Krwiopijcy

Zarówno wszawica, jak i świerzb kojarzą się z brudem. Tymczasem każdy może paść ofiarą wywołujących je pasożytów, których jedynym celem jest znalezienie żywiciela.

Wesz to owad żywiący się ludzką krwią. Pasożytuje we włosach głowy lub łonowych oraz w odzieży. Jedna wesz składa od 100 do 300 jaj. Z nich wylęgają się po około trzech tygodniach tzw. gnidy. Występowaniu wszawicy sprzyja używanie wspólnych grzebieni, szczotek, spinek, czapek. Wszy łonowe rozpowszechniają się też poprzez kontakty intymne, a odzieżowe – poprzez zetknięcie z zainfekowanym ubraniem. Wystarczy też jakikolwiek bezpośredni kontakt z zakażoną osobą, jak choćby zetknięcie się głowami. Pojawianiu się wszawicy sprzyjają kolonie, obozy i szkolne szatnie.


Nie taka wesz straszna…

Niepokój powinno wzbudzić uporczywe swędzenie głowy. Na skórze pojawiają się obrzęknięte grudki lub pokrzywka. Najczęściej znajdują się na potylicy, skroniach i za uszami. Oprócz tego na głowie mogą pojawić się tzw. przeczosy – ranki, z których sączy się płyn surowiczy. Wesz trudno zauważyć, ponieważ bardzo szybko przemieszcza się wzdłuż włosa i dopasowuje się do niego barwą. Nie warto liczyć na to, że pranie i częste mycie rozwiąże problem. Domowe sposoby leczenia – natłuszczanie włosów, moczenie ich w wodzie, nacieranie naftą, octem oraz stosowanie ziół – są długotrwałe i niepewne.

Konieczne jest użycie preparatów przeznaczonych do walki z wszawicą, które można kupić w każdej aptece. Najczęściej stosuje się substancje o charakterze owadobójczym. Na rynku pojawiły się też płyny i szampony na bazie dimetykonu. Jest to olej silikonowy, który powoduje, że wszy zwyczajnie się duszą.

Po zakończonej kuracji trzeba w wysokiej temperaturze wyprać odzież, ręczniki, koce, narzuty, zasłony. Czego wyprać nie można, trzeba solidnie odkurzyć, spryskać środkami owadobójczymi albo na dwa tygodnie zamknąć w szczelnych foliowych torbach – wesz odizolowana od żywiciela ginie po kilku dniach. Dobrze też wymienić wszystkie szczotki, grzebienie, spinki do włosów. Kurację odwszawiania powinni przejść wszyscy domownicy.


Aż ręce świerzbią

Pierwsze objawy świerzbu są często mylone z alergią ze względu na zaczerwienienie skóry, wysypkę oraz świąd. Zgodnie z teorią, wysypka i swędzenie koncentrują się w przestrzeniach pomiędzy palcami, pod paznokciami w zagięciach kolan, łokci, nadgarstków, wokół pasa, pod piersiami i na penisie. Dermatolodzy zwracają jednak uwagę, że u osób o wysokiej higienie objawy mogą odbiegać od norm – bywa, że podczas mycia pasożyt rozprzestrzenia się na brzuch, plecy, uda. Wskazówką są jednak widoczne kanaliki powstałe w miejscu, gdzie składane są jaja. W drapanych miejscach pojawiają się też przeczosy, a bywa, że i ropnie. Swędzenie nasila się po kąpieli i w nocy, kiedy skóra jest rozgrzana.

Zdiagnozowanie świerzbu może być utrudnione przez wniknięcie w rozdrapane miejsca bakterii gronkowca i paciorkowca, co może mylnie wskazywać na inną chorobę skóry. W przypadku pojawienia się jakichkolwiek zmian skórnych należy więc jak najszybciej udać się do dermatologa i nie podejmować samodzielnego leczenia. Do zakażania świerzbem dochodzi podczas kontaktu z chorą osobą. Szybkie podanie ręki nie powinno doprowadzić do zakażenia, ale dłuższy kontakt ze skórą - w kontaktów domowych, intymnych, przy używaniu tej samej bielizny pościelowej, ubrań, ręczników - tak.

Świerzb można leczyć. Nie powinno się jednak robić tego samodzielnie. Leki przeciwświerzbowe można dostać z reguły bez recepty, choć dermatolog może zlecić wykonanie specjalistycznej maści na zamówienie. Skuteczność leczenia opiera się w głównej mierze na przestrzeganiu wskazówek dermatologa. Lekarz poda także instrukcje dotyczące wymaganych w czasie leczenia zabiegów higienicznych. Wielką dezynfekcję, pranie, prasowanie trzeba z pewnością rozpocząć po koniec kuracji. Odkażanie domu powinno przebiegać podobnie, jak w przypadku wszawicy.
Jeżeli domownicy mają osobne i przydzielone na stałe ręczniki, gąbki oraz pościel, świerzb nie musi się rozprzestrzenić.

Warto zrozumieć, że wszawica i świerzb to takie same przypadłości, jak inne choroby skóry. Nie trzeba ich się wstydzić, tylko świadomie leczyć.

Autor: Joanna Wereszczyńska

Komentarze