Jestem bardzo nudna - rozmowa z Martą Żmudą Trzebiatowską

Zaledwie dwa lata temu Marta Żmuda Trzebiatowska skończyła Akademię Teatralną w Warszawie, a już jest jedną z najpopularniejszych aktorek młodego pokolenia. Nam opowiada o cenie, jaką płaci za sławę.

- Czy aktor musi lubić każdą rolę, którą gra?


- Na pewno w każdej musi znaleźć coś, co da się polubić. Ciężko przecież grać tę samą postać przez dłuższy czas, zwłaszcza w serialu, i nie polubić jej.


- Można ją polubić nawet gdy jest czarnym charakterem?


- Negatywne cechy charakteru wprowadzają różnorodność. Nie wolno się ich bać... Ciekawa rzecz, zauważyłam, że młodzi aktorzy mają tendencję do wybielania postaci, które grają. Chcą, aby ich bohaterowie byli nieskazitelni, bo wydaje się im, że tylko wtedy widzowie ich polubią. Kiedy zastanawiam się nad powodami, mam na to tylko jedno wytłumaczenie - chyba boją się odrzucenia.


- Pani się nie boi?


- W każdym razie nie aż tak bardzo, by unikać grania osób niesympatycznych. W serialu „Magda M." zagrałam czarny charakter i bardzo miło to wspominam. Z kolei kiedy dostałam rolę Marty Orkisz w „Teraz albo nigdy!", dziewczyny, która jest raczej miłą osobą, starałam się znaleźć w niej jakąś negatywną cechę. Nikt przecież nie jest idealny. Myślę, że to m.in. dlatego Marta cieszy się sporą sympatią widzów.


- A pani, 25-latka zaledwie, cieszy się wielką popularnością. Czy Marta Żmuda Trzebiatowska nie obawia się, że sława, która przyszła tak szybko...


- ... Przewróci mi w głowie?... Nie grozi mi to. Dorastałam w małej miejscowości, w Człuchowie. Ponieważ byłam córką nauczycieli, w szkole obserwowano każdy mój ruch. Można powiedzieć, że byłam pod ciągłą kontrolą. To przygotowało mnie trochę do tego, co teraz dzieje się w moim życiu.


- Jakie to uczucie - być osobą publiczną?


- Łatwe to na pewno nie jest. Wciąż trzeba żonglować pomiędzy byciem sobą a kamuflowaniem się w sytuacjach medialnych. Każdy z nas musi zakładać jakieś maski, broniąc prywatności. Skłamałabym jednak, mówiąc, że okazywana przez ludzi sympatia jest mi niemiła. Zupełnie mi nie przeszkadza, że ktoś mnie zaczepia na ulicy.


- A to, że jest pani stałą bohaterką rubryk plotkarskich?


- To, co o sobie czytam, najczęściej jest nieprawdą. Gdyby dziennikarze pisali prawdę, byłoby to śmiertelnie nudne, bo ja jestem bardzo nudna.


- ...?


- Z moim życiem prywatnym jest wszystko ok. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, od lat jestem w tym samym, szczęśliwym związku... Co w tym ciekawego? Nic a nic. Dlatego lepiej napisać, że na przykład Marta Żmuda Trzebiatowska pokłóciła się z rodzicami i nawet na święta ich nie odwiedza. Już kilka razy czytałam coś takiego. Z drugiej strony trochę rozumiem redaktorów kolorowych magazynów, którzy - chcąc, aby ludzie kupowali ich gazety - wypisują różne sensacyjne, ale wyssane z palca rzeczy. Gdyby nie wymyślali, nie mieliby o czym pisać, bo Warszawa to przecież nie Hollywood. Na naszym podwórku naprawdę niewiele się dzieje.


- Kiedy dziennikarze piszą nieprawdę, nie ma pani ochoty sprostować, zagrozić sądem?


- Po co? W miejscowości, z której pochodzę, ludzie mnie znają i doskonale wiedzą, że nie pokłóciłam się z rodzicami, że przyjeżdżam do nich i na święta, i bez okazji. To po pierwsze. A po drugie - szczerze mówiąc, brak mi doświadczenia, więc czasami nie wiem, czy lepiej dla mnie będzie, gdy wdam się w dyskusję z dziennikarzami, czy gdy przemilczę kolejną bzdurną informację na swój temat. W takich sytuacjach zdarza mi się pytać o radę starszych, bardziej doświadczonych aktorów, ale... każdy radzi mi co innego. Wniosek płynie z tego taki, że muszę radzić sobie sama i radzę sobie, jak potrafię.


- A co by pani poradziła młodym dziewczynom, którym marzy się kariera aktorska?


- Cóż, niech próbują spełnić marzenia, ale świadome tego, że studia w szkole aktorskiej nie są łatwym kawałkiem chleba. Kiedy zostaną przyjęte do akademii, będzie się im wydawało, że już są kimś, artystkami przez duże A. Potem nagle usłyszą od wykładowców, że są nikim, nie mają osobowości i... od nowa będą musiały uczyć się siebie i odnajdywania w sobie emocji.

Autor: Alexandra Machera

Komentarze

  • 2016-03-30 gość

    Na zdjęciu powyżej wygląda według mnie super.