Król nastolatek pierwszy

Jeżeli twoje dorastające dziecko zaczyna w domu wprowadzać swoje rządy, masz trudne zadanie: doprowadzić do tego, aby korona mu z głowy spadła. A najlepiej, by nastolatek dobrowolnie ją oddał.

„Mały tyran” – takim sformułowaniem określa się malucha, który rządzi w domu, wymuszając na swoich rodzicach pory spania, jedzenia, zabawy. Zwykle takiej postawie najmłodszego członka rodziny winni są rodzice, którzy nie umieją stawiać granic i powiedzieć: „nie”. Jak jednak nazwać nastolatka, który sięga po berło w rodzinie? „Dorastający tyran” – to chyba najlepsze określenie. Czym grożą rządy absolutne nastolatka w naszym domu i jak nie dopuścić, aby to on przejął władzę?


To rodzic jest szefem

Konflikt interesów między nastolatkiem a rodzicami przebiega na linii pozwalania lub niepozwalania. Nastolatki myślą: „Matka i ojciec powinni pozwalać mi na wszystko”, a rodzice uważają: „Córka lub syn powinni słuchać i dalej być słodkimi dziećmi, wpatrzonymi w rodziców jak w obraz”. Niestety, te obie postawy są nie do pogodzenia. Jeżeli twoje dorastające dziecko samo ustaliło, że może wracać z imprezy u kolegi lub koleżanki o godzinie pierwszej w nocy, należy mu to wyperswadować, nie stawiając jednak sprawy na ostrzu noża, mówiąc: „Jeśli z trzech kolejnych imprez wrócisz na czas, to na następnej pozwolę ci zostać pół godziny dłużej. Jeśli nie spełnisz tego warunku, skracamy ci godzinę powrotu”.

Nastolatek uznał, że w jego królestwie można i powinno się używać brzydkich słów? Jako rodzic stawiasz sprawę jasno i stanowczo: „Uważam, że nie wolno używać wulgarnych słów i proszę, żebyś tego nie robił”. A ponieważ nie ma zbyt wielkich szans na to, aby ta prośba została wysłuchana, należy uciec się do motywacji finansowej: „Za każdym razem, gdy usłyszę, że przeklinasz, tracisz z najbliższej tygodniówki złotówkę”. Nastolatki wbrew temu, co deklarują, czyli: „Nie możesz mi niczego zabronić, bo jestem już dorosły!”, dalej potrzebują jasnych komunikatów. One mają prawo się buntować, ale to my mamy obowiązek pokazywać rozsądne granice.

Przejmowanie władzy warto uniemożliwić dzieląc rodzinne zasady na nienegocjowalne, czyli dotyczące nauki, używek, seksu i negocjowalne, czyli jeżeli dziecko spełni określone warunki, zgodzimy się na jakieś ustępstwo. I takie zasady powinny być raz na zawsze ustalone i przestrzegane ze wszystkimi konsekwencjami. Jeżeli dziecko złamie umowę, musi się liczyć ze skutkami: np. wróciłeś z imprezy pijany/trzy godziny później niż się umawialiśmy – nie pójdziesz na dwie kolejne, na które zostaniesz zaproszony. Jeśli tego nie zrobimy, to nie miejmy pretensji, że lekceważy ustalenia i obietnice. W końcu to my musimy nauczyć go odpowiedzialnego traktowania obietnic i zobowiązań. To rodzic jest szefem.

Świetnie, jeśli przy okazji nasze dziecko nauczy się negocjować i spokojnie przedstawiać swoje racje. Warto bowiem też pamiętać, że nastolatek dopiero się uczy dorosłych reguł życia – musimy mu pokazywać, że powinien brać odpowiedzialność za to, co robi.


Postaw mi granice

Nastolatek sięga po władzę wtedy, kiedy widzi bezradność rodziców, a ponieważ, oprócz posiadania niepełnej wiedzy na temat zasad rządzenia światem, o sprawowaniu jej nie wie nic, prędzej czy później musi się to zakończyć katastrofą. Rodzice powinni więc zachować równowagę pomiędzy miłością, czyli dostarczaniem ciepłych, pełnych akceptacji uczuć, a stawianiem granic. Ci, którzy umieją powiedzieć: „Nie wolno”, „Nie zgadzam się”, „Masz wrócić o 23 i koniec” – zawsze wygrają w walce o berło w domu, bo dadzą dzieciom poczucie oparcia w sobie i zasadach.

Często dojrzewające dzieci uciekają się do manipulacji, żeby uszczknąć chociaż odrobinę rodzicielskiej władzy. Zwykle trafiają w najbardziej czułe punkty: w miłość. Jeżeli rodzice usłyszą od swojej nastoletniej pociechy: „Jesteś złym ojcem, złą matką”, „Nie kocham was”, „Tylko czekam, aż skończę 18 lat i opuszczę ten potworny dom!” – nie powinni za żadną cenę uciekać się do najprostszego sposobu odreagowania, jaki im przyjdzie do głowy, czyli do obrażania się i odcięcia kontaktu. Muszą wtedy stanąć do konfrontacji. Jeżeli coś cię złości, irytuje w zachowaniu twojego dziecka – powiedz mu to. To, że czegoś zakażesz swojemu dziecku, nie musi oznaczać utraty z nim kontaktu. A ponieważ ono bardzo kontaktu potrzebuje, może to doprowadzić do niebezpiecznego zerwania więzi.


Słuchaj sięgającego po władzę

Dobrze jest także pochylić się nad tym, kto próbuje przejąć władzę. Może ma ci do powiedzenia coś takiego, co zmieni twój sposób rządzenia? Może otworzy ci oczy na problemy, z których nie zdawałeś sobie sprawy. Nastolatki potrzebują uwagi, akceptacji i poważnego traktowania. Jeśli syn lub córka mówi, że nienawidzi rano wstawać, powinien zamiast: „Jesteś leniwy(a) i tyle”, usłyszeć: „No tak, to dla ciebie trudne. Zastanówmy się, co z tym zrobić, by było ci łatwiej”.

Amerykańscy terapeuci często mówią: wysłuchaj nastolatka, doceń i zauważ jego emocje, ale też dopilnuj konsekwencji za niewywiązanie się z umowy. Może warto wziąć pod uwagę porady Suzie Hayman, amerykańskiej terapeutki, która radzi, aby rodziny nie rezygnowały z rytuału wspólnych posiłków. Z badań wynika, że im częściej nastolatki uczestniczą w takich posiłkach, tym rzadziej biorą narkotyki, uciekają z domu i stosują przemoc. Rodzinne posiłki zacieśniają rodzinne więzi i sprzyjają lepszej komunikacji pomiędzy rodzicami i ich nastoletnimi dziećmi.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze