Kichanie na potęgę. kalendarz pyleń i garść rad specjalisty

Uczulenie na pyłki roślin to prawdziwa letnia zmora. Niektórzy alergicy cierpią przez nie długie tygodnie. Kichają, kaszlą, drapią się na potęgę… Problemy wielu osób zaczynają się  jednak nie w czerwcu czy lipcu, ale w lutym lub marcu, gdy zakwitają pierwsze drzewa.

Najpierw leszczyna, czasem nawet już w połowie stycznia. A nim ona przestanie pylić, dołączają olcha, wierzba, topola… Słowem, drzewa i krzewy. – Spośród drzew występujących w Polsce brzoza uczula najczęściej – tłumaczy prof. Zbigniew Bartuzi, kierownik Katedry i Kliniki Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum w Bydgoszczy.

W zależności od regionu kraju i panujących w danym roku temperatur brzoza pyli od początku kwietnia do końca maja, kiedy to przypada okres najintensywniejszego pylenia drzew i krzewów. Im dłużej trwa wiosna, im bliżej do lata, tym bardziej pylić zaczynają trawy i zboża. – Najgroźniejsze wśród nich są dla alergików wiechlina, kupkówka pospolita i żyto – dodaje prof. Zbigniew Bartuzi.


Trawy pylą przez wiele tygodni, najmocniej od końca maja do sierpnia. Ich gatunków i odmian jest jednak tak dużo, że kwitną w bardzo różnym czasie. Dlatego nawet marcowy katar sienny może być wywołany przez pyłki traw.

Późne lato aż po pierwsze dni października to również czas, który nie jest wolny do pyłków – tym razem są to pyłki chwastów. Podobnie jak i wśród pozostałych roślin, tak i w ich przypadku jedne chwasty rzadziej, inne częściej wywołują alergię. Przyczyną najliczniejszych uczuleń są bylica, komosy i pokrzywy. Kto więc zaczyna cierpieć w drugiej połowie sierpnia, może podejrzewać u siebie alergię na pyłki chwastów. Może podejrzewać, ale bez badań sprawa nie jest przesądzona.

Postawienie diagnozy i dobranie sposobu leczenia zawsze należy do lekarza alergologa. W zależności od regionu kraju i pogody okresy kwitnienia, a więc i pylenia poszczególnych roślin są bowiem zmienne. Stałe nie jest też stężenie pyłków w powietrzu w czasie kwitnienia – zależy od liczby pylących w danym miejscu roślin, może się wahać w ciągu doby, zmniejsza się po deszczu. I, co niezmiernie ważne, pylenie wcale nie jest większym problemem poza miastem. Bo chociaż na łonie przyrody jest znacznie więcej roślin, to jednak ich pyłki nie dokuczają alergikom tak mocno, bo nie unoszą się w powietrzu tak długo jak w mieście.

Dlaczego tak się dzieje? Powodem jest zanieczyszczenie powietrza w miastach. Zwłaszcza w centrach dużych metropolii, na wielopasmowych skrzyżowaniach oddychamy mieszanką zawierającą ogromną liczbę cząsteczek węgla pochodzących ze spalin. Do nich „przyklejają” się alergeny, które w czystszym powietrzu dawno już opadłyby na ziemię. Wdychamy ich więc w takich miejscach znacznie więcej i tym samym narażamy się na większe zagrożenie.


Nie znaczy to, że osoby uczulone na pyłki traw, zbóż czy chwastów nie będą czuły żadnego dyskomfortu na wsi. Zawsze nagły kontakt ze zwielokrotnioną liczbą alergenów może być dla alergika groźny. W literaturze medycznej opisywane są na przykład przypadki gwałtownych reakcji na niewystępującą niemal u nas w naturze roślinę ambrozję (pojawia się jedynie na południowym zachodzie kraju). Chwast ten został do Europy sprowadzony przypadkiem, prawdopodobnie pół wieku temu i od tego czasu mocno się rozprzestrzenił, bo wytwarza ogromne ilości nasion. Kwitnie zwykle od sierpnia do połowy października, jest więc jedną z tych roślin, które wydłużają okres pylenia w naszym kraju.

To właśnie ze względu na takie rośliny – obficie pylące i mocno alergizujące – warto z głową planować majowe pikniki, biwaki i letni wypoczynek. Jeśli w naszej rodzinie jest alergik, wybierzmy się na wakacje nad duży zbiornik wodny, gdzie w wilgotnym, czystym powietrzu unosić się będzie stosunkowo mało alergenów.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze