Jak żyć z leniem i nie zwariować?

„Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień…” – to nie tylko początek wierszyka Jana Brzechwy. Dla wielu ludzi życie z kanapowym nierobem to dzień powszedni. Co zrobić, by wałkoń zwolnił kanapę i wziął się do pracy? Wiele zależy od samozaparcia i mądrości jego partnera.

Podczas gdy ty gotujesz, pierzesz, sprzątasz i zajmujesz się dziećmi, on leży na kanapie i przełącza kanały lub całe dnie grzebie w komputerze. Od dawna nie może znaleźć pracy, bo żadna nie raczy podpełznąć pod jego legowisko. Czasem krzyknie tylko, że coś by zjadł, ale niezbyt głośno – bo to wysiłek... A ty padasz na twarz, bo wszystko masz na swojej głowie. Jeśli jesteś bohaterką tego scenariusza – to artykuł dla ciebie, bo można, a nawet trzeba wyzwolić się spod tyranii leniucha.


Dlaczego leń się leni?

Choć lenistwo to zjawisko powszechne, niełatwo je zdefiniować. W psychologii mówi się o braku motywacji do działania, ale to bardzo rozległe zagadnienie. Każdy z nas ma różny temperament i inny poziom energii życiowej. O ile pierwsza cecha jest stała, ta druga podlega zmianom w ciągu całego życia. Zależy od wieku, stanu zdrowia, sytuacji życiowej. To sprawia, że lubimy działać lub uchylamy się od aktywności. Czasem, z bardzo wczesnego okresu naszego rozwoju wynosimy przeświadczenie, że nie warto wiele robić, bo to nic w naszym życiu nie zmienia, niewiele od nas zależy. Zjawisko to nazywa się wyuczoną bezradnością i przyczynia się do życiowego marazmu.

Ale lenistwo bywa też strategią na całkiem wygodne życie. Dzieje się tak, bo leniuch wyniósł złe wzorce z domu. Nieraz, przez całe życie przyglądał się, jak w jego rodzinnym domu, pracowały głównie kobiety (matka, siostra), a mężczyznom były oszczędzane wszelkie prace. Gdy więc chcesz, by w czymś ci pomógł, on przede wszystkim się dziwi, bo to dla niego nowość. Sądzi, że to małżeńska rozgrywka, w której chcesz wziąć go pod pantofel i o ile ci na to pozwoli, stanie się stroną przegraną.

Obawia się krytyki. Jeśli jesteś typem gospodyni doskonałej i półśrodki cię nie zadowalają, być może sama ukręciłaś bat na swoją głowę, bo cokolwiek on zrobi, ty krytykujesz albo poprawiasz. W ten sposób ma argument, by omijać prace domowe, bo przecież „ty robisz to lepiej”.

Manipuluje. Bo zna sztuczki, na które się łapiesz. Słynne: „Zjadłbym coś” to zręczny wybieg, bo zaledwie stwierdzenie. Na pytanie postawione wprost: „Czy mogłabyś zrobić mi coś do jedzenia?” – łatwiej otrzymać odpowiedź odmowną. Bądź szczera, ile razy odpowiedziałaś mu: „To zrób sobie coś, kochanie!”?

Walczy o władzę. Nicnierobienie może być demonstracją władzy i sposobem na karanie partnera. Jeśli ignoruję twoje prośby, to ignoruję także twoje potrzeby i pokazuję, kto tu naprawdę rządzi. Czasem to metoda okazywania przewagi mężczyzny nad kobietą, a więc rodzaj domowego mobbingu („kobiety nadają się głównie do sprzątania” lub „pewne zajęcia nie przystoją mężczyźnie”).


Kobiecy chleb powszedni

Jak czuje się osoba, która na partnera życiowego wybrała leniucha? Przeciążona, wykorzystywana, niedoceniana. Częściej dotyczy to kobiet niż mężczyzn, bo przez stulecia zajmowałyśmy się prowadzeniem domów i wychowywaniem dzieci, nie zyskując tym szczególnego szacunku. Obecnie te zajęcia też nie są wystarczająco doceniane. Uważa się, że kobieta wykonuje je niejako przy okazji, a przecież większość z nas pracuje także zawodowo. Czy jesteśmy siłaczkami? Chyba tak. Wystarczy pomyśleć, że kiedy wynajmuje się nianię do dziecka i panią do sprzątania wychodzą z tego dwa etaty, za całkiem konkretne pieniądze.

Jest wiele prawdy w stwierdzeniu, że jeśli od początku nie wychowa się sobie mężczyzny, to nabierze on złych nawyków. Czasy się zmieniają i mężczyźni także zaczynają rozumieć, co to związek partnerski. Niestety, w wielu domach pozostaje to w sferze teorii. Na szczęście nigdy nie jest za późno na zmiany. Tylko jak tego dokonać?


Obłaskawianie próżniaka

Nierzadko jesteśmy same sobie winne nie artykułując swoich potrzeb wprost. Gdy byłyśmy małymi dziewczynkami, mówiono nam, że powinnyśmy być grzeczne, miłe i pomocne. Dla wielu z nas potrzeby innych stały się ważniejsze od naszych własnych. Taka postawa ćwiczona latami utrwaliła się na tyle mocno, że teraz ciężko nam prosić o pomoc, a co dopiero wymagać. Tymczasem dobra komunikacja to podstawa. Rozmawianie o swoich uczuciach i potrzebach jest podstawowym elementem budowania szczęśliwego związku. Pamiętaj:

• Unikaj wygłaszania tyrad typu: „Ty ZAWSZE….”, „Ty NIGDY...”. Wypowiadając je, często naśladujemy w tym nasze matki (używając nawet podobnej intonacji), które strofowały nas, a często także swoich mężów. Ten sposób komunikacji nie na wiele się zda w stosunku do dorosłego partnera, bo sprowadza naszą relację do układu matka-dziecko. Poza tym określenia: „zawsze” lub „nigdy” mijają się z rzeczywistością i działają demotywująco. Ponadto wiele razy wypowiadana negatywna opinia na temat partnera zaczyna działać jak instrukcja na jego zachowanie: „No, dobrze, masz rację, taki właśnie jestem i nic na to nie poradzę – niech będzie po twojemu”. Zamiast prawienia kazań, mów o swoich uczuciach. „Złości mnie…”, „Chciałabym..”, „Proszę, zrób…”.

• Zaproponuj podział obowiązków, tłumacząc, że obydwoje powinniście mieć wkład w wasze życie. Pozwól, by wskazał zadania, które chce wziąć na siebie. W ten sposób łatwiej pogodzi się z tym, że koniec próżniactwa bliski. Ty wybierz, które zajęcia rezerwujesz dla siebie. Obie strony powinny czuć, że podział jest sprawiedliwy. Ustalenie, kto jest w „szefem” w jakiej dziedzinie, ma jeszcze jedną konsekwencję – osoba ta ma prawo wymagać od drugiej, by stosowała się do jej reguł. Potem spiszcie wszystko na kartce i powieście w widocznym miejscu, żeby leniuch nie mógł wyprzeć się ustaleń.

• Na koniec: chwal leniucha – za wykonane zadania i za starania. Obłaskawiaj go jak małe dziecko. Nie czepiaj się drobiazgów.


Jeśli nic nie pomaga?

Dla najbardziej opornych, którzy nie przyjmują argumentów słownych, trzeba rozważyć wariant działania, które nazwijmy roboczo „wrzuceniem granatu w związek”. Spróbuj zrobić coś innego niż zwykle, na przykład: odzwierciedlić działanie wałkonia. Porzuć wszystkie obowiązki, połóż się na kanapie z gazetą i czekaj, aż przywali was sterta śmieci i nie będzie jednej pary czystych skarpetek. Możesz wybrać wariant „z wyjazdem” – odwiedź dawno nie widzianą przyjaciółkę w innym mieście, by leniuch pozostał nie tylko bez całodobowej obsługi, ale także z własnymi, niewesołymi myślami. Takie działanie często odnosi skutek. Otrzeźwia delikwenta i pokazuje, że nie jesteś całkiem bezradna wobec jego leserstwa.

Ta strategia sprawdza się jednak tylko wtedy, gdy naprawdę masz zamiar skończyć z byciem wykorzystywaną i podjąć konsekwentną walkę. Jeśli po kilku dniach powrócisz do praktyk odsługiwania „pana męża” incydent odejdzie w zapomnienie. Ważna jest twoja prawdziwa, wewnętrzna decyzja. I tu znów kłania się pojęcie motywacji. Co takiego kieruje tobą tym razem, że będąc wykorzystywana, wciąż poświęcasz się i odpuszczasz leniowi? Ale to zagadnienie na kolejny, całkiem obszerny temat.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora
dom

Komentarze