Luty pachnący mimozą

Deszcz konfetti, gromy sztucznych ogni , muzyka i taniec – kiedy na nadmorski bulwar w Nicei wjedzie pierwsza karnawałowa platforma, wszystko się może zdarzyć! Tu nie ma miejsca dla biernych obserwatorów. Podczas parady stoczymy wiele kolorowych pojedynków na serpentyny w sprayu. Jest jeszcze jedno zagrożenie – rzucane z platform naręcza mimozy. Ten niewinny, drobny kwiatek pojawił na Lazurowym Wybrzeżu w tym samym mniej więcej czasie co współczesny karnawał.

Jego Wysokość Król

Tradycja imprez karnawałowych jest stara jak świat. Ale swój obecny kształt te z Cote d’Azur nabrały w II połowie XIX w. Wtedy do Nicei zaczęli przyjeżdżać pierwsi turyści, głównie z Wielkiej Brytanii. Zima bowiem obchodzi się znacznie łagodniej z tym skrawkiem świata niż z Anglią, nie mówiąc już o Rosji – bo stamtąd również zaczęli zjeżdżać „letnicy”. Francuskie niebo jest soczyście błękitne, morze głęboko turkusowe, a słońce nagrzewa powietrze średnio do około 9-11 st. C. Dla angielskiej elegantki z przełomu wieków, ubranej w gorset, halki i kaszmirową suknię były to optymalne temperatury. Dlatego szczyt sezonu turystycznego wypadał właśnie w środku zimy. Goście nie mieli zbyt dużo do roboty w sennym wówczas mieście, ale za to mieli pieniądze. Nieporównywalnie więcej niż miejscowi rybacy i nieporównywalnie chętniej je wydawali. Jak zatem można było ich nie rozpieszczać?

W 1873 roku do miasta wkroczył jego wysokość Król Karnawału I – wielka rzeźba, która przez całe święto objeżdża swoje „włości”. Obecnie Królowi towarzyszy godna oprawa w postaci setek tancerzy, muzyków, aktorów i platform, z których piękne dziewczęta rzucają w tłum gałązki mimozy. Szaleństwo barw i form jest jednak podporządkowane tematowi przewodniemu. Hasło na 2011 rok brzmi: „Król Śródziemnomorski”. Jaki odzew? Przekonamy się już 18 lutego. Wtedy bowiem rozpocznie się nicejski karnawał, jeden z największych na świecie! W planie jak zwykle - dwie olbrzymie parady w południe i w nocy. Komu nie dość wrażeń, bez trudu znajdzie imprezę w jednym z klubów lub barów. Na to trzeba mieć zdrowie!

Choć Nicea bawi się do późnej nocy, rano nie ma już śladów nocnego szaleństwa. Na bulwarze nie znajdziemy ani jednej gałązki mimozy, a na targu kwiatowym śladu konfetti. Sprzedawcy jakby nigdy nic się nie działo, oprócz bukietów oferują domowej roboty oliwki. Kawiarenki zaś kuszą zapachem kawy i ciastek statecznych spacerowiczów, którzy wieczorem przemienią się w imprezowe bestie. Jedynie wielkie kukły ustawione przed sklepami, hotelami, na placach zdradzają, że w mieście dzieje się coś niezwykłego.


W kolorze cytryn i pomarańczy

Zupełnie inny charakter ma impreza w Menton. Perła Sekretnej Riwiery gościła „letników” z najwyższych kręgów światowej society. Z dala od zgiełku i intryg wielkiego świata, w miasteczku o subtropikalnym klimacie, gdzie słońce świeci średnio 316 dni w roku, wypoczywali m.in. królowa Wiktoria, car Aleksander I, August Rodin… Dla zacnych gości sprowadzeni głównie z Anglii ogrodnicy stworzyli bajeczne parki. Dzięki temu obecnie Menton nazywa się miastem-ogrodem. W jego alejkach kwitną żółte mimozy.

Australijska roślina, którą przywieziono w połowie XIX w., szybko rozsiała się i przykryła dywanem żółtych kwiatów całe Lazurowe Wybrzeże. Kwitnie zawsze o tej samej porze, czyli w samym środku australijskiego lata. I nie zmieniła swoich zwyczajów po przeprowadzce do Francji. Organizatorzy karnawałowych parad mogą na nią liczyć w środku europejskiej zimy!

W Menton, oprócz mimozy, owocują cytryny i pomarańcze. Przed eleganckimi willami i pałacami z belle époque tworzono z nich początkowo niewysokie kompozycje. Z roku na rok przemieniały się one w coraz wyższe i wysublimowane dzieła sztuki. Kiedy po raz pierwszy zebrał się komitet organizacyjny karnawału, było jasne, czym Menton zaskoczy świat – owocowymi kompozycjami.

18 lutego po raz 78 karnawałowe platformy powiozą ulicami miasta olbrzymie cytrusowe rzeźby zainspirowane wielkimi cywilizacjami – tak bowiem brzmi temat przewodni najbliższego karnawału. Po defiladzie rzeźby spoczną w ogrodzie Biovès w samym centrum miasta. Tam będzie je można oglądać przez cały dzień i do późnej nocy.


Za kulisami

Wielka impreza wymaga żmudnych przygotowań. Komitet organizacyjny ogłasza temat nowego karnawału zaraz po zakończeniu poprzedniego i czeka na projekty. Budowa flot, castingi, szycie kostiumów angażują około 300 osób. Jednak przy tak wielkim rozmachu, równie bogatej treści wizualnej nie są w stanie wypełnić owoce z rodzimych plantacji. Na potrzeby imprezy do Menton co roku sprowadza się 145 ton cytryn i pomarańczy. Sprowadza się również… mimozę. Mimo że „zagłębie” mimozy, czyli wypełnioną plantacjami gminę Tanneron, dzieli zaledwie godzina jazdy samochodem.


Pod znakiem mimozy

W Tanneron uprawa tego kwiatu już dawno wyparła sady owocowe. Żółte plantacje efektownie wyglądają z drogi, ale jeszcze lepiej od środka. Możemy przekonać się sami o tym, ponieważ kilkanaście z nich jest otwartych dla turystów. Ich właściciele zabiorą nas w podróż o zapachu mimozy. Najpierw po polach, a później do bukieciarni, gdzie gałęzie z jeszcze nieotartymi kwiatami pakuje się do foliowych toreb i układa w specjalnym chłodnym, ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu. Stamtąd trafią prosto do sklepu. Co roku okoliczne plantacje wysyłają w świat 8 milionów bukietów. Zapach i kolor mimozy zaklęty został również w mydłach, nalewkach i syropach. Wszystko to kupimy w sklepikach na plantacjach.

Jeszcze więcej zobaczymy podczas wycieczki autokarowej „Od mimozy do perfum”. Oprócz plantacji zwiedzimy fabrykę perfum w Grass, gdzie zobaczymy, w jaki sposób żółty kwiat zamienia się w czysty zapach.


Święto zbiorów

Mimoza dla mieszkańców gminy Tanneron nie tylko ma kolor złota, ale jest czystym złotem. Jej uprawa stała się przecież ich sposobem na życie. Nic dziwnego, że kiedy w nocy 13 grudnia 1929 r. temperatura spadła do −9 st. C i zniszczyła wszystkie drzewka, nastała wielka żałoba. Następny zbiór kwiatów odbył się dopiero dwa lata później. Tym razem towarzyszyła mu olbrzymia radość. Mieszkańcy Mandelieu-La-Napoule, jednego z nadmorskich miast w tym regionie zbudowali platformy i ozdobili je żółtymi kwiatami. W ten sposób narodził się Festiwal Mimozy.

Najbliższy pod hasłem „Mimoza Festiwal na zielono” rozpocznie się 18 lutego. Podczas dwutygodniowej imprezy zużywa się ok. 12 ton tych kwiatów. Utkane są nimi platformy, setki bukietów wyrzucają jadący na nich statyści. Złapmy jeden z nich i zanieśmy do domu. Dzięki specjalnemu proszkowi „chrystal powder” bukiety mimozy o kolorze południowego słońca będą rozświetlać nam pokój nawet przez 8 dni.

Autor: Dorota Chojnowska

Komentarze