Jesteśmy sobie przeznaczeni

Kiedy związałam się z Piotrem, zaraziłam go swoją pasją. Poza tym dalekie podróże stały się dla nas koniecznością, gdyż biorąc pod uwagę popularność Piotra, chyba trudno byłoby spokojnie spędzić czas nad  polskim morzem. Rozmowa z Agatą Paskudzką.

- Co skłoniło Panią do udziału w konkursach piękności?



Od wczesnego dzieciństwa chodziłam na gimnastykę korekcyjną. Tam poznałam panią Elżbietę Barczyńską, która początkowo zajmowała się leczeniem skolioz u dzieci. Ona organizowała też regionalne konkursy piękności. Właśnie ta pani namawiała mnie, abym wzięła udział w takiej imprezie. Uległam tym namowom. Wzięłam udział w regionalnym konkursie Miss Dolnego Śląska 2005. Wydawało mi się, że mam jakieś szanse, choć oczywiście werdykt jury mógł być inny niż moje subiektywne odczucia. Jednak wygrałam ten konkurs i zdobyłam Tytuł Miss Dolnego Śląska, który automatycznie gwarantował mi wstęp do półfinałów ogólnopolskich. Po etapie regionalnym nie chciałam dalej brać udziału w konkursie, ponieważ wiązało się to dla mnie z ogromnym stresem. Uległam jednak namowom rodziców i babci, którzy uważali, że skoro rozpoczęłam, to muszę dokończyć tę przygodę. Zależało im na tym zdecydowanie bardziej niż mnie samej. Jednak nie miałam nic do stracenia.


- Co dał Pani udział w wyborach Miss Polonia?


To, co wynikało z zajęcia trzeciego miejsca, czyli samochód, piękną suknię od Ewy Minge i jeszcze jakieś kosmetyki. Jednak najważniejsze w tym wszystkim było to, że podczas zgrupowania przed finałem poznałam Piotra Rubika, który przygotowywał aranżacje muzyczne pod nasze układy taneczne. Udział w konkursie Miss Polonia z pewnością jest przygodą, która bardzo pochłania czas, energię i zostawia wyraziste wspomnienia. Jednak nie jest to warte zachodu. Ja podczas tej imprezy poznałam miłość, która totalnie zmieniła moje życie. W historii konkursu to chyba nie zdarzało się zbyt często. O samym konkursie z perspektywy czasu mam ambiwalentne zdanie i gdybym nie poznała Piotra, mój udział w nim nie miałby większego sensu.


- Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?


Piotr twierdzi, że tak. Mnie on też bardzo zainteresował, choć nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to początek miłości.


- Co Panią urzekło w partnerze?


Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Dużo rozmawialiśmy. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu. Ja i moja rodzina dostaliśmy zaproszenie na jego koncert. Pomagał mi załatwiać moje sprawy w Warszawie. I jakoś tak się sprawy potoczyły - w sposób naturalny - że jesteśmy ze sobą i jest nam dobrze.


- Jaki stosunek do różnicy wieku mają Państwa znajomi, rodzina?


Ze strony osób, na których mi zależy, nie spotkałam się z niesympatycznymi uwagami na temat różnicy wieku. Początkowo rodzice, jak to rodzice, mieli pewne obawy, ale tylko do czasu, kiedy osobiście poznali Piotra. Natomiast opinie osób, na których mi nie zależy, zupełnie mnie nie obchodzą.


-Co Państwa skłoniło do sformalizowania związku?


Wydaje się to naturalne, kiedy dwie osoby są pewne, że resztę życia chcą spędzić właśnie ze sobą. Oczywiście związku nie trzeba formalizować, ale chyba dobrze jest to robić. Przynajmniej ja i Piotr zostaliśmy tak wychowani.


- Z tego, co wiem, uwielbia Pani podróżować.


Tak. Już jako siedmiolatka zaczęłam podróżować z rodzicami. Zwiedziłam bardzo wiele różnych zakątków świata, najbardziej jednak ciągnie mnie do Azji. Kiedy związałam się z Piotrem, zaraziłam go swoją pasją. Poza tym dalekie podróże stały się dla nas koniecznością, gdyż biorąc pod uwagę popularność Piotra, chyba trudno byłoby spokojnie spędzić czas nad polskim morzem. Zabawne jest to, że naszych najlepszych przyjaciół mieszkających niedaleko nas poznaliśmy podczas urlopu na Kubie. Będąc w Tajlandii, spotkaliśmy kolejną sympatyczną polską parę z Australii. Zdążyliśmy ich już nawet odwiedzić.


- A nie myśli Pani o zawodzie aktorki?


W 2004 roku odegrałam małą rolę w polskim filmie w reżyserii Jarosława Żamojdy. Było to dla mnie bardzo duże przeżycie. Potem miałam jeszcze propozycję wystąpienia w jednym z seriali. Jednak chęć bycia aktorką momentalnie wygasła w chwili, kiedy poczułam, z czym to się wiąże. Ten dziwny świat nie jest dla mnie.


- Powróćmy więc do świata, w którym jest Pani szczęśliwa. Czy macie Państwo podział ról w związku?


Tak. Ja dbam o Piotra, a Piotr dba o mnie (śmiech).


- A kto z Państwa częściej idzie na kompromis?


Piotr ma mniej cierpliwości i zapewne jest mądrzejszy, dlatego przeważnie to on mi ustępuje. Między nami nie ma jednak poważnych konfliktów. Jeśli zdarzają się jakieś sprzeczki, to o błahe rzeczy.


- Jak to jest, być muzą artysty?


Rewelacyjnie! Bycie muzą, natchnieniem dla ukochanego mężczyzny to chyba marzenie każdej kobiety. Bycie przy Piotrze to moja codzienność, więc trudno mi jest ją opisywać w niezwykłych barwach. Piotr jest dla mnie osobą wyjątkową. Mówi się, że artyści są egoistami, ale pod tym względem Piotr nie jest stereotypowy.


- Jak się Pani żyje z tak zapracowanym partnerem?


Bardzo dobrze - kolorowo i ciekawie. Praca Piotra nie jest poważnym problemem, ponieważ w zasadzie wszystko robimy razem, wspólnie chodzimy na spotkania, a ja jestem obecna przy jego wywiadach. To wyjątek, że nie ma go teraz ze mną. Można powiedzieć, że jesteśmy ze sobą non stop. Gdy zrobiłam bilans zeszłego roku, okazało się, że może dwa lub trzy dni byliśmy bez siebie. Istnieje pogląd, że wiele związków rozpada się, kiedy ludzie przebywają ze sobą zbyt często - w naszym przypadku jest inaczej. Nam najtrudniej, kiedy jesteśmy w dwóch różnych miejscach.


- Jak spędzają Państwo razem wolny czas?


Zupełnie zwyczajnie. Spotykamy się ze znajomymi, chodzimy na spacery, uzupełniamy braki w lodówce, albo po prostu spędzamy te chwile w domu.


- Kiedy rozmawiamy, Pani partner jest na siłowni. Czy Pani też dba o kondycję fizyczną?


Ja także powinnam być teraz na siłowni (śmiech). Trenujemy trzy razy w tygodniu. Poza tym staramy się zdrowo odżywiać. Inne metody są chyba zawodne.


- Jaka, według Pani, jest recepta na udany związek?


Chyba nie mam zbyt dużego doświadczenia, aby móc wystawić jakąś skuteczną receptę na szczęśliwy związek. Najważniejsze, żeby trafić na swoją drugą połówkę, wtedy już wszystko potoczy się zgodnie z planem. W moim przypadku wszystko ułożyło się tak, że spotkałam Piotra. A Piotr, bez żadnych zobowiązań z przeszłości, czekał na mnie. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?

Autor: Juliusz Bolek

Komentarze