Latem też chorujemy...

Lekarze nie mają wakacji. Latem muszą zająć się pacjentami z typowymi wakacyjnymi dolegliwościami. To najczęściej zatrucia pokarmowe, udary i...pokąsania.

Często, a przede wszystkim częściej niż kilka lat temu, do wizyty u lekarza zmuszają nas infekcyjne problemy żołądkowe. - Popularnie nazywa się je grypą jelitową, bo towarzyszą im objawy podobne do tych, które występują i przy grypie - mówi doktor Katarzyna Tujakowska, pediatra z przychodni „Przyjazna" w Bydgoszczy. - Jest to gorączka, uczucie rozbicia, bóle mięśniowe, do których dochodzą jednak również wymioty i biegunka. Choroba przebiega burzliwie, powoduje szybkie odwodnienie organizmu, zwłaszcza w przypadku dzieci, które nierzadko wymagają hospitalizacji. Chorują całe rodziny, bo wirus wywołujący tę infekcję jest bardzo zaraźliwy.


Problem jest na tyle poważny, że opracowana została szczepionka, chroniąca przed „jelitową grypą", dokładniej przed kilkoma najczęstszymi wirusami ją wywołującymi. Podaje się ją jedynie bardzo małym dzieciom - pierwszą dawkę od 6 tygodnia życia, ostatnią do 6 miesiąca (w zależności od wybranego preparatu trzeba podać 2 lub 3 dawki). Odporność nabyta dzięki szczepionce nie ochroni dziecka przez całe życie, z czasem bowiem spada, ale zapewni mu wsparcie przez pierwszych kilka lat.


„Biegunka podróżnych"

Podobne objawy, choć nie zawsze z gorączką, towarzyszą „biegunce podróżnych" czy chorobie „brudnych rąk". W pierwszym przypadku mamy do czynienia z problemami związanymi ze zmianą pożywienia, piciem innej wody, jedzeniem niemytych warzyw i owoców. Przydarzają się nam one zwłaszcza w egzotycznych, gorących krajach, w których żyją drobnoustroje nie występujące w naszym klimacie. Przebieg choroby bywa równie burzliwy jak przy „grypie jelitowej", nie pozwala opuścić pokoju hotelowego nawet przez kilka dni. Nie jest ona jednak zaraźliwa, jeśli więc ktoś inny również choruje, to dlatego, że również z piciem lub pożywieniem do jego organizmu dostały się chorobotwórcze bakterie. Nie udaje się nam uchronić przed tą chorobą, choć często jesteśmy świadomi zagrożenia, wiemy na przykład, że w egzotycznych krajach nigdy nie należy pić wody z kranu, a sięgać tylko po butelkowaną. - Niebezpieczne są na przykład drinki z lodem, bo lód robiony jest z kranówki - podpowiada doktor Katarzyna Tujakowska. - Niestety, te bakterie nie giną podczas mrożenia.

Chorobę „brudnych rąk" również często łapiemy w podróży, na przykład korzystając z publicznych toalet, nie myjąc dokładnie rąk po ich opuszczeniu. - Ustrzec się przed nią możemy jedynie skrupulatnie przestrzegając zasad higieny - dodaje doktor Katarzyna Tujakowska. - Myjąc często ręce, jedząc tylko umyte owoce i warzywa, sięgając po chusteczki odkażające, które są bardzo przydatne w podróży.


Salmonelloza i żółtaczka

Wysoką gorączkę, wymioty i krwawe biegunki spowodować może salmonelloza, kolejna choroba, którą zakażamy się poprzez pożywienie. Najczęstszym winowajcą są jaja kurze, choroba jest bowiem przenoszona właśnie przez kury. Obowiązujące normy sanitarne bardzo ograniczyły jej występowanie, w ostatnich latach salmonelloza nie pojawia się więc zbyt często, w pamięci mamy jednak historię sprzed lat, gdy dawała o sobie znać zwłaszcza w punktach zbiorowego żywienia. Salmonelloza jest chorobą, której objawy szybko narastają, a sam proces chorobowy jest na tyle wyniszczający dla człowieka, że niezbędny bywa pobyt w szpitalu. Szczególnie gdy mamy do czynienia z postacią toksyczną salmonellozy, czyli zatruciem organizmu toksynami produkowanymi przez bakterie wywołujące tę chorobę.

W ciepłych krajach, ale nie tylko tam, zarazić możemy się też żółtaczką pokarmową, czyli żółtaczką typu A. I w tym przypadku możemy zakażeniu zapobiec - znowu dzięki szczepieniu. - Jest ono zalecane, gdy wybieramy się do ciepłych krajów - mówi doktor Katarzyna Tujakowska. - Można ją podawać już dzieciom powyżej pierwszego roku życia.


Poparzenia skóry

Często nie od razu zdajemy sobie sprawę, że przesadziliśmy ze słońcem. Że coś jest nie tak, zaczynamy odczuwać w jakiś czas po zejściu z plaży - skóra jest ciągle rozpalona, zaczerwieniona lub pokryta pęcherzami, bywa również bolesna. Taki problem może już pozostawić na niej ślady do końca życia.

Teoretycznie wiemy, jak powinniśmy korzystać ze słońca, w praktyce rzadko jednak stosujemy się do tych zasad. Będąc na wakacjach chcemy się przede wszystkim dobrze wyspać, więc późno wstajemy, na plażę idziemy w południe, czyli w najgorszym momencie. - A powinniśmy iść rano, między 10 a 15 zrobić sobie sjestę, jak to czynią mieszkańcy Południa - podkreśla doktor Katarzyna Tujakowska. - Zapominamy też, by nasmarować się kremami z filtrem przed wyjściem na plażę, robimy to dopiero na miejscu, większość z nas nie kremuje się też ponownie co 2-3 godziny. Tymczasem ostre poparzenia w wieku dziecięcym zwiększają zagrożenie zachorowaniem na czerniaka.


Udar słoneczny i cieplny

Udar słoneczny to skutek zbyt długiego przebywania na słońcu, obejmujący jednak nie tylko zmiany na skórze. Udar jest reakcją całego organizmu na przegrzanie i utratę wody. Jego objawami są m.in.: ogólne osłabienie, senność, przyspieszony puls, gorączka, bóle i zawroty głowy, dreszcze, oczywiście także oparzenia skóry. Osobę, która doznała udaru, jeśli jest przytomna, należy zaprowadzić w chłodne miejsce z dostępem świeżego powietrza, napoić czymś chłodnym, nie może to być jednak kawa, herbata czy alkohol, wskazana jest też chłodna kąpiel. Do osoby nieprzytomnej trzeba natomiast natychmiast wezwać karetkę.

Przede wszystkim należy jednak zadbać o to, by do udaru nie doszło, m.in. nie korzystając ze słońca w godzinach południowych. Dzieci są szczególnie zagrożone udarem, w ogóle nie powinny więc siedzieć w pełnym słońcu. Zadbać trzeba natomiast o to, by miały zawsze na słońcu nakrycie głowy i koszulkę chroniącą ramiona i plecy. W upalne dni pamiętać trzeba też o nawadnianiu organizmu.

Nie należy przebywać zbyt długo w przegrzanych, dusznych, słabo wentylowanych pomieszczeniach czy w zaparkowanych samochodach z zamkniętymi oknami. Dzięki stosowaniu się do tych zasad możemy uniknąć bowiem udaru cieplnego, który jest skutkiem oddziaływania na nas wysokich temperatur, choć nie bezpośrednio słońca.

- W tym roku warto szczególnie pamiętać o zagrożeniach płynących ze zbytniej ekspozycji na słońce, bo zdaniem naukowców nad Polską mamy obecnie dziurę ozonową, co oznacza, że promieniowanie słoneczne jest silniejsze niż zwykle - dodaje doktor Katarzyna Tujakowska.


Osy, komary i kleszcze

Latem odwiedzamy też lekarzy z powodu ukąszeń owadów. Nierzadko przyczyną naszego niepokoju jest reakcja alergiczna - duży obrzęk wokół miejsca ukąszenia przez komara, pszczołę czy osę, któremu może nawet towarzyszyć pogorszone samopoczucie. - Zwykle wystarczy podać lek przeciwhistaminowy i posmarować obrzęk preparatem z apteki lub zrobić okład z octu lub cebuli, by chory poczuł ulgę - zapewnia doktor Katarzyna Tujakowska.

Coraz częściej przychodzimy do lekarza z kleszczami, obawiając się boreliozy. To poważna choroba, ale rozwija się długo i po cichu, tym większy budzi strach. Przez pewien czas lekarzy obowiązywały zalecenia, by osobom ukąszonym przez kleszcza profilaktycznie podawać antybiotyk, zabijający bakterie wywołujące boreliozę. Obecnie zaleca się większą wstrzemięźliwość w ich aplikowaniu, osoba ukąszona powinna więc przede wszystkim obserwować miejsce ukąszenia już po usunięciu kleszcza i sprawdzać, czy nie pojawił się rumień w kształcie pierścienia, który jest dowodem zakażenia. Podkreśla się, że nie każdy kleszcz przenosi boreliozę, po co więc antybiotykiem osłabiać organizm? Boreliozę, nawet zaawansowaną, też leczy się antybiotykami, choć kuracja jest dłuższa.

Poważniejszą chorobą jest mniej znane wczesnoletnie kleszczowe zapalenie opon mózgowych i mózgu, które bywa śmiertelne. Jedynym lekiem są w tym przypadku szczepienia ochronne.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze