Kto źle je, ten choruje

Iwonna Widzyńska-Gołacka rozmawia z Mają Błaszczyszyn, biochemikiem, terapeutą naturalnym.

Napisała pani i przetłumaczyła wiele książek o prawidłowym odżywianiu. Czy naprawdę jedzenie może wpływać na nasze zdrowie?


Oczywiście, że tak. Przecież jesteśmy zbudowani z tego, co dostarczamy organizmowi. Jeśli budulec jest w złym gatunku, to nie można stworzyć z niego zdrowego człowieka. Ważne jest, abyśmy pamiętali, że pomimo podobieństw różnimy się od siebie, również pod względem tego, jakie jedzenie jest dla nas odpowiednie. To, co jest dobre dla mamy i jej służy, może wcale nie być właściwe dla jej dziecka.


Gdy jemy to, co nie jest dla nas odpowiednie, organizm przez jakiś czas sobie radzi, ale potem zaczyna sygnalizować, że coś jest nie w porządku.


Jeśli chodzi o układ pokarmowy, to jest oczywiste. Wszyscy doskonale wiemy, że po zjedzeniu czegoś niezdrowego czujemy się źle. Boli nas głowa i żołądek. Ale popatrzmy na mniej z pozoru zależne od jedzenia choroby, np. reumatyczne. Tutaj korekta diety może spowodować spektakularne rezultaty. Są osoby, które jedzą mięso trzy razy dziennie: na śniadanie, obiad i kolację. Często są to potrawy już gotowe – kiełbasy, szynki czy konserwy mięsne. Tymczasem w trakcie trawienia tych potraw powstają: kwas moczowy, puryny i pirymidyny, których nadmiar w jedzeniu odkłada się w organizmie i fatalnie wpływa na stawy. Częściowe odstawienie więc nabiału, mięsa i wprowadzenie do jadłospisu większej ilości warzyw i owoców poprawia stan chorego.


Czy po zmianie diety osoba, która już ma chorobę reumatyczną, może liczyć na to, że ona się cofnie?


Oczywiście! Wiele razy obserwowałam takie zmiany. Miałam pacjentkę, która będąc emerytowaną pianistką udzielała lekcji gry na fortepianie. Niestety, po jakimś czasie choroba reumatyczna, na którą cierpiała do lat, tak się nasiliła, że powykręcała jej palce i kobieta już nie mogła grać. Ponieważ sama gram na pianinie, wiem, jaka jest różnica dla ucznia między słuchaniem poprawnej gry a wyjaśnieniem słownym. Opracowałam dla niej właściwą dietę i po trzech miesiącach kuracji mogła znów zasiąść do fortepianu.


Po jakim czasie, po zmianie diety, można liczyć na poprawę stanu zdrowia?


Zależy to od wielu czynników: zaawansowania choroby, ogólnego stanu zdrowia itd. Ale już po paru dniach – przy lżejszych stanach i krótszej chorobie. U innych po kilku tygodniach powinny pojawić się pierwsze rezultaty, np. cofanie się bólu stawów. Możliwe, że po paru miesiącach niektóre osoby odstawią laski, a nawet kule.


Znam panią od dawna, ale ostatnio bardzo straciła pani na wadze. Co się stało?


Jestem osobą dosyć puszystą i aby zeszczupleć stosowałam wiele diet. Niestety, rezultaty były mierne, wracałam do swojej figury, a czasem nawet przybywało mi na wadze. Aż któregoś dnia zawzięłam się i zastosowałam nową dietę, którą znamy pod nazwą Protal. Wymagała ona rezygnacji z białego pieczywa i słodyczy. I w zeszłym roku schudłam 16 kg. Ten rezultat utrzymuję do tej pory. Chcę pokazać na własnym przykładzie, w jaki sposób można pozbyć się bólów reumatycznych. Otóż od niedawna robimy w naszej przychodni test na nietolerancję pokarmową i dlatego dopiero teraz przekonałam się, jaki był powód łatwiejszego schudnięcia. Okazało się, że rezygnując z białego pieczywa, przypadkiem usunęłam z diety pszenicę, której mój organizm nie toleruje. Po paru miesiącach całkowicie ustąpiły bóle kręgosłupa i łokci.


Co to znaczy, że organizm nie toleruje pszenicy? Choruje po niej?


Istnieje takie zjawisko jak nietolerancja pokarmowa. Nie jest to alergia, co chcę wyraźnie podkreślić. Skutki jedzenia pokarmów, których organizm nie toleruje, są różne i występują w różnym nasileniu. Człowiek ogólnie źle się czuje, boli go głowa, miewa migreny, kiepski humor.

Nietolerancję pokarmową sprawdza się za pomocą testu immunologicznego, opartego na badaniu IgG (immunoglobuliny G). Pobiera się kroplę krwi z palca pacjenta i poddaje działaniu wielu odpowiednich odczynników. Na tej podstawie można porównać wybarwienia na skali wzorników i wyniki testu pacjenta, w efekcie wiemy, czego jego organizm nie toleruje.

A teraz wróćmy do pani poprzedniego pytania, czyli do szybkości odczuwania skutków zmiany diety na moim przykładzie. Otóż, chyba po ośmiu miesiącach ścisłego przestrzegania diety pozwoliłam sobie – przez kilka dni – na odstępstwa i uległam swojej słabości do bułeczek, makaronów, pierogów i naleśników. Nie musiałam długo czekać na efekty. Po tygodniu wróciły bóle stawów, kciuka, kolan, kręgosłupa w odcinku lędźwiowo-krzyżowym. Ponieważ wcześniej zrobiłam sobie test na nietolerancję pokarmową, wiedziałam, co się stało… Natychmiast odstawiłam te mączne przysmaki i bóle po kilku dniach ustąpiły. Bezpowrotnie.


Jakie są objawy nietolerancji pokarmowej, czyli czegoś, czego nasz organizm nie lubi?


Ach, żeby to tak było, że nasz organizm tego nie lubi. Niestety, w bardzo wielu przypadkach nasz organizm bardzo to lubi, przepada właśnie za tym, czego nie toleruje. Można bardzo lubić skorupiaki, pomidory, płatki owsiane, truskawki, mleko, jaja, sery, drożdże, imbir, orzechy itd., ale nie móc ich jeść, właśnie z powodu nietolerancji.

Gdy badania laboratoryjne medycyny akademickiej nie wykazują żadnych odstępstw od normy, a czujemy się źle, warto pomyśleć o poddaniu się badaniu właśnie na nietolerancję pokarmową. Przypominam sobie moją pacjentkę, młodą dziewczynę, która w zasadzie była zdrowa, co potwierdzały ogólne badania, a ona ciągle źle się czuła. W teście na nietolerancję pokarmową wyraźnie wykazano złe tolerowanie przez nią owsa. Tymczasem ona, prowadząc w swoim mniemaniu zdrowy styl życia, od dziecka jadła codziennie na śniadanie właśnie płatki owsiane. Teraz minęło 6 tygodni od czasu, gdy pacjentka odstawiła owies w każdej postaci i ani razu nie dopadła jej migrena. Ma więcej energii. Je na śniadanie owoce, teraz są to jabłka, i jak mówi, codziennie czuje się lepiej.


Wiem, że takie badania nie są tanie…


Rzeczywiście nie są one tanie, ale robi się je tylko raz w życiu. Taki test to wydatek około 700 zł. Ale pamiętajmy, że ostrzega nas przed wieloma niemiłymi zjawiskami zdrowotnymi, jakie możemy sobie sami – z niewiedzy – zafundować.


Kto przede wszystkim powinien sobie zrobić takie badania?


Skłaniać do tego powinny kłopoty ze skórą, przewlekłe stany zapalne, łuszczyca, także nawracające bóle głowy, migreny, nieokreślone dolegliwości. Poddać się takiemu testowi powinny też osoby znerwicowane, cierpiące na bezsenność. Z badaniem dzieci należy poczekać do 6-7 roku, bo do tego czasu maluchy mają niestabilny układ immunologiczny, a dzisiejsza nietolerancja u młodszego dziecka może za kilka miesięcy ustąpić albo pojawić się inna.


Niedawno rozmawiałam z pacjentami cierpiącymi na problemy z zatorami i skrzeplinami krwi. Czy medycyna komplementarna (towarzysząca) akademickiej może im coś zaproponować?


Okazuje się, że bardzo wiele produktów spożywczych, a szczególnie przypraw zapobiega zatorom i zakrzepom krwi. Według doktora Krishna Srivastava z Uniwersytetu Odense w Danii najsilniej zmniejszają zdolność zlepiania się płytek krwi: goździki, imbir, kminek, kurkuma. Goździki działają kilkakrotnie silniej niż kwas acetylosalicylowy, nie mając jej niekorzystnych działań ubocznych. Głównym składnikiem czynnym goździków jest eugenol, który działa również na płytki już zlepione. Wymienione przyprawy oraz czosnek i cebula działają podobnie jak kwas acetylosalicylowy poprzez układ prostaglandyn. Obniżają też produkcję tromboksanu, który jest silnym czynnikiem powodującym zlepianie się płytek krwi. Podobne działanie przeciwzakrzepowe mają również prawie wszystkie warzywa i owoce, grzyby mun, herbata – szczególnie zielona, pieprz, chilli, ryby i owoce morza, oliwa z oliwek, czerwone wino w umiarkowanych ilościach. Natomiast zakrzepom sprzyja tłuszcz zwierzęcy i nadmiar alkoholu.

Autor: Iwonna Widzyńska-Gołacka

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    tekst jest zbyt reklamowy. A na zakrzepy bardzo dobre są ananasy. jeden ananas dziennie wystarczy(Tylko dojrzały)