Lepiej chudnąć powoli

W poczekalni do dietetyka siedzi młody, szczupły chłopak. Kiedyś miał sporą nadwagę, teraz systematycznie kontroluje wagę, bo pamięta słowa specjalistki od odchudzania, do której przyszedł ze swym problemem: Sukcesem nie jest schudnąć, ale potem utrzymać niższą wagę.

Anna Gałgańska, specjalista ds. żywienia i żywności, przyjmująca w swym gabinecie w Inowrocławiu, od razu mnie poprawia. – Nie jesteśmy fachowcami od odchudzania. Naszym zadaniem jest nauczenie zasad właściwego odżywiania się. Do spadku wagi dochodzi niejako przy okazji – tłumaczy. I dodaje, że jest w tej kwestii dużo do zrobienia, bo często odżywiamy się po prostu beznadziejnie. Mamy złe nawyki, jemy zbyt wiele i brakuje nam aktywności fizycznej. To wszystko powoduje, że tyjemy.


Dla zdrowia i urody

Skutki takiego postępowania widać bardzo szybko po dzieciach. Warto więc wiedzieć, że nasze komórki tłuszczowe namnażają się w dzieciństwie. To właśnie w nich gromadzi się tłuszcz, jeśli jemy zbyt wiele w stosunku do potrzeb naszego ciała. Dlatego tak ważne jest, by w dzieciństwie nie „wyhodować” nadmiernej liczby komórek tłuszczowych, bo nawet gdy odchudzimy dziecko, one nie przestaną istnieć. Obkurczą się, zasuszą, ale będą czekać na kolejne, zbyt duże dawki jedzenia, by na nowo się wypełnić. Pamiętajmy więc – otyłe dziecko w dorosłym życiu będzie borykało się z wagą.


Nie unieszczęśliwiać

Obojętnie w jakim wieku jest pacjent, dietetyk proponuje wprowadzenie poważnych zmian w jego życiu. Przede wszystkim zaleca zmniejszenie ilości spożywanych kalorii, ograniczenie tłuszczów i słodyczy w diecie. Każe jeść małe porcje, ale częściej, co 2-3 godziny, by organizm nie oczekiwał ogromnych dawek jedzenia po długim, wielogodzinnym poście. Zmorą nazywa przekąski, podjadanie chipsów, paluszków czy ziaren słonecznika między zaplanowanymi posiłkami, bezwzględnie żąda zerwania z nawykiem stawiania przy sobie miseczki z ciasteczkami lub z popcornem, gdy zasiadamy do oglądania filmu...

Dietetyk oczekuje więc świadomego podejścia do odżywiania się, planowania posiłków, a nie zaspokajania głodu czym popadnie. Przygotowuje indywidualną dietę, dopasowaną do potrzeb konkretnego pacjenta, która będzie mu dostarczać niezbędną energię i składniki mineralne.

Gdy ktoś sam się próbuje odchudzać, zwykle narzuca sobie bardzo duże ograniczenia, trudny do zniesienia reżim. Chudnie szybko, ale nie ma sił, by wypełniać swe codzienne obowiązki, pracować. Bywa rozdrażniony i nieszczęśliwy. – A dieta, która ma nam służyć, nie może unieszczęśliwiać i wyniszczać organizmu, powodować niedobory niezbędnych nam do życia substancji – podkreśla Anna Gałgańska.


Gryzą, by nie zasnąć

Lepiej więc chudnąć powoli, w tempie pół kilograma, maksymalnie kilogram tygodniowo. – Zwykle proponuję więc pacjentom dość bogatą dietę, którą mogą się nasycić – podkreśla Anna Gałgańska. – Gdy mówię, co i w jakich ilościach można jeść, pacjenci często reagują stwierdzeniem, że to dużo jedzenia, że tyle im nie potrzeba. To charakterystyczne, że osoby otyłe często postrzegają siebie jako jedzące niewiele… W dłuższej rozmowie wychodzą jednak na jaw ich różne złe żywieniowe przyzwyczajenia. Wiele osób nie traktuje jako posiłku batonów czy orzeszków podjadanych w aucie, w czasie dłuższej jazdy. Robią tak zwłaszcza panowie, tłumacząc się, że muszą coś gryźć, by nie zasnąć.

Dla wielu osób całkowitą nowością jest fakt, że dużą dawkę kalorii wprowadzają do organizmu wraz z sokami czy słodzonymi napojami. Inni nie potrafią się pogodzić z zakazem jedzenia czegokolwiek po godzinie 20, a i o tej porze sięgnąć można po lekki posiłek, tylko pod warunkiem, że będzie się jeszcze długo aktywnym, na przykład do północy. Z drugiej strony to i tak lepsze rozwiązanie niż modne jeszcze przed kilku laty zalecenie, by ostatni posiłek spożywać do godziny 18.


Szybko tylko woda

Dietetycy odradzają przeprowadzanie tygodniowych czy dwutygodniowych restrykcyjnych diet, kuszących szybką stratą kilku zbędnych kilogramów. Te efekty są złudne, bo w pierwszym tygodniu odchudzania tracimy przede wszystkim wodę. I rzeczywiście jesteśmy zadowoleni, bo waga pokazuje, że zgubiliśmy 3-4 kilogramy. Problem w tym, że takie diety nie ucząc właściwych nawyków żywieniowych, nie dają trwałych rezultatów. Co gorsza, po zaprzestaniu wyrzeczeń, waga znów szybko rośnie i zamiast smukłej talii mamy efekt jo-jo. Według dietetyków, kto straci w czasie szybkiego odchudzania 10 kilogramów, w krótkim czasie może przytyć nawet 20.


Wolniej też niełatwo

Wolniejsze chudnięcie jest skuteczniejsze, choć też nie jest łatwe. Pierwszy miesiąc motywuje, bo schodzi z organizmu woda, w drugim jednak może dziać się niewiele. Waga ani drgnie, nastrój siada, aż chce się sięgnąć po ulubiony batonik. I można to zrobić, ważne tylko, by wiedzieć, kiedy można go w miarę bezkarnie zjeść.
Właśnie dlatego ważne jest wsparcie, kontakt z dietetykiem, systematyczna rozmowa z nim.

– Sukcesem nie jest schudnąć, ale potem utrzymać niższą wagę przez co najmniej pół roku – podsumowuje Anna Gałgańska. – Dużo osób oczekuje tabletki, dzięki której łatwo pozbędzie się nadwagi, tak to jednak nie działa. Większość dietetyków nie stosuje też żadnych suplementów, bo korzystanie z nich nie przynosi najbardziej pożądanego przez nas skutku – nie uczy racjonalnego odżywiania się, nie zmienia złych nawyków.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze