Lęk mieszka pod łóżkiem - opanuj dziecięcy strach

Sześcioletni Krzyś przez dwa tygodnie niemal co noc budził się z płaczem. Godzinę po zaśnięciu zaczynał cicho pojękiwać, był spocony, siadał na łóżku i coraz głośniej szlochał. Nie reagował ani na przytulanie, ani na słowa.

Po tygodniu nocnych lęków poszli z Krzysiem do pediatry. – Proszę uzbroić się w cierpliwość, takie rzeczy się zdarzają – powiedział doktor. – Dorośli też często nie mogą spać przeżywając ponownie zdarzenia z całego dnia, a co dopiero taki maluch, którego układ nerwowy nie jest jeszcze dojrzały…Pediatra radził jednak wprowadzić pewne zmiany – ograniczyć telewizję i komputer, zwłaszcza przed snem, baczniej dobierać książki, przez jakiś czas nie czytać dziecku o duchach, strachach i czarownicach. Rodzice Krzysia wzięli sobie te rady do serca. Rzeczywiście, przyznali się sami przed sobą, w ostatnich tygodniach pozwolili Krzysiowi siedzieć przed telewizorem i oglądać bajki, a nie bardzo kontrolowali, jakie. Postanowili częściej wychodzić z synkiem na spacery i rower, grać z nim w piłkę i gry planszowe.

Minął miesiąc. Krzyś śpi coraz lepiej, z płaczem budzi się sporadycznie. Pediatra stwierdził więc, że nie ma potrzeby, by chłopcem zajął się specjalista. Mimo to zalecił rodzicom, by pilnie obserwowali synka. Chciał mieć pewność, że nocne zaburzenia snu chłopca to nie efekt lęków, których przyczyny tkwią znacznie głębiej niż w oglądaniu niewłaściwych programów w telewizji.


Kochaj, przytulaj, akceptuj

Dziecięce lęki najczęściej mają swoje źródło w niezaspokojonych potrzebach bezpieczeństwa, bliskości, miłości, akceptacji. – Takie dzieci często są bardzo żywe. Ich zachowanie cechuje brawura i błazenada. Wszystko po to, by znaleźć się w centrum zainteresowania, by zasłużyć na podziw lub pochwałę, a w pierwszym rzędzie – by rozładować emocje – mówi Jolanta Gaudzińska, pedagog, dyrektor Przedszkola Niepublicznego „Zameczek” w Bydgoszczy. – Będą szukać czegoś, co choć w minimalnym stopniu pozwoli na zredukowanie emocji lub obniżenie niepokoju. Jeśli przyczyna lęku nie mija, będą te zachowania powtarzać. Utrwalą je, bo odczuwając ulgę sądzą, że sobie radzą, że rozwiązują problem. A są przecież zbyt małe, by rozmawiać o swych emocjach i obawach, by je racjonalnie rozładowywać i rozpraszać. Z tym często nie radzą sobie nawet dorośli…

Najczęstszymi nawykami, które powinny wywołać czujność opiekunów są: obgryzanie paznokci i skórek, ssanie palców. Pojawiać się mogą też tiki nerwowe, onanizowanie się. Dziecko ma trudności z koncentracją, jest płaczliwe, drażliwe, złości się bez powodu. Czerwieni się lub jest chorobliwie blade, ma rozszerzone źrenice, napięte mięśnie, poci się nadmiernie. Stałe napięcie może być przyczyną złego samopoczucia dziecka, objawiającego się zaburzeniami wegetatywnymi, takimi jak bóle brzucha czy głowy, biegunka. Często pojawiają się niepokój lub – wręcz przeciwnie – zahamowania ruchowe. Do tego dochodzą problemy z mówieniem, jąkanie się lub niemożność wypowiadania się przed grupą, klasą.


Charakterystyczne są też zaburzenia łaknienia – objadanie się lub brak apetytu. Maluch trapiony lękami może kończyć posiłek jako ostatni lub w ogóle niczego nie jeść, byle zwrócić na siebie uwagę. Bo przecież jeśli nie je, ktoś będzie go namawiał do zjedzenia choć jednej łyżki zupy, a jeśli sięgnie po trzecią dokładkę też zostanie to zauważone.


„Trudne” i nazbyt spokojne

– Takim dzieciom często przypina się łatkę „trudne” i próbuje okiełznać ciągłym zwracaniem uwagi, karami – dodaje Jolanta Gaudzińska. – A to do niczego nie prowadzi, tylko pogłębia trudności, bo dziecko miało już przecież nadzieję, że swój problem rozwiązało, a tymczasem jest karcone. Bywa jednak i tak, że dzieci pełne lęków są bardzo grzeczne, wręcz nadmiernie ciche i spokojne. Nie ma z nimi problemów wychowawczych, bez protestu i skrupulatnie wykonują polecenia, więc często stawiane są za wzór, czyli otrzymują nagrodę za swoje zachowanie. Tymczasem może być ono spowodowane takimi samymi lękami jak błaznowanie. – Takim maluchom jest trudniej niż ich rozbrykanym kolegom, bo nikt nie zwraca na nie baczniejszej uwagi – przekonuje szefowa „Zameczka”. – Nie sprawiają kłopotów, nikt się na nich nie skupia, ze swoimi troskami pozostają więc zupełnie same.


Co w przedszkolu? Co w domu?

Takie objawy lub zachowanie, które wyraźnie wyróżnia jedno dziecko na tle grupy, powinno obudzić czujność rodziców. Problem w tym, że trudno im dokonać takich porównań, bo zwykle nie widują dłużej swego malucha wśród rówieśników, przez co nie mogą wyłapać niepokojących symptomów. Nie dostrzegają ich też dlatego, że przyczyny lęku dziecka związane są z sytuacją w domu, o której chcieliby nie myśleć. Gdy rodzice mają problemy zawodowe, kłócą się, rozstają, maluch zawsze jest świadkiem tych zdarzeń. I ich uczestnikiem, bo sfrustrowani, zmęczeni lub zdenerwowani dorośli zwykle nie potrafią rozwiązać swych problemów bez udziału dzieci, które intuicyjnie wychwytują niepokojące sygnały. Niestety, rodzice bardzo często sami przed sobą nie chcą się przyznać, że dziwne, nerwowe zachowanie dziecka jest skutkiem złej atmosfery w domu. Szukają winnego poza rodziną. W przedszkolu, szkole, w grupie rówieśniczej. Mówią: – Co się dzieje w tym przedszkolu, że zrobiłeś się taki nerwowy?

Często przyczyną lęków jest obawa dziecka, że nie sprosta oczekiwaniom dorosłych. Bo jest grube i wolno biega, bo nie dość szybko uczy się czytać lub jeździć na rowerze. Dzieci nie są identyczne i różnie reagują na bodźce. Rodzice powinni o tym pamiętać i zaakceptować ten fakt. Nie można zarzucać dzieci nadmiarem informacji, biegać z nimi z jednych zajęć na drugie. Maluchy muszą mieć czas, by posiedzieć w swoim pokoju, pobawić się zabawkami, zagrać z mamą i tatą w grę planszową.


Bądźcie pogodni!

– Jeśli źródłem niepokoju są kłopoty dorosłych, rodzice sami przed sobą muszą się do tego przyznać – radzi Jolanta Gaudzińska. – Potem muszą nauczyć się tak postępować, by nie przekazywać maluchom swych niepokojów, obaw, frustracji. Jeśli rodzice opanują emocje, jeśli będą pogodni, dziecko również będzie się lepiej czuło. Trzeba też uświadomić maluchowi, że miewamy gorsze dni, bywamy zmęczeni, zdenerwowani. Ważny jest też kontakt z nauczycielami. Ich obowiązkiem jest przecież nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także dbanie o prawidłowy rozwój emocjonalny i społeczny.


– Trzeba pamiętać, że poczucie braku miłości, bliskości, akceptacji to emocje subiektywne – podkreśla Jolanta Gaudzińska. – Maluch może czuć się niekochany, bo często nie umiemy okazywać uczuć. Im starsze dziecko, tym mniej między nami bliskości, także fizycznej, często po prostu wstydzimy się przytulić chłopca, który już przestał być przedszkolakiem. A on nadal tego potrzebuje, nawet jeśli będzie unikał tego przy rówieśnikach.


Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze