zabiegów in vitro. Szacuje się, że przez pierwsze dwa lata trwania programu skorzystało z niego ok. 22 tys. par, urodziło się 2,2 tys. dzieci, a cała akcja kosztowała państwo 26 mln zł. Nietrudno policzyć, że szczęśliwe rozwiązanie dotyczyło co dziesiątej starającej się o dziecko pary. Czas trwania programu refundacji in vitro kończy się w połowie 2016 r. Według najnowszych doniesień, program nie będzie konturowany przez obecnych rząd.

Polka – matka niedoceniona

Jak wynika z raportu „Matka Polka niedoceniona” przygotowanego na podstawie badań przeprowadzonych przez Polski Program Jakość Obsługi, nasi rodacy nie są szczególnie pozytywnie nastawieni do kobiet w ciąży oraz matek z małymi dziećmi. Wnioski z raportu są ciekawe, zaskakujące, a czasem wręcz szokujące.

Okazuje się, że większą tolerancję dla kobiet w ciąży i matek małych dzieci wykazują mężczyźni, a nie inne kobiety. To oni częściej ustępują im miejsca w komunikacji publicznej, przepuszczają w kolejkach czy przymykają oko (czy raczej ucho) na hałasy maluchów. Statystycznie najprzychylniejszy tej grupie społecznej Polak jest mężczyzną w wieku powyżej 50 lat, z wyższym wykształceniem, mieszkaniec zarówno miasta, jak i wsi. Na przywileje dla ciężarnych oraz matek z dziećmi (np. kasy pierwszeństwa w marketach) krzywo patrzy około połowa naszych rodaków, a wielu z nich nie waha się głośno oprotestowywać ten brak społecznej „równości”. Za najgorzej nastawione do przywilejów matek uznawane są starsze kobiety w wieku 60+ oraz – w mniejszym stopniu – młode, bezdzietne osoby. Jak wynika z raportu, aż 11 proc. ciężarnych spotkało się z wrogą reakcją kasjera lub wręcz odmową obsłużenia poza kolejnością. Zaledwie jedna na dziesięć ankietowanych osób zauważyła jakiekolwiek przejawy życzliwości dla ciężarnych oraz matek w urzędach i na poczcie. Co ciekawe, więcej Polaków wykazuje się tolerancyjnością w stosunku do ciężarnych, niż do matek małych dzieci. Te ostatnie – zgodnie z wolą ludu – powinny w ogóle nie wychodzić z domu. Zarówno klienci, jak i pracownicy sklepów i urzędów potrafią złośliwie skomentować zachowanie maluchów oraz sposób ich wychowywania przez matkę (aż co czwarty ankietowany był świadkiem takiej sytuacji). Jednocześnie wielu ankietowanych było świadkami życzliwości pracowników w stosunku do dzieci, np. wręczenia im zabawki czy wskazania miejsca do zabawy. Miało to miejsce głównie w aptekach, małych sklepach spożywczych, ale również w hipermarketach. Za najmniej życzliwe mamom z dziećmi miejsca uznano stacje paliw, urzędy oraz pocztę.

Z doświadczenia położnej

Krystyna Srebrnicka, starsza położna, sala porodowa Szpitala Miejskiego Specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza w Krakowie:

Zauważalnie podniósł się wiek rodzących Polek. Na naszym oddziale przyjmujemy porody zarówno od bardzo młodych dziewczyn, jak i dojrzałych kobiet po 40-tce. Dzisiaj jest to coś zupełnie normalnego. Co ważne, starszy wiek rodzącej nie jest już obligatoryjnym wskazaniem do rozwiązania ciąży poprzez cesarskie cięcie – jeśli kobieta chce rodzić siłami natury i nie ma wyraźnych przeciwwskazań medycznych, zawsze staramy się jej to umożliwić. Takie porody czasami wymagają od położnych i lekarzy więcej cierpliwości, gdyż starszy organizm nie jest już tak silny i wytrzymały jak w czasach młodości. Do każdej pacjentki podchodzimy jednak indywidualnie i staramy się spełnić jej oczekiwania. A te bywają obecnie bardzo wyraźnie sprecyzowane – współczesne kobiety są bardzo dobrze wyedukowane i przygotowane do tego, co je czeka w trakcie i po porodzie. Wiedzę zdobywają w szkołach rodzenia, ale także w internecie. Obowiązujące obecnie we wszystkich szpitalach położniczych plany porodu pełne są wskazówek i oczekiwań przyszłych mam. Kobiety wiedzą, czy chcą być golone, nacinane, znieczulane, a personel medyczny powinien się do tych wymogów dostosować (o ile jest taka możliwość i nie ma innych zaleceń lekarskich). Dzisiaj jest to łatwiejsze, niż kiedyś, gdyż porody przebiegają znacznie szybciej i sprawniej. Jeszcze dekadę temu normą na oddziale były długie, wielogodzinne porody. Zmieniali się dyżurujący lekarze, położne i pielęgniarki, a kobieta nadal rodziła. Dziś ciężarna z rozpoczętą akcją porodową nie musi już leżeć unieruchomiona w łóżku – może chodzić, spacerować, a nawet skorzystać z wanny, gdyż immersja wodna ułatwia i przyspiesza poród. Przy słabej akcji podaje się pacjentce, za jej zgodą, oksytocynę, pomagającą dziecku szybciej przyjść na świat. Zarówno w przypadku mam młodszych, jak i starszych, w pogotowiu jest sala operacyjna, jednak daje się zauważyć, że cesarskie cięcie nie jest już tak „modne” jak kilka lat temu. Kobiety nadal boją się bólu, ale dobrą alternatywą jest dziś znieczulenie zewnątrzoponowe podczas porodu siłami natury.

Autor: Kamila Śnieżek

Komentarze