Królewskie pokładziny - noce pośłubne władców

Walentynkowa kartka z wyznaniem miłości, ślub i wreszcie ta noc… Wyczekiwana z tęsknotą i dreszczem emocji jako przeżycie niezwykle piękne i romantyczne. Nie zawsze jednak tak bywało.

O nocach poślubnych królów i królowych w dawnych wiekach można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że były wydarzeniami romantycznymi. Czyż mogło zresztą tak być, gdy do małżeńskiego łoża zaciągano dwoje zupełnie obcych sobie ludzi, przymuszonych do małżeństwa ze względów dynastycznych lub politycznych?


Seks w majestacie prawa

Procedura konsumpcji małżeństwa odbywała się według ściśle określonych reguł. Nowo poślubionych małżonków odprowadzał do ich pokojów (królowa szła do sypialni, król – przebieralni) tłum rozochoconych gości weselnych. Nowożeńcy byli tam rozbierani ze ślubnych szat i odziewani w koszule nocne przez najwyższych rangą dworaków, po czym pan młody podążał uroczyście na spotkanie z oblubienicą. Do XVII wieku ich miłosnym zmaganiom przyglądali się świadkowie, a to dlatego, że tylko skonsumowanie małżeństwa czyniło je prawomocnym. Dowodem na wypełnienie obowiązku małżeńskiego było też skrwawione prześcieradło, które pokazywano publicznie. Od XVII w. małżonkowie pozostawali w sypialni sami, chociaż zdarzały się wyjątki, gdy za kotarami łożnicy czuwała doświadczona osoba, aby w razie potrzeby podpowiedzieć to i owo.

Do najsłynniejszych nocy z udziałem świadków należała noc poślubna Henryka II (wówczas jeszcze następcy tronu) i Katarzyny Medycejskiej. Sypialnię młodych uświetnili swą obecnością ojciec delfina, król Franciszek I, i sam papież Klemens VII. Co prawda, król nie pozostał w sypialni długo, gdyż szybko zorientował się, że syn wie, co ma robić, a papież wpadł był tylko na chwilę nad ranem i wyszedł zwiedziony ukontentowanymi minami nowożeńców. A oni… udawali szczęście, gdyż każde kochało wtedy innego – on słynną Dianę Poitiers, ona kuzyna Hipolita Medycejskiego.


Noce pełne wstrętu

Do najbardziej odrażających królewskich oblubieńców należał z pewnością król Nawarry Henryk Burbon, któremu ze względów politycznych wyszykowano małżeństwo z Małgorzatą de Valois, córką Katarzyny Medycejskiej (ich ślub poprzedziła rzeź hugonotów w noc św. Bartłomieja). Henryk – co tu owijać w bawełnę – śmierdział capem, można więc tylko domyślać się, z jakim entuzjazmem podążała do małżeńskiego łoża elegancka i wypachniona Małgorzata. Czy ich małżeństwo zostało w czasie nocy poślubnej skonsumowane, tego nie wiadomo, a dowodu w postaci krwi na prześcieradle być nie mogło, gdyż obdarzona bujnym temperamentem Margot dziewiczego wianka nie upilnowała.

Nieznane są także szczegóły nocy poślubnej Stefana Batorego i starszej odeń o 10 lat Anny Jagiellonki, która nie dość, że była niewiastą jak na debiut łóżkowy mocno już w latach posuniętą (liczyła wówczas 53 lata), to jeszcze miała problemy z zębami, cierpiąc na paradontozę, próchnicę zębów i ropne zapalenie okostnej. Można podejrzewać, że król swoje zęby bohatersko zacisnął i zrobił, co do niego należało, ale potem wolał potykać się w polu z Rosjanami niż z połowicą w małżeńskim łożu.


Noce, których… nie było

Były i takie noce poślubne, których… nie było. Najsłynniejsza para królewska, która w noc poślubną nie spełniła oczekiwań dworu, to delfin Ludwik (późniejszy Ludwik XVI) i Maria Antonina. Ich małżeństwo pozostało białe aż przez siedem lat. Część winy można złożyć na karb nieśmiałości szesnastoletniego nowożeńca, głównym powodem niewypełniania obowiązku małżeńskiego była jednak stulejka. Ludwik zdecydował się na usuwający tę przeszkodę zabieg chirurgiczny dopiero po interwencji cesarza Józefa, brata Marii Antoniny.

Maria Antonina nie była pierwszą królową, która w noc poślubną nie doczekała się miłosnych uniesień. Pod koniec XII w. podobną przykrość przeżyła Ingeborga, duńska żona francuskiego króla Filipa II Augusta. Co ciekawe, Ingeborga nie była szpetna, lecz wręcz przeciwnie, tak piękna (miała przepyszne rude wlosy i oczy koloru morskiej wody), że jej uroda przyprawiła króla o długotrwałą niemoc. Seksualną sprawność odzyskał w bigamicznym małżeństwie z Agnieszką Merańską. Związku z Ingeborgą nigdy mu się nie udało unieważnić.

Trzy stulecia później do nocy poślubnej z Anną de Cléves jak do ścięcia szykował się Henryk VIII, gdyż 34-letnia narzeczona zupełnie nie przypadła mu do gustu. Noc poślubną małżonkowie spędzili na grze w karty, a potem zostali przyjaciółmi. Małżeństwo to skończyło się rozwodem.


Noce pobożne

Rodzice królewskiego oblubieńca na ogół sekundowali łóżkowym wyczynom młodej pary, od których zależał wszak polityczny sukces mariażu. Ale że od każdej reguły zdarzają się wyjątki, i takie też historia odnotowała przypadki. Rzecz przydarzyła się królowi Ludwikowi IX, zwanemu później Świętym, i jego młodziutkiej małżonce Małgorzacie Prowansalskiej. Niechętna ich ślubowi matka Ludwika, surowa Blanka Kastylijska, ówcześnie pełniąca funkcję regentki, postanowiła ograniczyć do minimum intymne kontakty bardzo w sobie zakochanej pary. Noc poślubną królowa kazała synowi spędzić w kaplicy na modłach.

Małgorzata na próżno wyczekiwała małżonka i nietrudno zgadnąć, co przeżywała. Uległy wobec władczej matki Ludwik modlił się jeszcze przez dwie kolejne noce, a potem… Potem był adwent, post i wiele innych religijnych powodów do wstrzemięźliwości. A nawet gdy młoda para mogła znaleźć się wreszcie sam na sam, Blanka dbała o to, aby nie trwało to zbyt długo. Dopiero po dwóch latach pełnoletni już król stał się panem siebie i swego łoża. A że z uzyskanej wolności korzystał nadzwyczaj chętnie, królowa Małgorzata urodziła mu aż jedenaścioro dzieci.

Wszystkie te oraz wiele innych alkowianych historii mogą budzić rozbawienie, ale chyba jednak częściej litość i współczucie. Kojarzone ze względów polityczno-dynastycznych królewskie pary rzadko znajdowały w swych małżeństwach prawdziwą satysfakcję. Królowie byli jednak w tej dobrej sytuacji, że mogli poszukać jej w związkach z kochankami, ale to już temat na odrębną opowieść.

Autor: Renata Głuszek

Komentarze