Jestem urwisem w ciele kobiety

Trenerka kulinarna, coach zdrowia i dietetyk z zamiłowania. Potrafi szybko i zdrowo gotować, choć dojście do zdrowia zajęło jej sporo czasu. Zołza w programie „Agent – Gwiazdy”, w życiu troskliwa mama. Jest gotowa zrobić obiad w 15 minut, zakopać się żywcem i wyeliminować z diety większość produktów. Z gotową na wszystko Darią Ładochą rozmawia Anna Komorowska.

Napisała pani książkę „Kuchnia dla zajętych kobiet i mężczyzn”. Żyjemy teraz tak szybko, że niekiedy nie mamy nawet czasu zjeść. Jak znaleźć go na gotowanie?

Na początku warto odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czy moje zdrowie jest dla mnie ważne? Na własnej skórze przekonałam się, jak istotna może być w tym wypadku odpowiedź. Jeżeli dzięki jedzeniu odpowiednich produktów możemy to zdrowie utrzymać lub odzyskać, wówczas może się okazać, że nasza hierarchia wartości diametralnie się zmieni. Dlatego staram się tłumaczyć swoim odbiorcom, że nie trzeba samodzielnie przygotowywać mleka z kaszy jaglanej, żeby zjeść prosty, dobry, szybki i zbilansowany posiłek. W swojej książce podpowiadam, jak to zrobić, żeby się udało.

W książce i na swoim blogu „Mamałyga” obiecuje pani dania gotowe w 15 minut. Takie błyskawiczne gotowanie może być zdrowe?

Szybkie gotowanie to nie to samo co szybkie jedzenie. Wyobraźmy sobie, że mamy zrobić w domu pizzę albo hamburgera. Czy gdybyśmy robili je od podstaw, to poszłoby nam szybko? Nie. Dlatego fast food to nie to samo co fast cooking. To pierwsze oznacza szybkie jedzenie na mieście. Ja proponuję coś zupełnie innego, czyli dania, które można przygotować w krótkim czasie, np. w 15 minut. To naprawdę jest możliwe, tylko czasem brakuje nam po prostu pomysłu. W książce podaję ich całkiem sporo.

À propos fast foodów. Niektórzy rodzice zabierają swoje dzieci do takich barów w ramach nagrody lub niespodzianki. Co pani na to?

Nie jestem fanką takich rozwiązań. Nagradzanie i karanie dzieci za pomocą jedzenia wydaje mi się nieuzasadnione i krzywdzące dla dzieci. W takim przypadku jedzenie może się znaleźć w niepożądanym obszarze negatywnych emocji. Chodzę z dziećmi na lody, ale nie dlatego, że ładnie posprzątały pokój, tylko dlatego, że lody są pyszne. (śmiech)

Jak najchętniej spędzacie wolny czas?

Lubimy razem chodzić na basen albo na konie. Ostatnio zabrałam moje córki na „babski lunch”. Powiedziałyśmy tacie, że niestety, tym razem idziemy same. (śmiech) Poszłyśmy do restauracji, one wybrały jedzenie. Rozmawiałyśmy o przedszkolu, szkole, kolegach, o życiu i innych ważnych dla nas rzeczach. Było to fajne spotkanie trzech babeczek.

Jest pani trenerem kulinarnym i coachem zdrowia. Na czym polega pani praca?

Trener kulinarny to osoba, która uczy gotować, a coach zdrowia, przez sztukę zadawania pytań, przywraca lub utrzymuje zdrowie. Jako trener zdrowia przeprowadzam klientów przez proces zmiany. To jest bardzo trudne, bo gdy ktoś np. jadł mięso przez całe życie, to nie będzie mu łatwo z niego ot tak zrezygnować. Wspieram go więc, aby odnalazł się w niejedzeniu mięsa i znalazł w tym szczęście. Jako trener kulinarny uczę taką osobę, jak ma przygotować dania, których wcześniej nie robiła. Zdrowa kuchnia to moja misja, natomiast tajska kuchnia to moja pasja. Dlatego prowadzę warsztaty kulinarne z kuchni tajskiej na sześciu poziomach zaawansowania.

Podobno techniki coachingowe przydały się, gdy musiała się pani rozstać z dziećmi na czas uczestnictwa w programie „Agent”?

Przygotowałam dzieci i siebie do tego, jak radzić sobie z tęsknotą. Tęsknota jest bardzo dużym wrogiem w tego typu rozgrywkach. „Agent” to gra psychologiczna i sprawnościowa, trzeba być cały czas skoncentrowanym. Gdyby moja głowa była non stop zaprzątnięta tym, że za kimś tęsknię i że ktoś za mną tęskni, to nie udałoby mi się wygrać. Dlatego starałam się przygotować tak, by przetrwać rozłąkę. Swoim córkom zostawiłam natomiast specjalny zeszyt „Jak radzić sobie z tęsknotą”.

Jakie rady znalazły się w tym zeszycie?

Jedną z nich były „rysunki tęsknoty”. W momencie, w którym dzieci bardzo za mną tęskniły, miały namalować tę tęsknotę, to, jak ją odczuwają. Wówczas koncentrowały się na tworzeniu, a przykre uczucie schodziło na dalszy plan. Innym sposobem była możliwość przebierania się w moje ubrania, buty i używania moich kosmetyków. Powiedziałam córkom, że mogą to robić w weekendy i dodatkowo nagrywać aparatem taty filmiki, które potem sobie z nimi obejrzę. To im dawało dużą radość i satysfakcję, więc znów emocje związane z tęsknotą były rozładowane w pozytywny sposób.

Dzieci są dla pani ważne. Mimo klaustrofobii dała się pani dla nich pogrzebać żywcem. (W jednym z odcinków programu „Agent” Daria Ładocha miała dać się zamknąć w skrzyni i zakopać. Po wszystkim przyznała: „To zadanie polegało na tym, żeby przełamać siebie. Dedykuję to swoim dzieciom” – przyp. red.).

Może zacznę od tego, że macierzyństwo daje mi wiele radości i stanowi moją osobistą drogę rozwoju. Jest dla mnie ogromnym stymulatorem i motywacją. Staram się uczyć swoje dzieci, że mogą być, kim chcą, że należy spełniać swoje marzenia i mierzyć się z trudnościami. Chcąc uczyć, trzeba jednak zacząć od siebie. Myślę, że w programie pokonałam swój największy lęk, zrobiłam to też dla dzieci, choć w pierwszej kolejności dla siebie. Musiałam sama tego doświadczyć, żeby mieć co przekazać.

Jak pani wspomina ten moment?

Gdy oglądałam później ten odcinek, to emocje nadal były ogromne. Wierzę jednak, że dzięki temu doświadczeniu zyskałam zasoby, z których kiedyś będę mogła skorzystać.

Udział w programie sprawił, że zyskała pani więcej fanów czy hejterów?

Tego chyba nigdy się nie dowiem, bo ludzie częściej mówią o tym, co im przeszkadza, niż o tym, co im się podoba. (śmiech) Wzruszyła mnie natomiast ogromna ilość gratulacji zaraz po „Agencie”. Wiele osób zrozumiało, że w programie weszłam w rolę zołzy, która, gdy program się skończył, też się skończyła.

Taki pomysł na siebie miała pani, decydując się na udział w programie?

Tak! Jechałam tam z pełną świadomością celu, którym była dobra zabawa. Wiedziałam, że to gra, byłam świadoma, na co się piszę, gdzie jadę i po co. W najskrytszych snach nie przypuszczałam jednak, że mogę zostać zwycięzcą. Pomogła mi chyba konsekwencja, bycie na sto procent w roli od pierwszego do ostatniego odcinka.

A kto w programie najbardziej panią zaskoczył?

Myślę, że po trosze wszyscy. Każdy z uczestników miał nietuzinkową osobowość. Miałam do czynienia z mistrzyniami świata, spotkałam się z osobami, które wyszły z bardzo trudnych problemów, np. zdrowotnych. Miałam też do czynienia z królami. (śmiech) Przebywając z kimś przez sześć tygodni, można naprawdę dobrze się poznać. Przeżyliśmy wspólnie wiele emocji.

Gdy się panią ogląda w telewizji, to ma się wrażenie, że jest pani osobą roztargnioną. Tymczasem, żeby zrobić obiad w 15 minut, potrzebna jest niezła organizacja. To jaka jest Daria ‒ szalona czy ułożona?

Rzeczywiście, może się wydawać, że jestem osobą roztrzepaną. Taką, że jak coś mi spadnie albo gdy się pomylę, to nie ma to dla mnie znaczenia, bo znajdę inne rozwiązanie. Z drugiej strony wygrałam program, który wymagał ogromnego skupienia i koncentracji przez całą dobę, bo gra nie kończyła się, gdy wyłączano kamery. Myślę, że to, jaka jestem, dobrze spuentują słowa mojej babci: „Jeśli chcesz być szczęśliwym człowiekiem, to musisz mieć nogi jak korzenie, mocno trzymające się podłoża. Ale żeby te nogi trzymały cię pięknie przez całe życie, to głowa musi swobodnie balansować w chmurach”. Taka staram się być.

Miała pani mądrą babcię.

Tak, to najmądrzejsza kobieta, jaką znałam. Nauczyła mnie smaku, gotowania oraz tego, jak być urwisem schowanym w ciele kobiety. A wracając do wcześniejszego pytania: żeby przygotować obiad w 15 minut, trzeba mieć przepis, składniki, ale nie trzeba tak bardzo przywiązywać się do tego, ile czego mamy dodać, bo nasz smak, który jest kwintesencją twórczości i wyobraźni, poprowadzi nas dalej.

Poza wspomnianymi cechami jest też pani nieustępliwa i dociekliwa. Dzięki temu znalazła pani przyczynę swojego utrzymującego się złego samopoczucia. Jak to było?

Odwiedziłam kilku lekarzy, którzy niestety nie dali mi wystarczających odpowiedzi, rozwiązań ani wskazówek. W związku z tym sama zaczęłam zgłębiać temat, uczyłam się, czytałam, szukałam przyczyn. I szczęśliwie znalazłam.

Przyczyną była alergia pokarmowa?

Nietolerancja pokarmowa nie była przyczyną, ale skutkiem. To, że byłam uczulona na wiele produktów, nie dawało mi nadal odpowiedzi. Nie mogłam uwierzyć, że mój system immunologiczny aż w takim stopniu „postrzega” pokarm jako zagrożenie. Nie wierzyłam też, że dieta eliminacyjna wszystko naprawi. Dla mnie był to sygnał, że z moim organizmem dzieje się coś bardzo niedobrego.

Udało się ustalić co?

Tak, mnóstwo rzeczy, i to był początek, po którym już było tylko lepiej. Dziś jestem zdrowa, odzyskałam dawną energię i mogę wszystko. (śmiech)

A może pani powiedzieć, co wyeliminowała z diety i czym to zastąpiła?

Wyeliminowałam wiele produktów, które mi szkodziły, m.in. gluten, nabiał, mięso. Wprowadziłam głównie dietę roślinną, żeby doprowadzić organizm do równowagi.

Za czymś pani tęskni?

Ludzie często mnie pytają, czy jest mi smutno, że musiałam zrezygnować z tylu smacznych rzeczy. No więc nie! Jak może być mi smutno, skoro wiem, że te produkty mi szkodziły i dzięki temu, że wyeliminowałam je z diety, zaczęłam czuć się lepiej.


Daria Ładocha

Miłośniczka zdrowego żywienia, trenerka kulinarna specjalizująca się w kuchni tajskiej, ekspertka w dziedzinie żywienia dzieci i zdrowej kuchni dla dorosłych. Mama dwóch córek (8,5 i 4 lata). Swoją filozofią życiową oraz przepisami kulinarnymi dzieli się na blogu „Mamałyga”. Jest autorką trzech książek kulinarnych („W mojej tajskiej kuchni”, „Gotuj zdrowo dla dzieci” oraz „Kuchnia dla zajętych kobiet i mężczyzn”) oraz współautorką dwóch kolejnych („Pysznie i zdrowo od rana do wieczora” i „Rodzinna kuchnia Lidla”). Od 2017 roku razem z Karolem Okrasą jest twarzą kampanii „Tradycyjnie czy nowocześnie” sieci spożywczej Lidl. Zwyciężyła w drugiej edycji programu TVN „Agent ‒ Gwiazdy”.

Autor: Anna Komorowska, fot. Jarosław Berdak

Komentarze