Kontrola nastolatka

Kiedy dziecko zaczyna dorastać, potrzebuje coraz więcej swobody. Nie można bezkarnie wkraczać w jego intymność, to droga donikąd.

Wyobraź sobie, że ktoś włamuje się do twojego komputera, czyta e-maile, przegląda SMS-y w telefonie i grzebie w torebce. Co czujesz, kiedy ktoś z rodziny odmawia ci prawa do prywatności? Upokorzeniu towarzyszy wściekłość. Nie chodzi o to, że masz coś do ukrycia, bo zwykle nie masz, lecz wyłącznie o pogwałcenie zasady. Przecież - jakby powiedział Faulkner - dżentelmen puka, nawet kiedy wie, że drzwi są otwarte.


Szpiegowska misja

Kontrola jest rzeczą zupełnie naturalną, a nawet konieczną, pod warunkiem że jest uzasadniona. Słusznie postępują rodzice, którzy śledzą postępy w nauce pierwszoklasisty, ale zaglądanie do notatek studenta jest śmieszne. Pewnego dnia kontrola po prostu się kończy, a przynajmniej dobrze byłoby, gdyby się skończyła. Poza tym z czasem staje się coraz trudniejsza. Bo jak sprawdzisz, co robi twój nastolatek w domu, kiedy jesteś w pracy? Na jaki film się wybrał i z kim się spotyka? Jeśli sam ci tego nie powie, bardzo trudno jest wtargnąć w jego świat. Zwłaszcza że nastolatki zwykle zażarcie bronią swojego prawa do prywatności.

Niektórzy rodzice uważają, że każda metoda jest dobra, żeby dowiedzieć się o swoich dzieciach jak najwięcej. Wydaje się im, że mogą je uchronić przed niebezpieczeństwami, jakie niesie świat. Nie widzą nic niewłaściwego w przeszukiwaniu szuflady i pamięci komputera - uważają to za swój obowiązek. - Jak mam nie mieć powodów, aby kontrolować moją córkę, jeśli za każdym razem, gdy wchodzę do jej pokoju, nagle wyłącza komputer lub zmienia stronę? - pyta Marianna. Czy można dziwić się matce, która chce wiedzieć, z kim zadaje się jej córka? Mój znajomy zainstalował w komputerze swojego syna oprogramowanie szpiegowskie. I słusznie. Okazało się, że chłopak ma bardzo nieciekawe towarzystwo.


Kontrola to złudzenie

Program szpiegujący rejestruje wprawdzie każde uderzenie w klawiaturę komputera, ale dziecko szybko zorientuje się, że jest sprawdzane. Wtedy nie tylko poczuje się jak złodziej, ale w konsekwencji straci zaufanie do rodziców. Jedyny wymierny rezultat rodzicielskiego wścibstwa to większa determinacja dziecka, by ukrywać swoje postępki. Dzieciak będzie czyścił historię, kasował e-maile, a jeśli to nie pomoże - korzystał z kafejki internetowej. Potwierdza to Ewa Woydyłło, psycholog, psychoterapeuta, zdecydowana przeciwniczka nadzoru nad dziećmi. - Powiedzmy, że uda nam się dziecko na czymś przyłapać - rozważa. - I co dalej? Przyznać się, że szpiegowaliśmy? Nastolatek nie zrozumie postępowania opiekuna, nie będzie oceniał siebie w aspekcie własnego dobra, lecz zapamięta podstępne wtargnięcie rodzica w jego intymny świat.


Dialog, a nie łańcuch

Wychowywanie polega na dialogu, a nie na zakładaniu łańcucha. O dobrym kontakcie z dzieckiem trzeba myśleć wtedy, kiedy jest jeszcze małe, gdy naturalnie stanowi integralną część I jego świata. Wykluczamy się z niego na własne życzenie, mówiąc: „dzieci i ryby głosu nie mają" i „nie zawracaj mi głowy" Nawet jeśli taka postawa budzi w dziecku uzasadniony żal, to wciąż nie jesteśmy jeszcze postrzegani jako wróg, choć trudno nas też zaliczyć do przyjaciół. Dziecko przyzwyczaja się, że rodzice mają swój świat, a ono żyje w odrębnym, który nie interesuje opiekunów, więc późniejsze próby kontroli z ich strony odbiera jako pogwałcenie dotychczasowych zasad i zwykłe wścibstwo. Nie potrafi sobie inaczej tłumaczyć nagłego przypływu rodzicielskiego niepokoju.

- W czasie kiedy zabiegaliśmy o karierę i pieniądze, dziecko nie tylko stworzyło własny świat, ale nauczyło się też wybierać osoby, które mają tam wstęp - wyjaśnia Ewa Woydyłło. Milczeniem odcina się od prób wtargnięcia na własne terytorium. Dotąd kazano mu siedzieć cicho, a teraz padają pytania: gdzie byłeś, dlaczego tak późno wróciłeś? Dziecko odbiera je jako brutalny zamach na swoją prywatność i buntuje się.


Istota rozmowy

Z dzieckiem należy rozmawiać - tłumaczy psychoterapeutka - pytać o marzenia, sny, przemyślenia i przede wszystkim go słuchać! Nie odrzucajmy nawet najmniejszej próby zbliżenia się ze strony pociechy. Nawet, gdy jesteśmy zmęczeni, nie odpowiadajmy: „Jutro, dziś jestem zmęczona". Zaufanie pozyskane w rozmowach, podparte wspólnymi zainteresowaniami, zaprocentuje w trudnym okresie dorastania. Dziecko, które nam ufa od zawsze, będzie spontanicznie dzieliło się problemami, doświadczeniami i chętnie opowiadało o pozornie nieważnych aspektach nastoletniej codzienności. Zdaniem psychologów problemem nie jest wymiar kontroli nad dzieckiem - jeśli odpowiednio wcześniej okażemy mu zainteresowanie, jego umysł stoi przed nami otworem. Jest przyzwyczajone, że niczego nie musi ukrywać. Bliscy są jego naturalnymi sprzymierzeńcami.

Jeśli między nami a dzieckiem nie ma takiej więzi, to trzeba dołożyć wysiłku, aby ją zbudować. Nigdy nie jest za późno na pogłębienie wzajemnych relacji. Owszem jest to metoda czasochłonna, ale jedyna, jeśli chcemy mieć wstęp do świata naszych pociech. Nie mówiąc już o tym, że kiedy z własnej woli pozwolą nam tam wejść, zobaczymy znacznie więcej niż wtedy, gdy wedrzemy się tam siłą. Być może przez zaskoczenie uda nam się ta sztuka za pierwszym razem. Ale później będzie to trudne, wręcz niemożliwe.


To tylko mój świat

Dzieci mają poczucie odrębności i desperacko potrafią bronić dostępu do swojego życia. Brutalność tylko zaostrzy ich czujność, zmusi do obrony. Jedyny wymierny rezultat kontroli to nauczenie własnego dziecka obłudy. Dlatego na pytanie o wymiar rodzicielskiej opieki trzeba odpowiedzieć jasno: cel to nie skuteczna kontrola zachowania dziecka, ale wypracowanie takich relacji, w których drzwi do jego intymnego świata stoją przed nami otworem.

Autor: Beata Biały

Komentarze