Kupuję, bo muszę - zakupoholizm

Każdemu z nas zdarza się przeholować z zakupami. Kupić coś za drogiego, niepotrzebnego, wydać za dużo pieniędzy. Dla zakupoholika to codzienność – w sklepie czuje się jak alkoholik w barze. Kupuje, bo musi. To nałóg.

„Wszędzie dookoła czyha pokusa goła” – śpiewa Kuba Sienkiewicz i słowa piosenki wpisują się w nasze konsumenckie czasy. Nasza codzienność jest naszpikowana pokusami, nic tylko kupować i wydawać pieniądze. Nie dziwi więc, że do listy współczesnych nałogów doszedł kolejny – zakupoholizm. Nie mniej groźny od pozostałych, bo równie skutecznie niszczący życie osoby uzależnionej.

Nałóg kupowania jest wyjątkowo podstępny, bo kamufluje się czynnością, którą każdy z nas wykonuje codziennie, często po kilka razy. Zakupoholizm rozwija się latami, dlatego osoba uzależniona często przegapia moment, gdy kupowanie zaczyna być problemem. To, co początkowo było sposobem na przyjemne spędzenie czasu i poprawę nastroju, przeradza się w trudny do opanowania przymus, który zaczyna niszczyć życie.

Nawet w zakupoholizmie możemy mówić o zespole odstawiennym. Nie musi być to od razu delirium z urojeniami i psychozą, ale osoba, która nagle zostanie odcięta od możliwości kompulsywnego kupowania (bo na przykład znalazła się w szpitalu), może odczuwać stany lękowe, niepokój, nadpobudliwość i nadmierne pocenie się, popadać w stany podobne do depresji, nie wiedząc nawet, że ich przyczyną jest odcięcie od narkotyku, jakim są zakupy.


Kogo dotyka to uzależnienie?

Zakupowy szał wydaje się być typowo kobiecym zachowaniem. Ale badania nad zakupoholizmem łamią ten stereotyp. Według naukowców mężczyźni równie łatwo wpadają w ten nałóg, tylko na co innego wydają pieniądze. Częściej wybierają gadżety elektroniczne, nowe modele telefonów, sprzęt audiowizualny, komputery, sprzęt sportowy. Podczas gdy kobiety zazwyczaj kupują ubrania, buty, kosmetyki czy rzeczy do domu.

Zakupoholicy kupują nie tylko dla siebie. Bywa, że hojną ręką wydają pieniądze na innych. Swoje dzieci zarzucają stosami niepotrzebnych ubrań i zabawek, krępującymi prezentami obdarowują znajomych.
Patologiczni „nabywcy” nie tylko biegają po supermarketach i galeriach handlowych, spłukują się też na aukcjach internetowych i w sklepach wysyłkowych.

Czy istnieje określony typ osób bardziej podatnych na tego typu uzależnienie? Naukowcy sądzą, że częściej dotyka on osób z niską samooceną, impulsywnych i ze słabą samokontrolą. Takich, które nie radzą sobie z życiem, własnymi emocjami, uciekają w nałóg przed stresem i brakiem satysfakcjonujących relacji z ludźmi. Nie potrafią prosić o pomoc innych, nie przyznają się do problemów. „Mąż zapracowany, dzieci się oddaliły, więc przynajmniej kupię sobie coś ładnego”.

Drugi typ osób, to te, które potrzebują wyższego niż przeciętny poziomu pobudzenia (silnych bodźców), które szybko i łatwo się w życiu nudzą i polują na „zastrzyki” adrenaliny.


Zakupy, które niszczą życie

Zaczyna się niewinnie. Zakupy, jako forma relaksu, odskoczni lub nagrody za wykonaną pracę sprawiają przyjemność. A potem pełnią tę funkcję coraz częściej i częściej i po jakimś czasie kupowanie wymyka się spod kontroli, już nic nie cieszy tak jak zakupy. Zakupoholik zaczyna rozładowywać emocje głównie w ten sposób. Niestety, poczucie przyjemności trwa coraz krócej, w krok za nim podąża wstyd, żal i poczucie winy. Zakupy stają się przymusem, zależnością. Choć początkowo nałóg odwraca uwagę od realnych problemów, sam niepostrzeżenie staje się największym.

Zakupomaniak z czasem potrzebuje coraz mocniejszych bodźców. Kupuje coraz więcej i częściej. Pogrąża się finansowo – zadłuża się w bankach, u znajomych; opróżnia konto współmałżonka, dobiera się do kieszonkowego dziecka – byle zaspokoić potrzebę kupowania. Choć jednocześnie nie nadąża z rozpakowywaniem rzeczy, chowa je gdzieś po domu, zapomina o nich.

Zakupoholik podporządkowuje nałogowi niemal całe swoje życie. Urywa się z pracy, by pójść do galerii handlowej, zapomina odebrać dziecko ze szkoły, zaniedbuje relacje z ludźmi, pracę, obowiązki i długo nie dostrzega, że nałóg pożera mu czas, myśli i energię, nie tylko pieniądze. Najczęściej, jako pierwsza problem zauważa rodzina. Odsuwa utracjusza od pieniędzy, prosi, błaga, straszy. Namawia na terapię, na początku zazwyczaj bezskutecznie.
Obietnice poprawy zazwyczaj nie przynoszą efektów. Tak może minąć kilka miesięcy lub lat, zanim zakupoholik osiągnie dno – wyczyści rodzinne oszczędności, straci przyjaciół z powodu długów, zaniedba opiekę nad dzieckiem, zostanie złapany na łamaniu prawa.

Przeważnie potrzebne jest dramatyczne stoczenie się na dno, utrata twarzy lub coś, co nim wstrząśnie, by dostrzegł, że jest uzależniony. Dopiero wtedy szuka profesjonalnej pomocy i zaczyna rozumieć, że sam sobie nie poradzi.


Uzdrowienie z kupowania

Nie ma uniwersalnej i jedynie skutecznej metody leczenia zakupoholizmu. Najlepsze efekty przynosi psychoterapia dostosowana do konkretnego pacjenta. Jej pierwszym zadaniem jest pomoc w uświadomieniu, że jest uzależniony i nałóg wyrządza szkody w jego życiu. Co dla nałogowca nie jest całkiem oczywiste.

Początkowo pomaga się pacjentowi zrozumieć, co pchnęło go w zakupomanię, jakie przeszłe i teraźniejsze problemy wpłynęły na to, że zamiast sobie z nimi radzić, wybrał ucieczkę w zakupy. Określa się problemy i sytuacje (np. kłótnia z mężem), które wyzwalają ciągi zakupowe i opracowuje strategie najpierw ich unikania, a potem rozwiązywania inaczej niż poprzez nałogowe zachowania.

Zakupoholik żegna się z kartą kredytową, uczy się zabierać ze sobą listę zakupów, określoną kwotę pieniędzy, prowadzić dziennik wydatków, unikać znajomych, którzy lubią biegać po sklepach. Czasem potrzeba rozpisać każdy dzień minuta po minucie – ubrać go w konkretny plan, by nie było czasu na zboczenie w stronę sklepów.

Jednocześnie uczy się zakupoholika radzenia sobie z emocjami i ze stresem, asertywności oraz umiejętności relaksowania. Nie chodzi tylko o zerwanie z nałogiem, lecz o to, by osoba uzależniona podniosła swoją samoocenę, poprawiła swoje relacje z ludźmi, zdecydowała się na konieczne w życiu zmiany (praca, związki). By nauczyła się prowadzić bardziej satysfakcjonujące dla siebie życie. Otworzyła się na siebie, swoje emocje i potrzeby – bo od tego nałogowcy zwykle uciekają.









Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Niestety. ..znam to. ..; (

  • 2016-03-31 gość

    Chyba w tym przypadku powiedzenie - pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy - się nie sprawdza.